Bez żony to jak bez ręki i Otto bardzo dobrze o tym wiedział. Nikt inny nie pomagał mu tak w pracy na gospodarce jak właśnie Józefina. Gdyby nie ona to by chyba oszalał w pojedynkę z tym wszystkim, a tak to znacząca część obowiązków spadała z jego barków. Może i nie była przygotowywana do tego od początku swojego życia ale radziła sobie wyśmienicie, a nawet lepiej od samego gospodarza w pewnych aspektach - zwłaszcza opieki nad zwierzętami czy sadem.
Co by jednak nie mówić - miała rację. Mogłaby się przed nim ukrywać i całą wieczność ale Otto by jej całą wieczność szukał do czasu, aż by ją odnalazł albo jego dni na tej ziemi dobiegły by końca - Józia, wiesz że i tak bym chodził i bym Cię szukał. Nawet na drugi kraniec świata bym dotarł aby sprawdzić czy Ciebie tam nie ma - wyjaśnił. Pewnie gdyby jakimś cudem ją odnalazł to wspomniałby, że kolacja gotowa i mogą wracać bo zaraz wystygnie i będzie niedobre. Abbott oczywiście by to podgrzał albo zrobił od nowa, byle tylko smakowało.
- Dostanie, nie musisz się obawiać. Krzywda mu u nas nie grozi, a godne traktowanie. Toż się narobił dla nas przez cały swój żywot. Jeno mu się zaraz da, co by sił odzyskał troszku - pokiwał głową na zgodę - No jak się jej miało nie powieść jak to zdolna dama jest! - oburzył się lekko, a nie na małżonkę a na ogół społeczeństwa, który mógłby twierdzić inaczej - Tylko jeno kawalera jakiego jej brak, co by pomógł... Ale dobrze, dobrze... Niech robi tę karierę w tym Landynie. Zaraz zobaczą, że to kawał zaradnej kobitki i się będą w kolejce do niej ustawiać... Wiesz jak to mówią - przez żołądek do serca - uniósł palec do góry jakby głosił jakąś starą prawdę... W sumie trochę tak było, ponieważ wierzył w te wszystkie powiedzonka i inne teksty, które najczęściej nie miały za dużo z prawdą ale to już historia na kiedy indziej - Jeno, ten nasz Bimberek to ma z nami katorgę na ten dzień Dziecka... Mam tylko nadzieję, że się nie pomyli z drugą turą. Ale on twardy jest i zuch sowa to da radę - stwierdził, przytrzymując fajkę ustami coby mieć wolne dłonie - Najmilsza moja! Tóż to wspaniały pomysł jest! Wszystkie jeno siedzą w tym Landynie i się pewnie nie odzywają do siebie, a czy ta rodzinna atmosfera, śmiech, zabawy, tańce! Czy to jest właśnie zapach lata? Czy to nie jest najpiękniejsze co może się zdarzyć? - rozłożył szeroko ręce aby móc uścisnąć swoją małżonkę za tak piękny pomysł - Wszystkie no tu zjadą i się bawić będą. Stół tu, stół tam. Tyle potraw będzie, że ja nie wiem. Dla każdego coś dobrego! - żywo gestykulował zaraz po tym kiedy uwolnił Józię ze swojego uścisku. Oczywiście najpierw ją puścił, a dopiero później przystąpił do wizualizacji swojego pomysłu... znaczy pomysłu Jose ale wiadomo o co chodzi.