Heather zamarła, gdy zobaczyła twarz. Teraz połączyła fakty, dlatego się bał, że go zbiją. Musiało się to już zdarzać w przeszłości. Nie mogła uwierzyć, że dorośli są w stanie skrzywdzić takiego malca, to powodowało, że traciła nadzieję. Co mógl takiego zrobić, że ktoś był w stanie uderzyć go w twarz? Tym bardziej, że to było ich dziecko. Powinni na niego chuchać i dmuchać, zapewnić mu bezpieczeństwo i godne warunki. Gotowało się w niej. Najchętniej sama by zrobiła porządek z jego rodziną. Niech zmierzą się z kimś, kto był w stanie się bronić. Brenna mogła zauważyć, że Wood zaczęła drżeć. Próbowała z tym walczyć, żeby chłopiec nie czuł jej zmiany nastroju.
- Jesteś taki jak my, też dostaniesz różdżkę i będziesz czarował. - Postanowiła dołączyć się do tłumaczenia, kiedy chłopiec zobaczył, że Brenna korzysta z różdżki. To pewnie było dla niego wiele, ale prędzej, czy później by się tego dowiedział. Na pewno dostanie list do Hogwartu, tyle, że co czeka go przed tym? Wood zaczęła się martwić, co spotka tego biednego chłopca, gdy wróci do domu.
Kiedy Longbottom zapytała go o te siniaki, Heather ścisnęła go mocniej, przytuliła do siebie, żeby poczuł się pewniej. Zależało jej na tym, aby czuł się bezpiecznie. - Już nigdy nikt cię nie skrzywdzi, masz moje słowo. - Nie zamierzała do tego dopuścić, nie wiedziała jeszcze jak, ale chciała go pilnować. Może powinny go zabrać od tych ludzi i umieścić w bezpiecznym miejscu?