Mogła tylko odrobinę odetchnąć, kiedy udało się pozbyć kręcących się wokół trupów. Szybko rzuciła spojrzeniem i zobaczyła, że Brenna się podnosi. Razem z nią Atreus i Mavelle – to już trzy osoby, razem z ich trójką to sześć. Nie wiedziała jak pomóc Erikowi i prawdę mówiąc to była bliska wyczarowania my drabiny, żeby łatwiej było mu się wspiąć na górę, ale wtedy ruch od strony tej dziwacznej kobiety przykuł jej uwagę.
Nie czarowała już, nie próbowała wyczarować kolejnego ognia, za to opuściła różdżkę w kierunku pokładu i… wokół niej rozlała się jakaś ciesz. I dalej…. Victorię przeszył zimny (?) dreszcz, bo łatwo było zrozumieć co to oznacza i co knuje ta baba. Lestrange może i była odporna, ale reszta osób tutaj i cały statek… już nie.
Brenna zadziałała szybko, chcąc coś zrobić z tą oliwą, ale Victoria w tym momencie myślała tylko o tym, że to tę babę trzeba rozbroić, bo za chwilę znowu wywinie im jakiś numer. Wycelowała więc swoją różdżkę w Fawley, chcąc spróbować za pomocą Expelliarmusa wytrącić jej różdżkę z ręki i złapać ją, by już im więcej nie mogła robić pod górkę. Reszta będzie się musiała zająć gaszeniem pożaru.
– Nikogo innego nie widzieliśmy! – odkrzyknęła jeszcze Brennie, kiedy Geraldine podała jej lokację jej brata. Zrozumiała jednak, że i Brenna nie pytałaby o resztę, gdyby wiedziała gdzie są…
Wielka Matko, proszę, niech nic mu nie jest. Martwiła się rzecz jasna o Laurenta, ale póki co nie było jak go nawet szukać… A na scenę właśnie wtaczały się kolejne dwa trupy.
Translokacja
Sukces!
Akcja nieudana