Nie, nie było w porządku. Nie powiedziała tego jednak na głos tylko opuściła głowę. Nie mogły zrobić więcej w tej chwili. Nie oznaczało to jednak, że zamierzała to tak zostawić. Nie przywykła do tego, że pozostawiała sprawy niedokończone. Nie było takiej możliwości. Był to pierwszy raz w jej karierze brygadzistki, gdy spotkała się z przemocą w stosunku do dzieci. Strasznie ją to zabolało.
- Opowiem ci o szkole. Tam jest cudownie. - Dodała jeszcze, kiedy zmierzali w kierunku domu tego chłopca. Ruda była zła, kurewsko zła, że musiały go tam zostawić. Najchętniej zabrałaby go w tym momencie ze sobą do domu, zaopiekowała się nim i zapewniła wszystko co najlepsze. Nie chciała się jednak dzielić tym pomysłem z Brenną, bo bała się jej reakcji. Nie mogła ukraść dziecka, wyrzuciliby ją z pracy. Nie mogła do tego dopuścić. Był to jednak dopiero początek, bo obiecała chłopcu, że nikt go więcej nie skrzywdzi, musiała dotrzymać słowa. Będzie się tu pojawiać od czasu do czasu, żeby sprawdzić, czy wszystko u niego w porządku. Porozmawia z matką, może ona znajdzie jakieś rozwiązanie. Miała znajomości wszędzie. Powinna mieć możliwość jakoś zareagować.
Dotarły do miejsca, w którym zaczęły poszukiwania. Wood nadal niosła chłopca na rękach. Weszły do środka. Udała się do jego pokoju, nie chciała angażować się w rozmowę z jego rodzicami, bo mogła zareagować dosyć impulsywnie. Wierzyła w to, że jej partnerka załatwi to lepiej sama.
Heather pokazała chłopcu kilka sztuczek. Wyczarowała drobne ptaszki, motylki które fruwały po jego pokoju. Zapewniła go jeszcze, że wszystko będzie dobrze, że nie poniesie konsekwencji za ten drobny incydent. Później musiały go zostawić, przynajmniej jak na razie i wrócić do ministerstwa.