30.10.2023, 21:44 ✶
Mało precyzyjne było te moje zaklęcie, ale kiwnąłem z autouznaniem, że chociaż jednemu umarlakowi spadła głowa i potoczyła się po podłodze statku. Reszta, cóż, została nieco ograniczona przez Avelinę, na co otworzyłem nawet zaskoczony oczy. Tak przez myśl mi przeszło, że raczej nie powinienem jej podpadać, bo to mogło się źle dla mnie skończyć. Zerknąłem nawet na nią pytająco, sam nie wiedząc, czy pytam o to, skąd podobne pomysły w jej głowie, czy też, czy skończyć mogę jak te żywe trupy...?
Cóż, ale na więcej nie mieliśmy czasu, bo usłyszałem trzaski statku, a jeszcze ten ogień, dym. Czułem swąd dymu wdzierający się coraz intensywniej do moich płuc. To nie wróżyło niczego dobrego. Najwyraźniej ktoś pomyślał o robieniu tu pożogi, co ja wcześniej odrzuciłem we śnie... Nie każdy mógł być inteligentny. Taka selekcja naturalna.
- Uciekamy tam, skąd przyszliśmy - stwierdziłem do Aveliny, stwierdzając, że już lepiej dołączyć do walki z Fawley niż spłonąć albo zostać pożartym przez potłuczone garnki. - Spróbujmy je wcisnąć do jednego z pokoju. Jak się nie uda, raczej nie zdążą nas dogonić... - Tak pozwoliłem sobie na szybką ocenę sytuacji, bo też nie byłem pewien, jak zaangażowane w dorwanie nas będą te garnki, jak bardzo pragnęły i były zdesperowane na złapanie nas za kostki. Wolałem tego nie weryfikować, więc postanowiłem przywołać falę wody, która wtrąci je do jednego z pokoi. Miałem nadzieję, że jak się uda, Avelina magią wyczaruje im stosowną barykadę.
- Szybko, idziemy! - krzyknąłem do niej by ją pospieszyć. Niezależnie od tego, czy nam się udało, czy też nie, chwyciłem Avelinę za rękę by wraz z nią zbiec po schodach na dół. Tam, gdzie jeszcze chwilę temu Pani Fawley pochylała się upiornie nam trzema nieprzytomnymi nieszczęśnikami. Duchy miały rację. Nie było na co tu czekać. Statek walił nam się niemalże na głowy.
Rzucam na kształtowanie w celu stworzenia fali porywającej te garnki w kierunku jednej z kajut
Cóż, ale na więcej nie mieliśmy czasu, bo usłyszałem trzaski statku, a jeszcze ten ogień, dym. Czułem swąd dymu wdzierający się coraz intensywniej do moich płuc. To nie wróżyło niczego dobrego. Najwyraźniej ktoś pomyślał o robieniu tu pożogi, co ja wcześniej odrzuciłem we śnie... Nie każdy mógł być inteligentny. Taka selekcja naturalna.
- Uciekamy tam, skąd przyszliśmy - stwierdziłem do Aveliny, stwierdzając, że już lepiej dołączyć do walki z Fawley niż spłonąć albo zostać pożartym przez potłuczone garnki. - Spróbujmy je wcisnąć do jednego z pokoju. Jak się nie uda, raczej nie zdążą nas dogonić... - Tak pozwoliłem sobie na szybką ocenę sytuacji, bo też nie byłem pewien, jak zaangażowane w dorwanie nas będą te garnki, jak bardzo pragnęły i były zdesperowane na złapanie nas za kostki. Wolałem tego nie weryfikować, więc postanowiłem przywołać falę wody, która wtrąci je do jednego z pokoi. Miałem nadzieję, że jak się uda, Avelina magią wyczaruje im stosowną barykadę.
- Szybko, idziemy! - krzyknąłem do niej by ją pospieszyć. Niezależnie od tego, czy nam się udało, czy też nie, chwyciłem Avelinę za rękę by wraz z nią zbiec po schodach na dół. Tam, gdzie jeszcze chwilę temu Pani Fawley pochylała się upiornie nam trzema nieprzytomnymi nieszczęśnikami. Duchy miały rację. Nie było na co tu czekać. Statek walił nam się niemalże na głowy.
Rzucam na kształtowanie w celu stworzenia fali porywającej te garnki w kierunku jednej z kajut
Rzut Z 1d100 - 7
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 35
Akcja nieudana
Akcja nieudana