30.10.2023, 22:23 ✶
Umrze na tej podłodze przez uduszenie... Florence zdecydowanie przesadzał z oceną sytuacji. Byle rozpacz spowodowana byle powodem nie mogła przecież kogoś zabić, w tym przypadku Laurenta. Nie był małym chłopcem, tylko młodym mężczyzną i tylko rozmawiał z ojcem - nic złego mu się nie działo, a oni tu zaraz o jakichś napadach paniki, o uduszeniu, o śmierci. Gdybym widział, że Laurent mi schodzi, to przecież bym zareagował, nawet jeśli miałaby ucierpieć na tym moja duma oraz boskość.
Poruszyłem się by obserwować tę marną maskaradę mojej córki chrzestnej. Traktowała Laurenta jak dziecko, którym już nie był. O to właśnie chodziło. Za bardzo wszyscy mu nadskakiwali, głaskali po główce, a ten potem nie był zdolny do podejmowania prawdziwych, trudnych decyzji. Przede wszystkim nie był w stanie być prawdziwym, twardym mężczyzną... I teraz pytanie najważniejsze - kogoś takiego miałbym posadzić na prewettowskim tronie, kiedy mnie już dopadnie starość? Nigdy!
A jeszcze kolejny cios dostałem od Laurenta, kiedy na pytanie Florence odpowiadał, a na moje chociaż jedne, wybrane nie zamierzał, nie był w stanie czy co tam sobie wymyślił. Ciekawe, czy będę mu równie chętnie do rozmowy ze mną, kiedy zamknę go na te dwa tygodnie w wieży. Ciekawe, czy taki chętny będzie do żalenia się Florence... A nie, chwila! Na to miałem już żałosną odpowiedź, że poleci do niej z płaczem i żalem, i pretensjami na ojca, poskarżyć się, jakby Florence miała jakąkolwiek moc sprawczą.
- Obawiam się, że nie mam czasu, Florence, na perswazje z tobą. Mam przed sobą inne, bardziej palące sprawy do załatwienia - stwierdziłem niby tu znudzony i wychyliłem się nieco by ujrzeć tego małego zdrajcę, ale niestety wielki tyłek wciąż-panny Bulstrode zbyt umiejętnie mi go zasłaniał z tej perspektywy. Poddałem się niepocieszony. Nie zamierzałem wstawać ze swojego dumnego miejsca, bo jeszcze utraciłbym wyimaginowaną koronę. Albo co. - Zmykaj do swojej nory, mam ważną rozmowę do przeprowadzenia z moim synem - rozkazałem właściwie takim ot spokojnym tonem, trochę władczym, trochę znudzonym. Nie zamierzałem pokazywać tej chrześnicy, że jej obecność w jakimkolwiek stopniu wprawiała mnie w zazdrość. W niezadowolenie już tak. Była tu mile widziana tylko i wyłącznie na moje zaproszenie... Albo chociaż odrobinę zapowiedziana, a weszła tu właściwie jak do siebie.
Poruszyłem się by obserwować tę marną maskaradę mojej córki chrzestnej. Traktowała Laurenta jak dziecko, którym już nie był. O to właśnie chodziło. Za bardzo wszyscy mu nadskakiwali, głaskali po główce, a ten potem nie był zdolny do podejmowania prawdziwych, trudnych decyzji. Przede wszystkim nie był w stanie być prawdziwym, twardym mężczyzną... I teraz pytanie najważniejsze - kogoś takiego miałbym posadzić na prewettowskim tronie, kiedy mnie już dopadnie starość? Nigdy!
A jeszcze kolejny cios dostałem od Laurenta, kiedy na pytanie Florence odpowiadał, a na moje chociaż jedne, wybrane nie zamierzał, nie był w stanie czy co tam sobie wymyślił. Ciekawe, czy będę mu równie chętnie do rozmowy ze mną, kiedy zamknę go na te dwa tygodnie w wieży. Ciekawe, czy taki chętny będzie do żalenia się Florence... A nie, chwila! Na to miałem już żałosną odpowiedź, że poleci do niej z płaczem i żalem, i pretensjami na ojca, poskarżyć się, jakby Florence miała jakąkolwiek moc sprawczą.
- Obawiam się, że nie mam czasu, Florence, na perswazje z tobą. Mam przed sobą inne, bardziej palące sprawy do załatwienia - stwierdziłem niby tu znudzony i wychyliłem się nieco by ujrzeć tego małego zdrajcę, ale niestety wielki tyłek wciąż-panny Bulstrode zbyt umiejętnie mi go zasłaniał z tej perspektywy. Poddałem się niepocieszony. Nie zamierzałem wstawać ze swojego dumnego miejsca, bo jeszcze utraciłbym wyimaginowaną koronę. Albo co. - Zmykaj do swojej nory, mam ważną rozmowę do przeprowadzenia z moim synem - rozkazałem właściwie takim ot spokojnym tonem, trochę władczym, trochę znudzonym. Nie zamierzałem pokazywać tej chrześnicy, że jej obecność w jakimkolwiek stopniu wprawiała mnie w zazdrość. W niezadowolenie już tak. Była tu mile widziana tylko i wyłącznie na moje zaproszenie... Albo chociaż odrobinę zapowiedziana, a weszła tu właściwie jak do siebie.