• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[21 marca, 1971] Sabat Ostary

[21 marca, 1971] Sabat Ostary
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#1
31.10.2023, 01:52  ✶  
Septima nieswojo stała w kołtunach suchej wiechlizny i nerwowo obgryzała paznokcie.
Wiosenna paleta niebywale nieśmiało wkraczała na płótno wiejskiego krajobrazu. Zima oficjalnie miała odejść, acz powietrze wciąż potrafiło pozostawić na ciele pąsowe ślady, a chłód zaszywał się głęboko pod skórą, zmywalny jedynie pod chmurką gorącego prysznicu, albo gorącej kąpieli. Gdyby nie stała jak kłoda, to by tak nie zmarzła – dla logicznie rozumującej Timmy, wydawało się to dosyć oczywiste. Ale mimo tego, nie była w stanie odkleić się od przylubionego sobie miejsca i obserwować.
Oraz modlić się w duchu, aby nikt niczego od niej nie chciał, bo prawda była taka, że z Septimy pomocnik był żaden.
Do kowenu Witchcroft matka zabierała ją od malutkiego dziecięcia, a gdy jeszcze jej babka żyła, dziewczyna starała się składać wizyty każdego sabatu oraz co drugą niedzielę miesiąca. Po ich śmierci, kontakt z resztą rodziny Macmillanów nieco się osłabił, ale przyznać się tego przed samą sobą nie potrafiła. Chciała pielęgnować więzy krwi i swoje dziedzictwo, choć po prawdzie, nie do końca rodzinę matki rozumiała, a oni najpewniej nie do końca rozumieli ją.
— Cześć Septima, co u ciebie? Zostaniesz w końcu na dzisiejszej orgii?— Tych błysków w oku i drgających kącików warg na początku nie rozumiała, tak po prostu, z naiwności i czystej niewinności.  Jeszcze do całkiem niedawna wydawało jej się, że dziewczęta najzwyczajniej w świecie próbują być miłe i uprzejme, zupełnie jak Ollivanderówna za ladą, w rodzinnym sklepie.
Błąd.
Naśmiewały się z niej, jawnie (!!!) od parunastu lat. Sięgając pamięcią, była w stanie wyłuskać z niej kilka, o ile nie kilkanaście przypadków nikczemnych psikusów, które jej ta podła, wyrachowana młodzież sprawiła. Chociażby, podczas jednego z wcześniejszych Beltane, wmówiły jej, że niektóre przekąski nasączane są amortencją i że jeśli nie jest się gotowym na późniejsze wybryki z losowymi zbirami w sianie, to lepiej tego nie tykać. Przerażona Septima od tego czasu zaczęła przychodzić absolutnie w pełni przygotowana do Macmillanów - z siateczką kanapeczek z pasztetem, szczelnie zapieczętowanych, tak aby nikogo nie podkusiło, żeby przy nich majstrować. Innego razu, podczas hulaszczych zabaw w butelkę, zaczarowały szkło tak, że co chwila wypadała jej kolej, a przytłoczona niezręcznością sytuacji, spowiadała im się jak przed konfesjonałem i to z najbardziej intymnych szczegółów jej panieńskiego życia.
Teraz wszyscy wiedzieli, że tego jednego lata prawie całowała się w publicznej bibliotece.
Na te wszystkie nużące zaczepki, nie pozostawało jej nic innego jak zacisnąć piąstkę i spuścić wzrok — nie miała ochoty być już niczyją radosną pożywką.
Wspomnienia tych dokuczań trochę ją nawet rozpaliły, ale stagnacja naprawdę nie wpływała dobrze na kostniejące palce. Rozejrzała się po grupce uwijających się jak zniewolone pszczoły w ulu, kobiet, wzrokiem wyławiając najmniej uprzykrzającą jej życie kuzynkę, Sarah. Jej mleczna postać wybijała się na tle reszty, za co w duchu Septima była wdzięczna. Mogła od razu ją zaatakować i zapytać w czym pomóc.
Pal licho, że do Kowenu przychodziła od dziecka. Dwadzieścia osiem lat, a ona wciąż nie była do końca pewna jak to wszystko właściwie działało.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sarah Macmillan (478), Septima Ollivander (488)




Wiadomości w tym wątku
[21 marca, 1971] Sabat Ostary - przez Septima Ollivander - 31.10.2023, 01:52
RE: [21 marca, 1971] Sabat Ostary - przez Sarah Macmillan - 03.11.2023, 22:49

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa