Drzewu, które przed chwilą jeszcze rosło sobie powoli i spokojnie, w miejscu w którym znajdowało się od dziesiątków lat, prawdopodobnie obojętne było, kto ponosił winę za jego przewalenie. Jeśli mogłoby mówić, to raczej pomstowało by do nieba, że w ogóle zostało wyrwane z korzeniami i rzucone na ziemię niczym nic nie znaczący patyczek. Z kolei rudowłosa, kiedy tylko usłyszała tłumaczenia brata, zmrużyła oczy.
- Zwykle to właśnie winny się tłumaczy. - zauważyła, przez chwilę patrząc oskarżycielsko na niego, zanim uśmiechnęła się z powrotem. - Nie no, wkręcam cię. Nie to, żebym uważała, że byś nie dał rady tego drzewa przewalić, nawet magią, ale byś nie dał. - oznajmiła, mijając go i podchodząc nieco bliżej do drzewa i sporego wykrotu w ziemi, który prawdopodobnie mógł być odpowiedzialny za zniszczenia. Uważała, żeby nie zbliżyć się za bardzo, ale starała się zajrzeć w dół, żeby ocenić głębokość dziury i jej potencjalne pochodzenie.
- Nie wylewałeś raczej ostatnio eliksiru wzrostu do ogródka, nie? - zapytała kontrolnie, zastanawiając się czy dziura mogła być legowiskiem jakiegoś magicznego stworzenia, któremu właśnie sufit zawalił się na łeb. Gdyby tak jednak było, prawdopodobnie już by o tym wiedzieli. Mało które zwierzę, po tego typu przychodzie, pozostaje cicho i grzecznie w dziurze po swoim domu. Z drugiej strony, mieszkali w Dolinie Godryka, zwykłe osunięcie gruntu było dla Jackie ostatnią możliwą przyczyną rozpadliny na liście wielu innych. Musiała też przyznać, że od Beltane w Dolinie cały czas działy się dziwne rzeczy i nawet ona sama nie zapuszczała się do Kniei jeśli absolutnie nie musiała.