Słysząc za sobą jego obruszenie, wywróciła oczami, ale też uśmiechnęła się pod nosem. Lubiła go takiego - pewnego siebie, odważnego starszego brata, który z każdym kłopotem mógł sobie poradzić. Lubiła dawać mu okazję do tego, żeby takim był bo niestety ostatnio miała wrażenie, że Samuel raczej odczuwa mocniej to z czym sobie nie radzi, niż to w czym jest dobry. Kiedy tak patrzyła w dziurę i słuchała jego słów jednym uchem, przyszedł jej też do głowy pewien pomysł, ale postanowiła się nim na razie nie dzielić z bratem a raczej po prostu wprowadzić go w życie przy pierwszej nadarzającej się okazji.
- No to przynieś tą różdżkę, pewnie się przyda. - zachęciła go, sama pooli podchodząc coraz bliżej krawędzi wykrotu, wyczuwając stopami ziemię przed sobą, tak żeby być pewną, że sama nie dołączy do nieszczęsnego drzewa w dziurze. Kiedy Sam wrócił, zwracając jej uwagę na swoje braki w edukacji jeśli chodzi o eliksiry, wzruszyła ramionami.
- Nie pytałam, czy go warzyłeś, tylko czy go wylewałeś.- zauważyła, po czym, bez najmniejszego ostrzeżenia zebrała się do skoku i skoczyła przed siebie, planując wylądować na pniu drzewa. Przy lądowaniu osunęła jej się jedna noga, więc musiała uklęknąć kolanem na pniu, zdrapując sobie skórę i obijając rzepkę, ale udało jej się złapać równowagę. - Skrzat go jebał. - zaklęła pod nosem dość brzydko, siadając na pniu i oglądając kontrolnie kolano. Nie była to na pewno najpoważniejsza rana jaką miała w swoim życiu, ale zdarta skóra zaczęła się już czerwienić a w paru miejscach pojawiły się czerwone strużki. Bez namysłu, pod wpływem impulsu, oblizała ranę.
Nagle coś zwróciło jej uwagę, u podstawy drzewa, pomiędzy jego korzeniami, tam gdzie wykrot się zaczynał. Błysk metalu? Refleks słońca na... czymś. Dziewczyna zupełnie zapomniała o bólu i powoli zaczęła zsuwać się z pnia na korzeń, potem na złamaną gałąź, aby w końcu jej stopy dotknęły dna dziury. Z poziomu ziemi, nie było już widać jej rudej czupryny, ale narazie nie zastanawiała się jak wróci na górę. W ostateczności mogłaby się teleportować, ale chyba by już wolała wdrapać się po ziemi i zedrzeć drugie kolano, więc pozostało to dla niej zupełną ostatecznością.
- Sam, tam coś jest! - zawołała, wskazując mniej więcej na miejsce z którego wcześniej coś jej błysnęło.