Były takie momenty, kiedy stawał się pewny siebie. Dotyczyło to przede wszystkim translokacji. Nie dało się nie zauważyć, że była to chyba jedyna dziedzina, w której czuł się specjalistą. Poza tym - raczej brakowało mu pewności siebie. Nie przywykł do tego, żeby ktoś chwalił go za jego umiejętności. Często raczej wysłuchiwał słów, że jest darmozjadem i nic w życiu nie osiągnął. To wystarczyło, żeby spowodować w nim niepewność. Brał do siebie, bardzo mocno te słowa.
- To nie jest takie głupie, pójdę po nią, może uda nam się z tym zrobić porządek. - Nim wstanie ojciec. Wolał nie myśleć, jak zareaguje na ten widok. Zapewne zrzuciłby całą winę na niego, miałby kolejny powód, żeby uznać go za niekompetentnego debila i idiotę. Zdążył przywyknąć, chociaż wolałaby, żeby do tego nie doszło.
- Wylać też bym nie wylał, bo nie miałbym pojęcia, gdzie mam lać. - Wolał to wyjaśnić. Miał nadzieję, że siostra zrozumie o co mu chodzi. Trzymał się z daleka od wszelkich mikstur, bo bał się, że przy ich pomocy ze swoją niekompetencją może jedynie pogorszyć sytuację.
Odwrócił się na pięcie i już szedł w stronę domu, gdy usłyszał niecenzuralne słowa. Spojrzał jeszcze w stronę Jackie, która musiała się potknąć, nie skomentował tego jednak, tylko ruszył dalej, do kuchni, gdzie zostawił swoją różdżkę. Wrócił całkiem szybko z magicznym patykiem w dłoni gotowy do działania.
Tylko, że gdy pojawił się ponownie przy drzewie nie dostrzegł nigdzie siostry. - Co do chuja. - Mruknął w eter, bo trochę go to zdziwiło. Miał nadzieję, że nic się jej nie stało. Całkiem szybko jednak usłyszał jej głos. - Po co tam wlazłaś Jackie, jeszcze ci się coś stanie. - Zbliżył się do dziury, trochę zaciekawiony tym, że wspomniała o tym, że COŚ tam było. Ciekawe, co mogła znaleźć pod miejscem, w którym chwilę wcześniej rosło drzewo. Nie spodziewał się skarbów - a szkoda, bo gotówka by im się przydała.
- Nic nie widzę, mam tam wleźć? - Pewnie łatwiej byłoby mu dostrzec to o czym mówiła z bliska.