Jackie słyszała jego odpowiedź, chociaż nie uważała, żeby potrzebował się tłumaczyć. Dla niej naprawdę był wspaniałym starszym bratem, ale nie czuła, żeby mogła ciągnąć dalej tą rozmowę - w końcu dopiero niedawno wróciła na stałe do domu i nie wiedziała, z czym musiał się mierzyć, kiedy jej nie było bok. Chociaż pisali ze sobą listy, to była świadoma, że Sam większość nieprzyjemności i własnych wątpliwości pomija w korespondencji. Czy mogła wydawać opinię o tym jaki był jej brat, tylko na podstawie tych słów spisanych na pergaminie?
Kiedy usłyszała jego głos z góry, zadarła głowę, odrzucając włosy z oczu i podnosząc do niego ubrudzoną już ziemią rękę.
- Chyba dam sobie radę. Lepiej, żeby jedno z nas zostało u góry, bo jak oboje tu utkniemy... - zamknęła usta, uświadamiając sobie, że Sam mógłby naprawdę łatwo teleportować się gdziekolwiek indziej, gdyby "utknął" na dole. -... zresztą nieważne. Jakbym miała zlecieć na jakąś gałąź i się nadziać, to mnie ratuj. - zakończyła z łobuzerskim uśmiechem.
Przejście tego kawałka wcale nie było takie łatwe, bo ziemia była grząska i nadal osuwała się, kiedy Jackie stawiała nogi w mniej odpowiednich miejscach. W dodatku pełno tam było korzeni, gałęzi i kamieni, więc dziewczyna musiała bardzo uważać. Mimo to, uparła się, że sprawdzi co ukryte było pod drzewem. W końcu wspięła się po kilku rzędach korzeni i sięgnęła dłonią pomiędzy nie, rozgarniając ziemię i wygrzebując z niej niewielkie, metalowe pudełko. Mogło być kiedyś pudełkiem na przybory do szycia, albo na ciastka ale na ten moment całe pokryte było ziemią i ciężko było rozpoznać jakiekolwiek nadruki.
- Mam! - zawołała, machając pudełkiem i w tym momencie korzeń na którym stała zatrzeszczał i pękł a dziewczyna krzyknęła i poleciała w dół, przyciskając jednak do piersi znalezisko.