13.11.2022, 20:30 ✶
Na aurach w ogóle się nie znał a więc nie miał pojęcia, że ten kolor mógłby go "zdradzić". To nie jest temat, którym można się chwalić a wiedział, że wiele mu bliskich osób potępiłoby jego tajemne zainteresowania. Na całe szczęście nie musi o tym myśleć. Na główny plan wkradło się ratowanie Erika Longbottoma przed agresywną kuchenną magią. Im dłużej o tym myślał tym bardziej nieprawdopodobne wydawało mu się aby do takiego stopnia magia na niego reagowała.
- Brenna, na brodę Merlina, to brzmi przezabawnie a to wygląda coraz poważniej. Nie rozśmieszaj mnie, on faktycznie był dla wszystkich idealny. - jak tylko wrócił wspomnieniami do dnia kiedy go Erik zebrał do kupy i zaniósł do Munga... od razu powróciło tamtejsze ówczesne zawstydzenie i zażenowanie. Minęło tyle lat a to wciąż jest dla Castiela krępujące. Wszyscy się na nich gapili, a tego akurat ex Puchon nie cierpiał. Potrząsnął głową i przesunął lodowatą butelką po swoim czole aby się ocknąć ze wspomnień. Odłożył swój okład na biurko i sięgnął po talerzyk ze skromnymi trzema pączkami, stawiając go między stopą Brenny a swoją łydką. Podzieli się, niech doceni jego gest choć to ona ma jeszcze pięćdziesiąt siedem pączków. Sięgnął po tego z marmoladą i począł go rwać i podjadać, krusząc przy tym na siebie na co nie zwracał teraz uwagi. Siedzi tu z "kumplem" z dawnych lat, jak byli sami to czuł się swobodnie.
- Dobrze, zbadam całą kuchnię pod kątem klątw z uwzględnieniem, że przeszukałaś i sprawdziłaś każdą półkę, szafkę i sztućce. Później samego Erika... nie widziałem go chyba sto lat. - "badanie" osoby obciążonej silną klątwą w poszukiwaniu innej klątwy będzie nie lada wyzwaniem. To jak szukanie źdźbła trawy w stogu siana. To będzie dosyć żmudny proces i będzie wymagać sporej ilości koncentracji, o ile problem nie tkwi w czymś świetnie ukrytym w kuchni. Kiedy Brenna wymieniała co by tu założyć do takiej pracy to on myślał już nad planem. Rozmasował knykciem brew i wiedział, że przygotowania zajmą mu parę dni.
- Znam danie ze spalonki, nie jest to kulinarnym hitem. - poprawił się na podłodze bo wygodnie nie było. Mieli długie kończyny a klitka była malutka i w większości już zastawiona.
- Plan jest taki, Brenna, że na wszelki wypadek, tak profilaktycznie i dla spokoju ducha mogę przeprowadzić na Eriku badanie. Będzie to trudne, mam nadzieję, że mi się uda bo w jego przypadku jedna potężna klątwa może świetnie maskować te pomniejsze. Mam prośbę żebyś przekazała Erikowi aby na ten termin miał czystą krew... to znaczy bez eliksirów, bez alkoholu i najlepiej na czczo. - z drugiej strony odwiedziło go podekscytowanie. Tak rzadkie i trudne badanie... nie mógł się doczekać! Sondowanie Erika Longbottoma... choćby miało mu to zająć pół dnia to "przeszuka" jego organizm komórka po komórce. Oczy Castiela rozbłysły ekscytacją.
- Szczerze ci powiem, że nie mogę się tego doczekać... dlatego w tej wyjątkowej sytuacji zrobię to bezpłatnie. Potrzebuję minimum trzy dni żeby się przygotować i wtedy się dostosuję do terminu. - dodał już żywo zainteresowany i nawet nie zorientował się kiedy pochłonął dwa pączki. Z jednej strony miał nadzieję, że to zwyczajne kaprysy magiczne a z drugiej chciał sprawdzić czy faktycznie udałoby się coś znaleźć. Zaczynał rozumieć Brennę pod kątem wybrania zawodu - dochodzenie, śledztwo, tajemnica wisząca w powietrzu podszyta ekscytacją... jak marzenie.
- Brenna, na brodę Merlina, to brzmi przezabawnie a to wygląda coraz poważniej. Nie rozśmieszaj mnie, on faktycznie był dla wszystkich idealny. - jak tylko wrócił wspomnieniami do dnia kiedy go Erik zebrał do kupy i zaniósł do Munga... od razu powróciło tamtejsze ówczesne zawstydzenie i zażenowanie. Minęło tyle lat a to wciąż jest dla Castiela krępujące. Wszyscy się na nich gapili, a tego akurat ex Puchon nie cierpiał. Potrząsnął głową i przesunął lodowatą butelką po swoim czole aby się ocknąć ze wspomnień. Odłożył swój okład na biurko i sięgnął po talerzyk ze skromnymi trzema pączkami, stawiając go między stopą Brenny a swoją łydką. Podzieli się, niech doceni jego gest choć to ona ma jeszcze pięćdziesiąt siedem pączków. Sięgnął po tego z marmoladą i począł go rwać i podjadać, krusząc przy tym na siebie na co nie zwracał teraz uwagi. Siedzi tu z "kumplem" z dawnych lat, jak byli sami to czuł się swobodnie.
- Dobrze, zbadam całą kuchnię pod kątem klątw z uwzględnieniem, że przeszukałaś i sprawdziłaś każdą półkę, szafkę i sztućce. Później samego Erika... nie widziałem go chyba sto lat. - "badanie" osoby obciążonej silną klątwą w poszukiwaniu innej klątwy będzie nie lada wyzwaniem. To jak szukanie źdźbła trawy w stogu siana. To będzie dosyć żmudny proces i będzie wymagać sporej ilości koncentracji, o ile problem nie tkwi w czymś świetnie ukrytym w kuchni. Kiedy Brenna wymieniała co by tu założyć do takiej pracy to on myślał już nad planem. Rozmasował knykciem brew i wiedział, że przygotowania zajmą mu parę dni.
- Znam danie ze spalonki, nie jest to kulinarnym hitem. - poprawił się na podłodze bo wygodnie nie było. Mieli długie kończyny a klitka była malutka i w większości już zastawiona.
- Plan jest taki, Brenna, że na wszelki wypadek, tak profilaktycznie i dla spokoju ducha mogę przeprowadzić na Eriku badanie. Będzie to trudne, mam nadzieję, że mi się uda bo w jego przypadku jedna potężna klątwa może świetnie maskować te pomniejsze. Mam prośbę żebyś przekazała Erikowi aby na ten termin miał czystą krew... to znaczy bez eliksirów, bez alkoholu i najlepiej na czczo. - z drugiej strony odwiedziło go podekscytowanie. Tak rzadkie i trudne badanie... nie mógł się doczekać! Sondowanie Erika Longbottoma... choćby miało mu to zająć pół dnia to "przeszuka" jego organizm komórka po komórce. Oczy Castiela rozbłysły ekscytacją.
- Szczerze ci powiem, że nie mogę się tego doczekać... dlatego w tej wyjątkowej sytuacji zrobię to bezpłatnie. Potrzebuję minimum trzy dni żeby się przygotować i wtedy się dostosuję do terminu. - dodał już żywo zainteresowany i nawet nie zorientował się kiedy pochłonął dwa pączki. Z jednej strony miał nadzieję, że to zwyczajne kaprysy magiczne a z drugiej chciał sprawdzić czy faktycznie udałoby się coś znaleźć. Zaczynał rozumieć Brennę pod kątem wybrania zawodu - dochodzenie, śledztwo, tajemnica wisząca w powietrzu podszyta ekscytacją... jak marzenie.