Więc to prawda z tym alkoholem?! zgodnie z przewidywaniami Laurenta, Jackie była zaskoczona. Oczywiście, uczyła się w teorii o tych stworzeniach w szkole, miała też o nich krótką wzmiankę w czasie studiów, ale nigdy nie miała okazji naprawdę zagłębić się w badania nad nimi, nie mówiąc już o przebywaniu z takowymi osobiście. Konie, znacznie większe od mugolskich zwierząt, były majestatyczne i mogły przytłaczać swoim ogromem. Jackie się jednak ich nie bała, między innymi dlatego, że wiedziała, że byłaby w stanie się obronić, gdyby któryś z nich postanowił ją zaatakować. Ten brak strachu natomiast pozwalał jej zachować spokój i w efekcie zmniejszał ryzyko ataku.
Ciekawe, czy piją go bo są w stanie metabolizować alkohol etylowy w energię. To by tłumaczyło ich ogromne rozmiary... Te przemyślenia zostawiła już dla siebie, bo nagle uświadomiła sobie, że przecież pan Laurent pracował z tymi stworzeniami od dziecka, i prawdopodobnie ostatnim czego potrzebował, to być zasypany lawiną bardzo szczegółowych pytań przez aplikantkę do pracy. Zamiast tego skupiła się na tym, co on mówił do niej, opowiadając jej o potencjalnym zakresie i aspektach jej pracy.
Czuła się pewnie we wszystkich aspektach, które mówiły o zajmowaniu się zwierzętami. Mogła je oporządzać, dbać o ich dobrostan, o to by zawsze miały pod dostatkiem wszystkiego i były szczęśliwe. Co do tego była pewna, więc potakiwała grzecznie głową, słuchając Laurenta. To, w czym nie czuła się już wcale tak pewnie były rzeczy takie jak kontakt z klientami, czy zarządzanie pracą stadniny. Z drugiej strony, była pewna, że przecież nie zostałyby jej od razu powierzone jakieś bardzo wymagające i odpowiedzialne zadania, prawda? Nawet jeśli, to bardzo pragnęła się sprawdzić, więc obiecała sobie, że czegokolwiek by od niej nie wymagali to przełamie swoją niezręczność i zrobi co musi być zrobione. Zaczęła już nawet odnotowywać w myślach i zapamiętywać kolejne rzeczy i szczegóły, takie jak godziny w których abraksany powinny być wypuszczane i zdejmowane z wybiegu.
Kiedy dotarli do stajni, Jackie rozejrzała się po niej z uwagą i czujnością, odnotowując rozłożenie boksów, ich ilość, wielkość, rodzaj podściółki jaką dwie osoby roznosiły do nich a nawet nasłonecznienie. Wszystkie te czynniki jej zdaniem mogły wpływać na komfort przebywających w nich stworzeń, więc pragnęła nie pominąć żadnego, najmniejszego nawet detalu. Była tak na tym skupiona, że dopiero po kilku sekundach ciszy zrozumiała, że Laurent zamilknął i uświadomiła sobie, że nie ma kompletnie żadnego pojęcia o tym, jakie były ostatnie słowa, które opuściły jego usta w jej kierunku. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie na niego, żeby była pewna, że czegoś od niej oczekiwał. Jamochłonie sutki! Pewnie zadał ci pytanie, a ty oczywiście nie masz pojęcia jaka jest odpowiedź BO NAWET NIE ZNASZ TEGO JEBANEGO PYTANIA! W jej oczach momentalnie zatliła się panika, przemieszana z wściekłością - wymierzoną jednak tylko ku sobie samej. Jak miała być dobrym pracownikiem, skoro nie potrafiła odpowiedzieć na pierwsze pytanie zadane przez swojego pracodawcę, bo była bardziej zaprzątnięta jakimś NAŚWIETLENIEM BOKSÓW, zamiast tym co on właśnie do niej mówi?!
Otworzyła usta, w głowie przeskakując wszystkie pytania, jakie potencjalnie mógłby jej zadać Prewett, ale nie była w stanie z żadnym przybliżeniem oszacować, które z nich mógł tak naprawdę zadać. Jej puls przyśpieszył i przez chwilę była dosłownie o włos od próby teleportowania się do domu, pal licho nudności. Zrobiła krok w tył, ale wtedy zobaczyła przed oczyma smutną i rozczarowaną twarz Sama, kiedy wróci do domu z pustymi rękami.
- P-przepraszam, mógłby pan p-powtórzyć pytanie? - zapytała, cały czas w głowie besztając się za swoją własną głupotę. Wolała by w tym momencie okiełznywać całe stado rozjuszonych abraksanów, niż musieć dać pokaz swojej niekompetencji przed potencjalnym pracodawcą, ale nie zawsze można mieć w życiu to, czego się chce.