13.11.2022, 20:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.11.2022, 20:54 przez Daisy Lockhart.)
Daisy daleka była od myślenia o balu Longbottomów jako o wspaniałym przyjęciu charytatywnym. Jako dziennikarka z krwi i kości, pojawiła się na nim z akredytacją dziennikarską tylko po to, by zrobić możliwie dużo zdjęć i wysmarować dwa zupełnie skrajne artykuły na jego temat.
W pierwszym, podyktowanym na zlecenie „Proroka Codziennego” miała stworzyć obszerną fotorelację z tego wydarzenia, podkreślając kto się na nim zjawił, co wystawił, za ile zostało wylicytowane. Gdzieś pomiędzy tymi informacjami musiała wpleść kilka zdań od Brenny Longbottom albo jej brata Erika – w końcu byli głównymi organizatorami tego wydarzenia.
W drugim, który chciała stworzyć specjalnie dla „Czarownicy” postanowiła zrobić ranking najlepszych kreacji z tego wieczoru. Oczywiście ranking miał być czysto subiektywny a kobieta, która miała zająć w nim pierwsze miejsce, zajęła je jeszcze za nim w ogóle Daisy pojawiła się na balu. W oczach młodej dziennikarki Faye Longbottom była najpiękniejsza. Zupełnie nie miało znaczenia to, co na siebie nałożyła, jaki nosiła makijaż, w jaki sposób zaczesano jej włosy. Była idealna. Tylko niepotrzebnie kręcił się koło niej Adelard. W wielkich oczach Daisy całe to małżeństwo było jednym, wielkim błędem.
Przepchnęła się między dwójką pochłoniętych cichą rozmową czarodziejów, by trzymając w rękach aparat fotograficzny, poszukać tych, którym w pierwszej kolejności należało zrobić zdjęcie. Korzystając z tego, że Brenna Longbottom z bratem przebywali na scenie, pstryknęła im pierwsze zdjęcie. Potem skierowała się ku siedzącemu na kanapie Martinowi Crouchowi. To nie tak, że był jakiś szczególnie popularny lub znany, po prostu siedział sam, nadawał się więc do chwilowego pozowania lepiej niż grupa czarodziei pochłonięta licytacją.
- Tylko nie próbuj się uśmiechać – pouczyła go, jeszcze zanim w ogóle się odezwał a potem zrobiła mu zdjęcie. – Chwila nieuwagi i twoje magiczne odbicie już przez całe wieki będzie się głupio szczerzyło ze strony Proroka Codziennego.
Zaraz po tym rozejrzała się po sali, szukając kolejnego modela i kolejnego miejsca, które powinna sfotografować. Przemknęła wzrokiem po Fernah Slughorn. Uniosła aparat do góry i jednak nie zrobiła jej zdjęcia. Dziewczyna może i miała coś w sobie, ale nie wpasowywała się ani do artykułu do Proroka Codziennego, ani tym bardziej do Czarownicy.
Kolejne zdjęcie zarobiła Heather Wood z partnerem. Zdjęcie trochę z zaskoczenia, zrobione specjalnie w ten sposób by ładna i znana zawodniczka nie zdołała wyjść na nim szczególnie korzystnie. Na skądinąd niewinnej twarzy Daisy pojawił się chwilowy wyraz triumfu. Potem blask flesza oślepił Mavelle Bones i Serapine Prewett.
Młoda dziennikarka przemieściła się dalej, by zrobić zdjęcie licytującej Eunice Black. Tu postarała się bardziej, wyczekała na odpowiedni moment, gdy ani Eunice, ani Perseus nie wyglądali niekorzystnie. Niby magiczne fotografie rządziły się swoimi prawami, ale nadal – przy odrobinie złych chęci – można było zrobić takie, które zawstydzało fotografowanego.
A potem przesunęła się pod ścianę. Z boku wyglądało to tak, jakby robiła teraz serię zdjęć grupowych, po to by potem zobrazować w Proroku Codziennym bal Longbottomów. Ale już po kilku, skupiła obiektyw apartu na Faye. Jeśli ktoś zasługiwał na to, żeby naprawdę pięknie wyjść na zdjęciach to była to właśnie ona.
W pierwszym, podyktowanym na zlecenie „Proroka Codziennego” miała stworzyć obszerną fotorelację z tego wydarzenia, podkreślając kto się na nim zjawił, co wystawił, za ile zostało wylicytowane. Gdzieś pomiędzy tymi informacjami musiała wpleść kilka zdań od Brenny Longbottom albo jej brata Erika – w końcu byli głównymi organizatorami tego wydarzenia.
W drugim, który chciała stworzyć specjalnie dla „Czarownicy” postanowiła zrobić ranking najlepszych kreacji z tego wieczoru. Oczywiście ranking miał być czysto subiektywny a kobieta, która miała zająć w nim pierwsze miejsce, zajęła je jeszcze za nim w ogóle Daisy pojawiła się na balu. W oczach młodej dziennikarki Faye Longbottom była najpiękniejsza. Zupełnie nie miało znaczenia to, co na siebie nałożyła, jaki nosiła makijaż, w jaki sposób zaczesano jej włosy. Była idealna. Tylko niepotrzebnie kręcił się koło niej Adelard. W wielkich oczach Daisy całe to małżeństwo było jednym, wielkim błędem.
Przepchnęła się między dwójką pochłoniętych cichą rozmową czarodziejów, by trzymając w rękach aparat fotograficzny, poszukać tych, którym w pierwszej kolejności należało zrobić zdjęcie. Korzystając z tego, że Brenna Longbottom z bratem przebywali na scenie, pstryknęła im pierwsze zdjęcie. Potem skierowała się ku siedzącemu na kanapie Martinowi Crouchowi. To nie tak, że był jakiś szczególnie popularny lub znany, po prostu siedział sam, nadawał się więc do chwilowego pozowania lepiej niż grupa czarodziei pochłonięta licytacją.
- Tylko nie próbuj się uśmiechać – pouczyła go, jeszcze zanim w ogóle się odezwał a potem zrobiła mu zdjęcie. – Chwila nieuwagi i twoje magiczne odbicie już przez całe wieki będzie się głupio szczerzyło ze strony Proroka Codziennego.
Zaraz po tym rozejrzała się po sali, szukając kolejnego modela i kolejnego miejsca, które powinna sfotografować. Przemknęła wzrokiem po Fernah Slughorn. Uniosła aparat do góry i jednak nie zrobiła jej zdjęcia. Dziewczyna może i miała coś w sobie, ale nie wpasowywała się ani do artykułu do Proroka Codziennego, ani tym bardziej do Czarownicy.
Kolejne zdjęcie zarobiła Heather Wood z partnerem. Zdjęcie trochę z zaskoczenia, zrobione specjalnie w ten sposób by ładna i znana zawodniczka nie zdołała wyjść na nim szczególnie korzystnie. Na skądinąd niewinnej twarzy Daisy pojawił się chwilowy wyraz triumfu. Potem blask flesza oślepił Mavelle Bones i Serapine Prewett.
Młoda dziennikarka przemieściła się dalej, by zrobić zdjęcie licytującej Eunice Black. Tu postarała się bardziej, wyczekała na odpowiedni moment, gdy ani Eunice, ani Perseus nie wyglądali niekorzystnie. Niby magiczne fotografie rządziły się swoimi prawami, ale nadal – przy odrobinie złych chęci – można było zrobić takie, które zawstydzało fotografowanego.
A potem przesunęła się pod ścianę. Z boku wyglądało to tak, jakby robiła teraz serię zdjęć grupowych, po to by potem zobrazować w Proroku Codziennym bal Longbottomów. Ale już po kilku, skupiła obiektyw apartu na Faye. Jeśli ktoś zasługiwał na to, żeby naprawdę pięknie wyjść na zdjęciach to była to właśnie ona.