31.10.2023, 23:55 ✶
Bertie z pewnym zadowoleniem na twarzy obserwował wymianę zdań między Pandorą, a Alastorem. Dobre spotkanie po latach zawsze łapało go nieco za serce i wprawiało w dobry nastrój, a ta dwójka wydawała się dobrze wspominać szkolną znajomość. Bott oddałby wiele, żeby móc w ten sam sposób wspominać szkolne lata z Moodym, ale dzieliła ich różnica wieku, która w Hogwarcie wydawała się ogromną przepaścią. Kiedyś tylko, kiedy usiedli sobie po paru głębszych, odświeżyli sobie pamięć co do tego okresu w ich życiu, znajdując nawet garstkę wspólnie przeżytych, ale jakże przypadkowych spotkań.
Bott uśmiechnął się do Eden grzecznie, ale jednocześnie w ten pełen szczerości sposób, w którym czaiła się ciepłota. Mogła wątpić w jego słowa, ale uważać go za skończonego szaleńca, jednak nie zmieniało to absolutnie wcale tego, że w tym momencie uważał ją za kogoś kto pozytywnie wpływał na chyba najważniejszą osobę w jego życiu. Mogła jeżyć się, mrużyć podejrzliwie oczy albo z niego drwić, ale on wiedział swoje. Jedyną rzeczą która mu w tym wszystkim odrobinę przeszkadzała, ale która w sumie nie była jego interesem, było to co sam jeszcze przed chwilą wyłożył Pandorze. Eden była mężatką, a jego małżonka nigdzie nie było widać, tak samo jak i pierścionka na jej palcu. Skoro jednak uważała, że mogła podejmować tego typu ryzyko jak pojawienie się plotek na temat jej i Alastora, to Bertie nie miał nic do powiedzenia na temat tego czy moralne było wikłanie się w związek z mężatką.
Potem zalało ich to dziwne uczucie. A może tylko jego? Z pewnym zdziwieniem spojrzał w ziemię, jakby potrzebując chwili, kiedy tak nagle poczuł się tak strasznie... samotny? Wzrok podniósł się powoli, wspinając po sylwetce Alastora, aż w końcu Bertie zamrugał, kiedy zatrzymał się na twarzy przyjaciela, jakby wyrywając się z zamyślenia. Dlaczego czuł się samotny, kiedy miał obok siebie Moody'ego?
- Al? - zapytał z troską, sięgając dłonią do jego ramienia i przez moment przyglądając mu się uważnie, chcąc sprawdzić czy wszystko było w porządku. Że tylko mu się coś głupio wydało. Kiedy jednak wszystko okazało się w porządku, obejrzał się na Pandorę, chcąc upewnić się, jak ona się czuje i posyłając jej pokrzepiający uśmiech. Jeśli też chciała, to po zmodyfikowaniu jej butów, postanowił się zająć jej sukienką, ograniczając tiul i transmutując go w cięższą tkaninę, która spływała w dół, zamiast stać na wszystkie strony.
- Mam nadzieję, że w takich będzie ci wygodnie. No, i że twoja mama bardzo nie będzie żałować i butów i sukienki - zaśmiał się krótko na wspomnienie mitycznej pani matki, którą zdążyła już wcześniej przyzwać jako powód dla swojego stroju. Wszystko pewnie byłoby już dobrze, gdyby nie kolejna fala niezrozumiałych emocji, dodatkowo podbitych drżeniem ziemi. Bott mimowolnie chwycił stojącą obok niego Prewett pod łokieć, chcąc mieć pewność, że ta znowu nie przewróci się na ziemię, samu najpierw spoglądając na Alka, a potem Eden, by na końcu zawiesić spojrzenie na niebie. Na jasnej tarczy księżyca, która pokazywała się w pełni obok słońca, a która wydawała się odpowiedzialna za wszystko to, czego przyszło im doświadczać. Czuł się taki mały, jakby cały świat udowadniał mu, że był zaledwie pyłkiem, snującym się to tu, to tam. W końcu jednak potrząsnął głową z roztargnieniem, spoglądając na Pandorę i uśmiechając się do niej w odpowiedzi na jej propozycję.
- No, w sumie racja. Co wy na to, może usiądziemy?
Bott uśmiechnął się do Eden grzecznie, ale jednocześnie w ten pełen szczerości sposób, w którym czaiła się ciepłota. Mogła wątpić w jego słowa, ale uważać go za skończonego szaleńca, jednak nie zmieniało to absolutnie wcale tego, że w tym momencie uważał ją za kogoś kto pozytywnie wpływał na chyba najważniejszą osobę w jego życiu. Mogła jeżyć się, mrużyć podejrzliwie oczy albo z niego drwić, ale on wiedział swoje. Jedyną rzeczą która mu w tym wszystkim odrobinę przeszkadzała, ale która w sumie nie była jego interesem, było to co sam jeszcze przed chwilą wyłożył Pandorze. Eden była mężatką, a jego małżonka nigdzie nie było widać, tak samo jak i pierścionka na jej palcu. Skoro jednak uważała, że mogła podejmować tego typu ryzyko jak pojawienie się plotek na temat jej i Alastora, to Bertie nie miał nic do powiedzenia na temat tego czy moralne było wikłanie się w związek z mężatką.
Potem zalało ich to dziwne uczucie. A może tylko jego? Z pewnym zdziwieniem spojrzał w ziemię, jakby potrzebując chwili, kiedy tak nagle poczuł się tak strasznie... samotny? Wzrok podniósł się powoli, wspinając po sylwetce Alastora, aż w końcu Bertie zamrugał, kiedy zatrzymał się na twarzy przyjaciela, jakby wyrywając się z zamyślenia. Dlaczego czuł się samotny, kiedy miał obok siebie Moody'ego?
- Al? - zapytał z troską, sięgając dłonią do jego ramienia i przez moment przyglądając mu się uważnie, chcąc sprawdzić czy wszystko było w porządku. Że tylko mu się coś głupio wydało. Kiedy jednak wszystko okazało się w porządku, obejrzał się na Pandorę, chcąc upewnić się, jak ona się czuje i posyłając jej pokrzepiający uśmiech. Jeśli też chciała, to po zmodyfikowaniu jej butów, postanowił się zająć jej sukienką, ograniczając tiul i transmutując go w cięższą tkaninę, która spływała w dół, zamiast stać na wszystkie strony.
- Mam nadzieję, że w takich będzie ci wygodnie. No, i że twoja mama bardzo nie będzie żałować i butów i sukienki - zaśmiał się krótko na wspomnienie mitycznej pani matki, którą zdążyła już wcześniej przyzwać jako powód dla swojego stroju. Wszystko pewnie byłoby już dobrze, gdyby nie kolejna fala niezrozumiałych emocji, dodatkowo podbitych drżeniem ziemi. Bott mimowolnie chwycił stojącą obok niego Prewett pod łokieć, chcąc mieć pewność, że ta znowu nie przewróci się na ziemię, samu najpierw spoglądając na Alka, a potem Eden, by na końcu zawiesić spojrzenie na niebie. Na jasnej tarczy księżyca, która pokazywała się w pełni obok słońca, a która wydawała się odpowiedzialna za wszystko to, czego przyszło im doświadczać. Czuł się taki mały, jakby cały świat udowadniał mu, że był zaledwie pyłkiem, snującym się to tu, to tam. W końcu jednak potrząsnął głową z roztargnieniem, spoglądając na Pandorę i uśmiechając się do niej w odpowiedzi na jej propozycję.
- No, w sumie racja. Co wy na to, może usiądziemy?