01.11.2023, 00:51 ✶
Lysas przekrzywiła lekko głowę w odpowiedzi na słowa Eden. Dziwnie by było, gdyby bliźniaki się tutaj zaczęły zaraz bić, bo jeszcze pewnie by ukradli uwagę od głównej atrakcji tego wieczoru, nie mówiąc już o tym że niekoniecznie słowa Lestrange zrozumiała. Czyli co, Eden mogła podnieść na swojego brata rękę, ale on już nie był w stanie jej oddać? Może nawet trochę by jej imponowała postawa prezentowana przez blondynkę, gdyby chociaż odrobinę ją interesowała. Zamiast tego Mulciber uśmiechnęła się do Eden ze zrozumieniem, by w końcu, podobnie jak ona, odwrócić głowę w stronę Vakela.
Dziewczyna przyjęła postawę jakże zainteresowanej wszystkim co działo się dookoła niej. Bystre spojrzenie przeskakiwało po otaczających ją osobach, kiedy słuchała co mieli do powiedzenia, jednak sama nie mówiła zbyt wiele. Co najwyżej kiwnęła gdzieś głową, dając znać że absolutnie słucha co się do niej mówi. W końcu jednak jej spojrzenie, jak na komendę, kiedy tylko Eden wymruczała pod nosem magiczne słowa, przeniosło się na postać Loretty. Przez moment przyglądała się jej, albo raczej nie jej, a mężczyźnie który zjawił się przy jej boku, odciągając ją nieco od reszty kłębiących się przy niej ludzi.
W końcu jednak Lyssa w większość skoncentrowała się na tym, co działo się na scenie, uważnie obserwując poczynania Louvaina i ściskając w dłoni chusteczkę, którą wcześniej jej podarował, a teraz będącą jej największym skarbem. Pewnie też dalej by obserwowała Lestrange'a, gdyby nie fakt, że Vakel nagle padł jak długi na ziemię. Wzdrygnęła się, przez moment nie do końca rejestrując co dokładnie się wydarzyło, aż wreszcie opadła na kolana obok niego.
- Papa?! - rzuciła głośno, ale nie był to jeszcze krzyk. Faktycznie, gdyby był tu Peregrinus to pewnie złapałby go, zanim Vakel dotknąłby ziemi i się potłukł, zamiast tego musiał zadowolić się Lyssą, która rozgorączkowana zaczęła klepać go po policzku. Delikatnie jednak, tak by zwyczajnie go ocucić, a kiedy wreszcie ten otworzył oczy, zakrzyknęła coś nieartykułowalnego z ulgą. Szkoda tylko, że jej ojciec był niewdzięcznym bucem i pierwsze co zrobił, to czmychnął czym prędzej z trybun, paplając coś pod nosem o bracie Eden i pozostawiając Lyssę pod jej opieką. Mulciber odprowadziła ojca spojrzeniem, aż wreszcie powoli wsunęła się na swoje miejsce z odrobinę zakłopotaną miną. Nie zauważyła w sumie z tego wszystkiego, że pojedynek tym samym dobiegł końca, bo zamiast na parkiem, wzrok przeniosła na Eden, nie będąc pewną jak poważnie traktowała to zajmowanie się nią, które zlecił Dolohov.
Dziewczyna przyjęła postawę jakże zainteresowanej wszystkim co działo się dookoła niej. Bystre spojrzenie przeskakiwało po otaczających ją osobach, kiedy słuchała co mieli do powiedzenia, jednak sama nie mówiła zbyt wiele. Co najwyżej kiwnęła gdzieś głową, dając znać że absolutnie słucha co się do niej mówi. W końcu jednak jej spojrzenie, jak na komendę, kiedy tylko Eden wymruczała pod nosem magiczne słowa, przeniosło się na postać Loretty. Przez moment przyglądała się jej, albo raczej nie jej, a mężczyźnie który zjawił się przy jej boku, odciągając ją nieco od reszty kłębiących się przy niej ludzi.
W końcu jednak Lyssa w większość skoncentrowała się na tym, co działo się na scenie, uważnie obserwując poczynania Louvaina i ściskając w dłoni chusteczkę, którą wcześniej jej podarował, a teraz będącą jej największym skarbem. Pewnie też dalej by obserwowała Lestrange'a, gdyby nie fakt, że Vakel nagle padł jak długi na ziemię. Wzdrygnęła się, przez moment nie do końca rejestrując co dokładnie się wydarzyło, aż wreszcie opadła na kolana obok niego.
- Papa?! - rzuciła głośno, ale nie był to jeszcze krzyk. Faktycznie, gdyby był tu Peregrinus to pewnie złapałby go, zanim Vakel dotknąłby ziemi i się potłukł, zamiast tego musiał zadowolić się Lyssą, która rozgorączkowana zaczęła klepać go po policzku. Delikatnie jednak, tak by zwyczajnie go ocucić, a kiedy wreszcie ten otworzył oczy, zakrzyknęła coś nieartykułowalnego z ulgą. Szkoda tylko, że jej ojciec był niewdzięcznym bucem i pierwsze co zrobił, to czmychnął czym prędzej z trybun, paplając coś pod nosem o bracie Eden i pozostawiając Lyssę pod jej opieką. Mulciber odprowadziła ojca spojrzeniem, aż wreszcie powoli wsunęła się na swoje miejsce z odrobinę zakłopotaną miną. Nie zauważyła w sumie z tego wszystkiego, że pojedynek tym samym dobiegł końca, bo zamiast na parkiem, wzrok przeniosła na Eden, nie będąc pewną jak poważnie traktowała to zajmowanie się nią, które zlecił Dolohov.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.