Avelina uśmiechała się, gdy Stanley zapewniał ją, że da jej ochronę, gdy tylko coś otworzy i będzie mieć problemy. To było miłe i wiedziała, że ci dwoje na pewno sobie poradzą lepiej niż ona. Sama Paxton nie była dobra w samoobronie, raczej chowała się w zakamarkach za kociołkami, ale Stanley i Sauriel byli osobami zdecydowanie bardziej niebezpiecznymi i czasami można było to wyczuć już z daleko.
– Dziękuję Stan, ale mam nadzieje, że nie wpadnę w problemy i nie będę musiała was w to wciągać – pacnęła go delikatnie w głowę, w taki przyjacielski sposób. Mężczyzna mimo aparycji groźnego ochroniarza raczej wydawał się jej być urokliwy i przyjacielski. Nigdy jednak nie próbowała dowiadywać się tego, co Borgin robił po nocach, czy wtedy, gdy takie osoby jak Avelina nie patrzyły. Wolała żyć w słodkiej niewiedzy, że Stanley jest dobrym BUMowcem. Wiedziała jednak, że jeśli naprawdę wpadnie w tarapaty to przyjdzie do niego lub Sauriela, bo wiedziała, że oboje coś wykombinują. Byli zaradni.
– Będzie na co popatrzeć – Avelina była mistrzem obserwacji. W szkole nie robiła nic innego jak tylko obserwowanie innych osób z daleka. Lubiła zauważać drobne konflikty między ludźmi, romanse i ich problemy. Czasami jak mogła pomagała, a czasami po prostu w milczeniu z innymi cierpiała. – I nie masz za co dziękować. Wpadnij czasem z Saurielem i może uda nam się kiedyś umówić na jakiś wypad. Jak będziesz potrzebować czegoś wiesz gdzie mnie szukać. Dobranoc – zaśmiała się cicho. Odprowadziła go do wyjścia, otworzyła ponownie sklep i zajęła się swoimi rzeczami.