01.11.2023, 14:57 ✶
Musiała się bardzo wysilić, żeby powstrzymać głupi uśmiech. Miała wrażenie, że tę różdżkę wyciągnęła ku Leo tak bez większego sensu, żeby nie powiedzieć, że z dupy. Zastanawiała się aż, czy nie wyczuje pisma nosem, że ten Eldirr jakiś dziwny, ale ten praktycznie obsrał zbroję i rozpoczął taktyczny odwrót, rączki do góry. Czy potrzebowali u siebie takiego tchórza?
Uniosła brew, a razem z nią Tom Eldirr, po czym postąpiła krok do przodu, nadal nie opuszczając różdżki. Wszakże ich rozmowa nie miała być jedynie ofertą współpracy, której nie da się odrzucić, miała być również testem. Niby wiedziała, że Rookwood bardzo chciał doktorka u siebie, ale chyba wyświadczyłaby im wszystkim przysługę oddzielając ziarno od plew.
- Kiedy ja się wcale nie złoszczę - Eldirr rozpoczął spokojnie, pozwalając sobie na przebłysk sardonicznego uśmiechu. - Złość czyni głupim, a głupota zabija. Niemniej dobrze widzieć, że wciąż strzeżesz się burzy, która drzemie w mojej duszy. - Nie była pewna, czy bardziej wyszła z tego pochwała, czy groźba. Wzruszyłaby ramionami, bo w tym momencie nie miało to raczej większego znaczenia, kiedy O'Dwyer bał się o swoje życie. Chyba.
Chwilę później rozpoczął swój słowotok, za którym ledwie nadążała. Można go było odczytać dwojako - albo gość lubi pierdolić od rzeczy z nerwów, choć zdecydowanie nie w tak zaawansowanie poroniony sposób jak jego zmarły szef, albo jest szalony i nie do końca czuje powagę sytuacji. Maeve wątpiła, że wina była po jej stronie, wyglądała i brzmiała wszak jak Eldirr (wypisz wymaluj!), toteż i odpowiednią aurę respektu powinna roztaczać. Toteż to z Leo coś musiało być nie tak, więc znowu rodziło się pytanie - czy na pewno chcieli takiego wariata?
Ale z drugiej strony - kto w ich ekipie był normalny? Ryba psuje się od głowy przecież, a Sauriel był bardziej postrzelony niż ustawa przewiduje. Może wybór był doskonały, może się dogadają? A jeśli nie, może Kocurek wzbudzi w nim taki strach jak Pan Zagadka, jeśli nie większy?
- Jaką roślinę? - Zapytała tym razem Maeve, choć głosem mężczyzny, bo wygrała jej prywatna ciekawość. Znała się na roślinach jak mało kto, więc naprawdę była ciekawa, co to za cudowne lekarstwo. Potrząsnęła jednak od ręki głową, bo przecież nie po to tu przyszła, nie chciała marnować czasu. Miała robotę do wykonania, a jeśli Leo zacznie się rzucać po usłyszeniu meritum, musi mieć jeszcze czas na pozbycie się truchła. Trzeba było się streszczać.
- Zresztą, czym jest ta wiedza w obliczu ogromu wszechświata? Czym jest zdrowie śmiertelnego ciała w obliczu wieczności? Chłopcze, potrzebuję cię do osiągnięcia jej, a więc daj mi to, po cię wezwałem - wzbiła się na szczyty grozy, których w swoim naturalnym obliczu w życiu by nie osiągnęła, a w oczach Eldirra zawirował zniecierpliwiony gniew. Zbliżył się niebezpiecznie blisko O'Dwyera, lewą ręką chwycił jego podbródek i uniósł go, natomiast w prawej wciąż dzierżył swoją wykrzywioną różdżkę, która poczęła się zbliżać ku oczom Leo.
Tom Eldirr otworzył usta ponownie - jakby chciał coś powiedzieć, może zaklęcie, może kolejną zawoalowaną groźbę. Dźwięk jednak się nie rozległ, czarodziej zastygł w ruchu. Zupełnie jakby coś spięło całe jego ciało.
Wtem nagle rozległo się siarczyste kichnięcie, wymieszane z równie soczystą kurwą, która wyrwała się mimowolnie i wcale nie brzmiała, jakby wypowiedział ją mężczyzna. Głos był chrypliwy, ale zdecydowanie kobiecy. W ostatnim momencie zdążyła odwrócić głowę na bok, by nie kichnąć chłopakowi w twarz.
Postać Eldirra zaczęła się rozpływać, ciało stojące przed Leo zmieniało kształt, czasem wykrzywiało w nagłej, nieproszonej transformacji. Alergia wygrała z koncentracją Changówny, wypchnęła ją z przemiany. Czy wiedzieliście, że serce zatrzymywało się zupełnie podczas kichnięcia?
Powiedzieć, że Mewa była teraz wkurwiona, to jakby nie powiedzieć nic. Przeklęty kot, jeden z drugim! Jeden jej kazał udawać popaprańca i nie ostrzegł, że cel to animag, a drugi swoją sierścią spierdolił cały teatrzyk. Obydwu nakopie do dupy! Jeśli wyjdzie z tego wszystkiego żywa, ma się rozumieć.
- No i chuj w bombki strzelił, choinki nie będzie - odezwała się zrezygnowana. Teraz podbródek Leo trzymała raczej wysoka Azjatka, o krótkich czarnych włosach i równie ciemnych oczach, stojąca w przydużym na nią garniturze. Puściła go niedelikatnie, wręcz odrzucając jego głowę w tył odrobinę, po czym odbiła się od niego i wycofała na bezpieczną odległość. Schowała różdżkę Eldirra do tylnej kieszeni spodni, zza pazuchy wyjęła swoją.
I czekała na reakcję. Jeśli nie zacznie w nią ciskać niewybaczalnymi, to może mimo tego potknięcia się jeszcze dogadają.
Uniosła brew, a razem z nią Tom Eldirr, po czym postąpiła krok do przodu, nadal nie opuszczając różdżki. Wszakże ich rozmowa nie miała być jedynie ofertą współpracy, której nie da się odrzucić, miała być również testem. Niby wiedziała, że Rookwood bardzo chciał doktorka u siebie, ale chyba wyświadczyłaby im wszystkim przysługę oddzielając ziarno od plew.
- Kiedy ja się wcale nie złoszczę - Eldirr rozpoczął spokojnie, pozwalając sobie na przebłysk sardonicznego uśmiechu. - Złość czyni głupim, a głupota zabija. Niemniej dobrze widzieć, że wciąż strzeżesz się burzy, która drzemie w mojej duszy. - Nie była pewna, czy bardziej wyszła z tego pochwała, czy groźba. Wzruszyłaby ramionami, bo w tym momencie nie miało to raczej większego znaczenia, kiedy O'Dwyer bał się o swoje życie. Chyba.
Chwilę później rozpoczął swój słowotok, za którym ledwie nadążała. Można go było odczytać dwojako - albo gość lubi pierdolić od rzeczy z nerwów, choć zdecydowanie nie w tak zaawansowanie poroniony sposób jak jego zmarły szef, albo jest szalony i nie do końca czuje powagę sytuacji. Maeve wątpiła, że wina była po jej stronie, wyglądała i brzmiała wszak jak Eldirr (wypisz wymaluj!), toteż i odpowiednią aurę respektu powinna roztaczać. Toteż to z Leo coś musiało być nie tak, więc znowu rodziło się pytanie - czy na pewno chcieli takiego wariata?
Ale z drugiej strony - kto w ich ekipie był normalny? Ryba psuje się od głowy przecież, a Sauriel był bardziej postrzelony niż ustawa przewiduje. Może wybór był doskonały, może się dogadają? A jeśli nie, może Kocurek wzbudzi w nim taki strach jak Pan Zagadka, jeśli nie większy?
- Jaką roślinę? - Zapytała tym razem Maeve, choć głosem mężczyzny, bo wygrała jej prywatna ciekawość. Znała się na roślinach jak mało kto, więc naprawdę była ciekawa, co to za cudowne lekarstwo. Potrząsnęła jednak od ręki głową, bo przecież nie po to tu przyszła, nie chciała marnować czasu. Miała robotę do wykonania, a jeśli Leo zacznie się rzucać po usłyszeniu meritum, musi mieć jeszcze czas na pozbycie się truchła. Trzeba było się streszczać.
- Zresztą, czym jest ta wiedza w obliczu ogromu wszechświata? Czym jest zdrowie śmiertelnego ciała w obliczu wieczności? Chłopcze, potrzebuję cię do osiągnięcia jej, a więc daj mi to, po cię wezwałem - wzbiła się na szczyty grozy, których w swoim naturalnym obliczu w życiu by nie osiągnęła, a w oczach Eldirra zawirował zniecierpliwiony gniew. Zbliżył się niebezpiecznie blisko O'Dwyera, lewą ręką chwycił jego podbródek i uniósł go, natomiast w prawej wciąż dzierżył swoją wykrzywioną różdżkę, która poczęła się zbliżać ku oczom Leo.
Tom Eldirr otworzył usta ponownie - jakby chciał coś powiedzieć, może zaklęcie, może kolejną zawoalowaną groźbę. Dźwięk jednak się nie rozległ, czarodziej zastygł w ruchu. Zupełnie jakby coś spięło całe jego ciało.
Wtem nagle rozległo się siarczyste kichnięcie, wymieszane z równie soczystą kurwą, która wyrwała się mimowolnie i wcale nie brzmiała, jakby wypowiedział ją mężczyzna. Głos był chrypliwy, ale zdecydowanie kobiecy. W ostatnim momencie zdążyła odwrócić głowę na bok, by nie kichnąć chłopakowi w twarz.
Postać Eldirra zaczęła się rozpływać, ciało stojące przed Leo zmieniało kształt, czasem wykrzywiało w nagłej, nieproszonej transformacji. Alergia wygrała z koncentracją Changówny, wypchnęła ją z przemiany. Czy wiedzieliście, że serce zatrzymywało się zupełnie podczas kichnięcia?
Powiedzieć, że Mewa była teraz wkurwiona, to jakby nie powiedzieć nic. Przeklęty kot, jeden z drugim! Jeden jej kazał udawać popaprańca i nie ostrzegł, że cel to animag, a drugi swoją sierścią spierdolił cały teatrzyk. Obydwu nakopie do dupy! Jeśli wyjdzie z tego wszystkiego żywa, ma się rozumieć.
- No i chuj w bombki strzelił, choinki nie będzie - odezwała się zrezygnowana. Teraz podbródek Leo trzymała raczej wysoka Azjatka, o krótkich czarnych włosach i równie ciemnych oczach, stojąca w przydużym na nią garniturze. Puściła go niedelikatnie, wręcz odrzucając jego głowę w tył odrobinę, po czym odbiła się od niego i wycofała na bezpieczną odległość. Schowała różdżkę Eldirra do tylnej kieszeni spodni, zza pazuchy wyjęła swoją.
I czekała na reakcję. Jeśli nie zacznie w nią ciskać niewybaczalnymi, to może mimo tego potknięcia się jeszcze dogadają.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —