01.11.2023, 15:41 ✶
- Jak kurwa nie dostaniemy awansu i premii po tym cyrku, to pójdę do Ministra. - sapnął zdyszany, gdy udało się im chociaż na chwilę, na kilka chwil umknąć od żywiołów, trupów, obskurusów i gnijącego drewna. Nie był idiotą, chociaż starał się zachować optymizm i szukać rozwiązania, planu ucieczki i ratunku. Wiedział też, że obraz obskurusa — nawet jeśli martwego, zostanie w jego głowie na długie lata. Statek się rozpadał. Nie mieli czasu, więc nawet specjalnie nie rozglądał się na boki. Był już zmęczony po całej sytuacji z samobójstwem, zalewającą się ładownią i łapami na swoim sercu. I nie pogardziłby dobrym gulaszem w akompaniamencie zimnego burbona i papierosa. Zwilżył usta, kolejny raz przetarł oczy i wbił spojrzenie w Stanleya.
- Może powinniśmy się rozdzielić? Zaprowadzisz Laurenta do kajuty i zgarniesz tych, co spotkasz, a ja pójdę szukać w drugiej części statku? Nie wiemy, gdzie jest Ger i Atreus. - chciał powiedzieć też o Brennie, ale wiedział, jak zareagowałby na to jego brat. Skrzywdził się na aromat dymu — zwykle go lubił, naprawdę, bo co pachniało lepiej, niż palone drewno, ale teraz? Teraz po ciele przemknął mu nieprzyjemny dreszcz, fala niepokoju uderzyła w jego umysł. Woda z dołu, ogień gdzieś pomiędzy — cudownie kurwa, brakowało im tylko sztormu z góry i można zaliczyć to do największego pecha w historii ekspedycji pseudo ratunkowych na nawiedzone okręty.
Zareagował na hałas, powędrował wzrokiem za Prewettem, a potem podszedł, widząc, jak wyprowadza Erika z kajuty, otwierając na chwilę szerzej oczy, po czym prędko podszedł i podparł Longbottoma z drugiej strony. - Z flądrą? Brenna była z Tobą? Albo Geraldine? - zapytał, odwracając twarz w jego stronę. Teraz nie miało znaczenia, kto był, po której stronie i w co wierzył, bo jeśli chcieli wyjść z tego żywi, musieli współpracować. Każdy z nich miał unikalne umiejętności, mogły się przydać. - Do kurwy nędzy. - wypalił, gdy usłyszał ten charakterystyczny dźwięk, który zwiastował nadejście żywego trupa. Gdy na niego spojrzał, wyglądał na głodnego.
- Naprawdę nie mamy teraz na Ciebie czasu stary, weź, idź stąd — jęknął, unosząc różdżkę i celując w niego, aby rzucić zaklęcie zmieniające w kamień, aby go unieruchomić, a jeśli magia nie spłatałaby mu figli i czar byłby udany, rzuciłby również jęzozlepa, żeby potwór nie mógł kłapać zębami, próbować kogoś zjeść. Zmienionego w kamień zombie było też łatwiej po prostu rozbić na kawałki. Spojrzał po twarzach swoich towarzyszy. - Nie możemy ryzykować silnych zaklęć, statek i tak się już rozpada, nie przyśpieszajmy tego. Na dół nie pójdziemy, zalany i pękający, a tam mamy płomienie. Droga, którą przyszliśmy, jest wolna? Możemy iść tam, zgarnąć Atreusa, Brennę i Bones. Może znajdziemy kogoś jeszcze po drodze, a jeśli stan pokładu pozwoli, gdy wsadzimy niektórych w szalupy i nie znajdziemy wszystkich, możemy jeszcze się iść rozejrzeć. Co o tym myślicie? Dasz radę iść, Longbottom? Złap się mnie, Laurent wygląda blado.
Nie chciał decydować sam, jego spojrzenie mimowolnie kierowało się w stronę Stanleya, który w jego oczach, był doskonałym liderem. Już od szkoły przewodził bandzie Borgina, miał posłuch. Wiedział też, że jest lepiej zbudowany i silniejszy, niż był Prewett, a ten ze swoimi zdolnościami, mógł się im jeszcze przydać.
Petrificus Totalus dla trupa, jak wyjdzie za pierwszym razem i magia nie spłata figla, rzucam na jęzozlepa.
Jak nie, trzeci rzut nieważny.
- Może powinniśmy się rozdzielić? Zaprowadzisz Laurenta do kajuty i zgarniesz tych, co spotkasz, a ja pójdę szukać w drugiej części statku? Nie wiemy, gdzie jest Ger i Atreus. - chciał powiedzieć też o Brennie, ale wiedział, jak zareagowałby na to jego brat. Skrzywdził się na aromat dymu — zwykle go lubił, naprawdę, bo co pachniało lepiej, niż palone drewno, ale teraz? Teraz po ciele przemknął mu nieprzyjemny dreszcz, fala niepokoju uderzyła w jego umysł. Woda z dołu, ogień gdzieś pomiędzy — cudownie kurwa, brakowało im tylko sztormu z góry i można zaliczyć to do największego pecha w historii ekspedycji pseudo ratunkowych na nawiedzone okręty.
Zareagował na hałas, powędrował wzrokiem za Prewettem, a potem podszedł, widząc, jak wyprowadza Erika z kajuty, otwierając na chwilę szerzej oczy, po czym prędko podszedł i podparł Longbottoma z drugiej strony. - Z flądrą? Brenna była z Tobą? Albo Geraldine? - zapytał, odwracając twarz w jego stronę. Teraz nie miało znaczenia, kto był, po której stronie i w co wierzył, bo jeśli chcieli wyjść z tego żywi, musieli współpracować. Każdy z nich miał unikalne umiejętności, mogły się przydać. - Do kurwy nędzy. - wypalił, gdy usłyszał ten charakterystyczny dźwięk, który zwiastował nadejście żywego trupa. Gdy na niego spojrzał, wyglądał na głodnego.
- Naprawdę nie mamy teraz na Ciebie czasu stary, weź, idź stąd — jęknął, unosząc różdżkę i celując w niego, aby rzucić zaklęcie zmieniające w kamień, aby go unieruchomić, a jeśli magia nie spłatałaby mu figli i czar byłby udany, rzuciłby również jęzozlepa, żeby potwór nie mógł kłapać zębami, próbować kogoś zjeść. Zmienionego w kamień zombie było też łatwiej po prostu rozbić na kawałki. Spojrzał po twarzach swoich towarzyszy. - Nie możemy ryzykować silnych zaklęć, statek i tak się już rozpada, nie przyśpieszajmy tego. Na dół nie pójdziemy, zalany i pękający, a tam mamy płomienie. Droga, którą przyszliśmy, jest wolna? Możemy iść tam, zgarnąć Atreusa, Brennę i Bones. Może znajdziemy kogoś jeszcze po drodze, a jeśli stan pokładu pozwoli, gdy wsadzimy niektórych w szalupy i nie znajdziemy wszystkich, możemy jeszcze się iść rozejrzeć. Co o tym myślicie? Dasz radę iść, Longbottom? Złap się mnie, Laurent wygląda blado.
Nie chciał decydować sam, jego spojrzenie mimowolnie kierowało się w stronę Stanleya, który w jego oczach, był doskonałym liderem. Już od szkoły przewodził bandzie Borgina, miał posłuch. Wiedział też, że jest lepiej zbudowany i silniejszy, niż był Prewett, a ten ze swoimi zdolnościami, mógł się im jeszcze przydać.
Petrificus Totalus dla trupa, jak wyjdzie za pierwszym razem i magia nie spłata figla, rzucam na jęzozlepa.
Jak nie, trzeci rzut nieważny.
Rzut Z 1d100 - 31
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 70
Sukces!
Sukces!