02.11.2023, 15:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.11.2023, 15:57 przez Sarah Macmillan.)
Chociaż nie chciała go puszczać, nie protestowała, kiedy Murtagh zechciał się z tego uścisku wyplątać. Przecież nie mogła za niego decydować w takiej sprawie, nie mogła go do takiej bliskości zmusić. Odsunęła się na krok, przewidywalnie potykając się przy tym, bo nie powinna zakładać tych butów. Cudem nie upadła, ale nie wyglądała na zmieszaną, bo niezdarność już dawno wpisała się w jej codzienność.
Oczywiście, że nadal ją od siebie odganiał. Szczerze mówiąc, nie spodziewała się innej reakcji niż ta, jaką jej zaoferował. Nawet najsilniejsza nadzieja nie mogła rozbudzić w niej myśli, że cokolwiek uda jej się zdziałać z dnia na dzień, ale to... To było już coś, jakiś zburzony mur, jedna łza...
Ale też coś więcej.
- Dla podążających ścieżką światła i sphawiedliwości mam zbyt barhwne drzewo genealogiczne. Dla tych, którzy khoczą ścieżką naszego przodka, jestem zbyt ciepła i delikatna, w dodatku śmiem otwalcie khytykować ich decyzje. Czyżbym była zbyt dziką myślą wśród waszych prostych koncepcji? I co mi zostaje? Gdzie mam iść, jak wy wszyscy mnie odepchniecie?
Mogłaby się skulić i szukać swojego miejsca gdzieś poza obszarem, który zwykle widziała, ona jednak wcale tego nie chciała, o nie! Skłamałaby mówiąc, że nigdy nie porzuciłaby tego życia, bo istniało kilka rzeczy mogących ją do tego zmusić, ale generalnie chciała trwać tutaj, przy nich. Przy nim.
- Zostaje mi tylko upahtość i trzymanie się was na siłę.
A tej upartości odkrywała w sobie coraz więcej. Utkwiła w narracji bycia wieczną ofiarą na zbyt długo, nie miała już ochoty obniżać swojego głosu, tańczyć do tego co jej zagrali. Była wciąż piekielnie naiwna, ale dotarło do niej wreszcie coś, czego zalążki zaczęły kiełkować w ogrodzie duszy mniej-więcej wtedy, kiedy odszedł od nich Murtagh.
- Nie wystalczy... - powtórzyła po nim - ale wystalczy do tego, żeby był ktokolwiek, kto nie będzie spoglądał na ciebie jak na potwola. Wlóć do domu, albo chociaż wlóć do mnie. Pójdę stąd tylko dlatego, że oboje mamy wiele do przemyślenia.
Przeszła kilka kroków w kierunku drzwi.
- Będę do ciebie pisała - oznajmiła jeszcze, nim złapała za klamkę. - I nie pij tyle w phracy - dodała po zmierzeniu go wzrokiem. - Do zobaczenia.
Oczywiście, że nadal ją od siebie odganiał. Szczerze mówiąc, nie spodziewała się innej reakcji niż ta, jaką jej zaoferował. Nawet najsilniejsza nadzieja nie mogła rozbudzić w niej myśli, że cokolwiek uda jej się zdziałać z dnia na dzień, ale to... To było już coś, jakiś zburzony mur, jedna łza...
Ale też coś więcej.
- Dla podążających ścieżką światła i sphawiedliwości mam zbyt barhwne drzewo genealogiczne. Dla tych, którzy khoczą ścieżką naszego przodka, jestem zbyt ciepła i delikatna, w dodatku śmiem otwalcie khytykować ich decyzje. Czyżbym była zbyt dziką myślą wśród waszych prostych koncepcji? I co mi zostaje? Gdzie mam iść, jak wy wszyscy mnie odepchniecie?
Mogłaby się skulić i szukać swojego miejsca gdzieś poza obszarem, który zwykle widziała, ona jednak wcale tego nie chciała, o nie! Skłamałaby mówiąc, że nigdy nie porzuciłaby tego życia, bo istniało kilka rzeczy mogących ją do tego zmusić, ale generalnie chciała trwać tutaj, przy nich. Przy nim.
- Zostaje mi tylko upahtość i trzymanie się was na siłę.
A tej upartości odkrywała w sobie coraz więcej. Utkwiła w narracji bycia wieczną ofiarą na zbyt długo, nie miała już ochoty obniżać swojego głosu, tańczyć do tego co jej zagrali. Była wciąż piekielnie naiwna, ale dotarło do niej wreszcie coś, czego zalążki zaczęły kiełkować w ogrodzie duszy mniej-więcej wtedy, kiedy odszedł od nich Murtagh.
- Nie wystalczy... - powtórzyła po nim - ale wystalczy do tego, żeby był ktokolwiek, kto nie będzie spoglądał na ciebie jak na potwola. Wlóć do domu, albo chociaż wlóć do mnie. Pójdę stąd tylko dlatego, że oboje mamy wiele do przemyślenia.
Przeszła kilka kroków w kierunku drzwi.
- Będę do ciebie pisała - oznajmiła jeszcze, nim złapała za klamkę. - I nie pij tyle w phracy - dodała po zmierzeniu go wzrokiem. - Do zobaczenia.
Postać opuszcza sesję
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.