Sauriel wysłał list. Był dobrym kolegą, także wypadało go przeczytać. Okazało się nawet, że to nie był list, a zaproszenie. Jeszcze lepiej. Zawsze chętnie się spotka z tym wariatem, co to niczego się nie bał. Musiała zaszczycić go swoją obecnością, szczególnie, że obiecał tańce, a tańczyć ona nawet lubiła. Wypadałoby, żeby się pokazała, szczególnie, że w czasach jak te dobrze jest pięlęgnować znajomości. Kto wie, kiedy będzie potrzebowała pomocy, czy coś. Nie było nic za darmo - zdawała sobie z tego sprawę, także postanowiła odwiedzić Nokturn.
Sauriel wspomniał coś o jakimś Stachu, nie do końca wiedziała o kogo chodzi, ale mało istotne to było. Zmieniła swoje wszystkie plany, nie miała z tym problemu, bo nie miała ich zbyt wielu, nawet zważając na to, że zaproszenie dostała dzień przed wielkim otwarciem.
Wystroiła się oczywiście, chociaż Nokturn nie był miejsce, po którym wiele się spodziewała. Nie zmieniało to jednak faktu, że ona musiała błyszczeć. Lubiła dobrze wyglądać. Wyciągnęła więc z szafy jedną z sukienek na specjalne okazje, nie przejmując się za bardzo tym, że będzie zapewne pasować do tego miejsca jak pięść do nosa. Nie było to dla niej istotne.
Jako, że była to parapetówka, to wypadało przynieść jakiś prezent. Pomyślała o tentakuli, aczkolwiek szybko zrezygnowała z tego pomysłu, bo bała się, że roślina będzie problematyczna do przyniesienia, jeszcze by ją zeżarła po drodze, a tego wolała uniknąć.
Wstąpiła więc do sklepu ze świecami, i zakupiła zestaw czarnych świec, które miały nigdy nie gasnąć. Sprzedawca informował o tym, jakie są cudowne i w ogóle, więc wybrała właśnie je. Jeśli nie będą działać tak, jak wspomniał to go znajdzie i pokaże mu, jak kończą ludzie, którzy z nią pogrywają.
Chwilę po czasie pojawiła się na Nokturnie. Miejsce wyglądało paskudnie, idealnie wpasowywało się w klimat tej dzielnicy. Nie do końca był to jej klimat, aczkolwiek nie przeszkadzało jej to w tym, aby wejść do środka. Strasznie jebało na ulicy, może wewnątrz będzie trochę lepiej.
- Witam państwa. - Odezwała się tylko, kiedy przekroczyła próg. W ręku miała spory pakunek, który zasłaniał jej twarz, włosy jednak jak zawsze był nastroszone, niczym pudel, więc można było rozpoznać, kto się tutaj właśnie pojawił. - Prezent przyniosłam. - Rzuciła jeszcze, szła przed siebie na oślep, licząc na to, że nie wypierdoli się na ten swój głupi ryj.