W sumie nie wiedziała, czy po pojedynku po prostu wszyscy mają się rozejść do domu, czy może zawodnicy jeszcze chcieli się pobawić i pławić w wygranej… Tyle, że żaden z nich nie wygrał. Laurent nachylił się nieco do Victorii, na co ona tylko kiwnęła głową i uśmiechnęła się lekko. Bo czemu by nie? Gdzieś musieli podejść najpierw, skoro Laurent znał się z Nottem, a ona była spokrewniona z Lestrange’m. Odwróciła się jeszcze tylko na momencik do Cynthii.
– Póki co idziemy. Strasznie się cieszę, że przyszłaś. Ty pewnie idziesz pogadać z Lou? – zwróciła się do niej i uśmiechnęła, po czym wstała ze swojego miejsca. Wyprostowała jeszcze sukienkę, która w trakcie siedzenia i nachylania się do Dolohova nieco się pogniotła, ale zaraz przyjęła dłoń Laurenta i dała się pociągnąć do Philipa, Erika i Bella.
– Dobry wieczór, miło mi poznać – zwróciła się do nieznajomych jej mężczyzn. Odwróciła jeszcze głowę na momencik do Longbottoma, bo jak mogła go nie znać, skoro przyjaźniła się z Brenną i całe 27 lat mieszkała w Dolinie Godryka, a poza tym pracowali w jednym Departamencie? – Cześć, Erik – przywitała mężczyznę. Nie chciała przerywać tej krótkiej rozmowy pomiędzy Laurentem a Philipem, więc się tylko uśmiechała, zaś na propozycję Notta odwróciła głowę do Laurenta.
– Co myślisz? – spytała, doskonale wiedząc, że przy barze to Prewett będzie jej podawał drinki, starym sprawdzonym już sposobem, gdzie to ona będzie piła za niego i oddawała mu pusty kieliszek. Po odpowiedzi twierdzącej uśmiechnęła się jeszcze raz do Notta. – Zaraz przyjdziemy w takim razie, przepraszam na moment – i pociągnęła Laurenta ze sobą do Louvaina i reszty osób, które się przy nim kręciły (Atreus, Stanley, Anthony?).
– My tylko na chwilkę, bo widzę, że zaraz uzbiera się tutaj kolejka – rzuciła do mężczyzn. – Szkoda, że się nie udało – chociaż tak naprawdę to było jej wszystko jedno. Po tym co Loretta tu robiła, kłócąc się z jakimś gościem, to sama miała wątpliwość co do tego całego pojedynku i jego sensu, no ale nic. – Może następnym razem, Lou – dodała, chcąc dodać kuzynowi otuchy. – Swoją drogą, Loretta jednak się zjawiła – nie wiedziała na ile mężczyźni byli tego świadomi.
Poczekała chwilę, aż Laurent powie swoje, po czym pożegnali się, robiąc miejsce innym i zgodnie z obietnicą wrócili do towarzystwa, które chwilkę wcześniej opuścili., by razem z nimi pójść do baru.