16.11.2023, 13:38 ✶
W ferworze ślubnych przygotowań chciał odwołać wszystkie wizyty, odesłać przypadki wymagające pilnej intwerwencji do swych kolegów z Lecznicy, zdjąć ze swych barków ciężar odpowiedzialności za inne istoty i skupić się całkowicie na dopięciu wszystkiego na ostatni guzik. Kiedy jednak w pergaminowym stosie ujrzał nazwisko Prewett nie mógł przejść obojętnie - pomijając ckliwą kwestię dobrych stosunków pomiędzy czystokrwistymi rodami, był niesamowicie ciekaw tego, co ma mu do powiedzenia ten enigmatyczny chłopak, z którym nigdy nie udało mu się wymienić kilka spojrzeń i uprzejmości na bankietach; jaką historię ma do opowiedzenia oraz to, jakie rany nosi jego dusza.
Istnienia tych ostatnich był pewien. Nie tylko dlatego, że nikt raczej nie umawia się na wizytę do terapeuty, by rozmawiać o pogodzie lub polityce. Wtedy, w Dolinie Godryka, przez tę krótką chwilę, gdy ich spojrzenia się ze sobą spotkały, Perseus był pewien, że nawiązali ze sobą nieme porozumienie, kruchy sojusz przeciwko światu, który skończył się w chwili, gdy każdy z nich odwrócił wzrok ku swoim rozmowcóm.
Albo to on romantyzował swoje subiektywne uczucia.
Dla Perseusa Blacka istniały przede wszystkim ciemne barwy, które dominowały nie tylko w jego odzieniu (prostej bawełnianej koszuli z podwiniętymi rękawami, założoną nań kamizelką, spodniami w kant oraz wypastowanymi butami), lecz także w wystroju mieszkania, o czym Laurent mógł się przekonać w chwili, gdy otworzyły się przed nim ciężkie mahoniowe drzwi, a zza pleców gospodarza wyłonił się oklejony ciemnozieloną tapetą korytarz z czarną sztukaterią na dole.
— Ach, monsieur Prewett — uśmiechnął się do swego gościa, podając mu dłoń na powitanie. Jego uścisk był mocny i pewny, podobnie jak szczera była radość na twarzy Perseusa — Przyznać muszę, że taka punktualność jest coraz rzadziej spotykana w dzisiejszych czasach. Ale nie będziemy przecież rozmawiać na progu, zapraszam!
Zaprowadził go zaledwie kilka kroków wgłąb mieszkania i zatrzymał się przed uchylonymi drzwiami do swego gabinetu, zachęcając Laurenta do tego, by wszedł pierwszy. Pomieszczenie to było nieco jaśniejsze od innych w domu, pełne roślin i książek, nieco zagracone, ale przytulne. W jego centralnej części znajdował się kominek, teraz naturalnie wygaszony z powieszonym nad nim obrazem przedstawiającym wiejski krajobraz - była to okolica posiadłości Blacków w Oxfordshire, choć nie miało to żadnego znaczenia. Pod nim znajdowały się dwa wygodne fotele obite karmazynowym pluszem i elegancki stolik, a na nim zaś znajdowała się taca z dzbankiem pełnym lemoniady z lodem oraz dwiema pustymi szklankami. Po prawej stronie od wejścia stało ciężkie biurko, po lewej zaś znajdowało się okno wychodzące na ulicę. Pozostałe ściany zjamowały regały pełne pozycji poświęconych psychologii i psychiatrii - jeśli Laurent wytęży wzrok, dostrzeże wśród nich również mugolskie pozycje.
— Proszę, niech pan siada. Napije się pan lemoniady? — zaproponował i zaraz dołączył do niego. Po mieszkaniu poruszał się bez laski, żałośnie ciągnąc za sobą schorowaną nogę, jednak zdawał się w ogóle nie zwracać uwagi na ten drobny defekt.
Istnienia tych ostatnich był pewien. Nie tylko dlatego, że nikt raczej nie umawia się na wizytę do terapeuty, by rozmawiać o pogodzie lub polityce. Wtedy, w Dolinie Godryka, przez tę krótką chwilę, gdy ich spojrzenia się ze sobą spotkały, Perseus był pewien, że nawiązali ze sobą nieme porozumienie, kruchy sojusz przeciwko światu, który skończył się w chwili, gdy każdy z nich odwrócił wzrok ku swoim rozmowcóm.
Albo to on romantyzował swoje subiektywne uczucia.
Dla Perseusa Blacka istniały przede wszystkim ciemne barwy, które dominowały nie tylko w jego odzieniu (prostej bawełnianej koszuli z podwiniętymi rękawami, założoną nań kamizelką, spodniami w kant oraz wypastowanymi butami), lecz także w wystroju mieszkania, o czym Laurent mógł się przekonać w chwili, gdy otworzyły się przed nim ciężkie mahoniowe drzwi, a zza pleców gospodarza wyłonił się oklejony ciemnozieloną tapetą korytarz z czarną sztukaterią na dole.
— Ach, monsieur Prewett — uśmiechnął się do swego gościa, podając mu dłoń na powitanie. Jego uścisk był mocny i pewny, podobnie jak szczera była radość na twarzy Perseusa — Przyznać muszę, że taka punktualność jest coraz rzadziej spotykana w dzisiejszych czasach. Ale nie będziemy przecież rozmawiać na progu, zapraszam!
Zaprowadził go zaledwie kilka kroków wgłąb mieszkania i zatrzymał się przed uchylonymi drzwiami do swego gabinetu, zachęcając Laurenta do tego, by wszedł pierwszy. Pomieszczenie to było nieco jaśniejsze od innych w domu, pełne roślin i książek, nieco zagracone, ale przytulne. W jego centralnej części znajdował się kominek, teraz naturalnie wygaszony z powieszonym nad nim obrazem przedstawiającym wiejski krajobraz - była to okolica posiadłości Blacków w Oxfordshire, choć nie miało to żadnego znaczenia. Pod nim znajdowały się dwa wygodne fotele obite karmazynowym pluszem i elegancki stolik, a na nim zaś znajdowała się taca z dzbankiem pełnym lemoniady z lodem oraz dwiema pustymi szklankami. Po prawej stronie od wejścia stało ciężkie biurko, po lewej zaś znajdowało się okno wychodzące na ulicę. Pozostałe ściany zjamowały regały pełne pozycji poświęconych psychologii i psychiatrii - jeśli Laurent wytęży wzrok, dostrzeże wśród nich również mugolskie pozycje.
— Proszę, niech pan siada. Napije się pan lemoniady? — zaproponował i zaraz dołączył do niego. Po mieszkaniu poruszał się bez laski, żałośnie ciągnąc za sobą schorowaną nogę, jednak zdawał się w ogóle nie zwracać uwagi na ten drobny defekt.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory