03.11.2023, 22:06 ✶
Ona natomiast ten uśmiech bardzo szybko wyłapała i od razu zadarła głowę do góry, jakby doprowadzenie go do takiego stanu było czymś, z czego była niesamowicie wręcz dumna. Nie wyraziła tego werbalnie, ale też niespecjalnie ukrywała to, że rozbawienie Cathala było dla niej jakimś sukcesem. Najwyraźniej zrobił na niej pierwsze wrażenie gbura.
- Nie poladzisz sobie, zamkniemy cię w wieży na środku morza i będziemy kahmić tylko i wyłącznie moltadelą - zagroziła mu, unosząc w górę rzadkie brwi i pochylając się do przodu. Śmiała się z tej sytuacji, bo ciężko było potraktować całe to spotkanie poważnie, ale wciąż... denerwowało ją to, że nie chciał zdradzić jej swojego imienia. Oczywiście, że musiał być jakimś jej krewnym, bo się czuł tutaj tak pewnie jak się tylko dało. Sam zapytał ją o jej matkę i stwierdził, zresztą zgodnie z prawdą, że nie były do siebie podobne. No i w świetle temu naprawdę nie mógł się przedstawić? Buc.
- Wszystko tutaj jest walte zachowania - nie zgodziła się z nim od razu. - Dziękuję - dodała, a dopiero później kontynuowała myśl, wcale nie tak odległą od jego postrzegania świata. Może nie identyczną, ale wcale nie skierowaną w przeciwną stronę. - Wszystko tutaj jest świadectwem tego, do czego ludzi pothafi zaplowadzić czyste szaleństwo. To najshraszniejszy pomnik czahnoksięstwa w całym Little Hangleton, a zgodzimy się chyba oboje, że cała miejscowość nie znajduje się w kategohii uhoczych. - Wiecznie zamglone, upiorne miasto, było kojarzone (przynajmniej z tego co wiedziała) negatywnie. Niezależnie od tego, czy mówiliśmy o czarodziejach, czy mugolach. Każdy znalazł sobie tutaj dostatecznie mrożące krew w żyłach opowieści, aby podchodzić do miejscowości z dozą niepewności.
- Nohmalnie nie wygląda to aż tak źle, ale w tym loku chwasty zdają się rhobić nam na złość...
Niby mu odpowiedziała, ale nie poszła za nim, zamiast tego złapała się za głowę i syknęła przeciągle, próbując zdusić narastające w niej napięcie. Nienawidziła tego uczucia bezsilności wobec nieuniknionego, a wiedziała już, co się święciło...
- Nie poladzisz sobie, zamkniemy cię w wieży na środku morza i będziemy kahmić tylko i wyłącznie moltadelą - zagroziła mu, unosząc w górę rzadkie brwi i pochylając się do przodu. Śmiała się z tej sytuacji, bo ciężko było potraktować całe to spotkanie poważnie, ale wciąż... denerwowało ją to, że nie chciał zdradzić jej swojego imienia. Oczywiście, że musiał być jakimś jej krewnym, bo się czuł tutaj tak pewnie jak się tylko dało. Sam zapytał ją o jej matkę i stwierdził, zresztą zgodnie z prawdą, że nie były do siebie podobne. No i w świetle temu naprawdę nie mógł się przedstawić? Buc.
- Wszystko tutaj jest walte zachowania - nie zgodziła się z nim od razu. - Dziękuję - dodała, a dopiero później kontynuowała myśl, wcale nie tak odległą od jego postrzegania świata. Może nie identyczną, ale wcale nie skierowaną w przeciwną stronę. - Wszystko tutaj jest świadectwem tego, do czego ludzi pothafi zaplowadzić czyste szaleństwo. To najshraszniejszy pomnik czahnoksięstwa w całym Little Hangleton, a zgodzimy się chyba oboje, że cała miejscowość nie znajduje się w kategohii uhoczych. - Wiecznie zamglone, upiorne miasto, było kojarzone (przynajmniej z tego co wiedziała) negatywnie. Niezależnie od tego, czy mówiliśmy o czarodziejach, czy mugolach. Każdy znalazł sobie tutaj dostatecznie mrożące krew w żyłach opowieści, aby podchodzić do miejscowości z dozą niepewności.
- Nohmalnie nie wygląda to aż tak źle, ale w tym loku chwasty zdają się rhobić nam na złość...
Niby mu odpowiedziała, ale nie poszła za nim, zamiast tego złapała się za głowę i syknęła przeciągle, próbując zdusić narastające w niej napięcie. Nienawidziła tego uczucia bezsilności wobec nieuniknionego, a wiedziała już, co się święciło...
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.