Sauriel zwyczajnie nie słyszał całej wymiany zdań pomiędzy Stanleyem a Victoria, nic dziwnego, że wyciągnął takie wnioski. Przez moment zastanawiała się co z tym zrobić, ale ostatecznie uznała, że chyba lepiej wyjaśnić…
– Po prostu opowiadałam Stanleyowi historie o mugolach jeszcze z Czarodziejskiego Pogotowia. Skojarzyło mi się z takimi tabliczkami, które mugole sobie mocują do furtek, ze pies dobiega do furtki w trzy sekundy, bo jak tylko zapukałam, to Stanley otworzył… – a potem przypomniało jej się o tych głupawych napisach, że uwaga zły pies, ale żona jeszcze gorsza… To chyba ten kawałek usłyszał Sauriel i wyrwaną z kontekstu rozmowę. No ale nic. Skoro ten kawałek był (chyba) wyjaśniony…
– A tak, Anna uwielbia rośliny. Pomagała mi w maju w ogrodzie – wręcz Victoria miała wrażenie, że robiła to z chęcią, nie musieć siedzieć w Little Hangleton, a mogąc spędzić czas w ogródku w Dolinie Godryka z… jak wtedy sądziła, przyszłą synową. Lestrange jeszcze przez moment wodziła spojrzeniem od Sauriela do Stanleya widząc absolutnie zerowe podobieństwo.
Przebierając ogórki miała też oko na Sauriela, na którego zerkała co jakiś czas, ale ten w skupieniu wycinał coś nożem w tym ogórku. I chyba niezbyt się to udało, chociaż z poziomu podłogi nie miała zbyt dobrego widoku na jego ręce. Kiedy Atreus oznajmił, że gotowe, to pokiwała głową, zastanawiając się i odhaczając w myślach listę rzeczy do zrobienia.
– To możesz pooddzielać czosnek od główek. Nie musisz ich obierać, po prostu żeby były osobno – powiedziała Bulstrode’owi, ale zauważyła, że się zawiesił… A potem podkradł jednego z większych ogórków, którego odłożyła na bok, bo nie nadawał się do słoików. Przez moment w ciszy też spoglądała na to, co teraz się stanie, skoro Sauriel dostał kolejnego ogórka… A potem wstała, otrzepała tyłek z niewidzialnego kurzu i aż sama zerknęła na to, co robi Rookwood – a skupiał się na tym jak na niczym nigdy wcześniej. Uniosła wyżej brwi, bo zaskoczona była widząc w nim taką pasję. Nawet uniosła na Atreusa na moment wzrok, posyłając mu nieme „co on robi?”.
Przyjście Stanleya ją nieco otrzeźwiło, bo spojrzała na słoiki, potem na Stanleya, potem na przebrane przez nią ogórki.
– To teraz tak. Wkładamy do słoików koper, chrzan, ząbki czosnku, a potem jak najwięcej ogórków. I potem robimy zalewę z wody i soli, ale do tego przejdziemy – wyjaśniła Stanleyowi kolejny krok w tej arcytrudnej pracy jaką było kiszenie ogórków. Sama za pomocą różdżki wylewitowała kosz z mniejszymi ogórkami na stół, żeby wygodniej było po to wszystko sięgać, a potem podeszła do pierwszego słoika. Lecz zanim to zrobiła, to delikatnie przeczesała dłonią włosy Sauriela, nie przerywając mu jednak w tej trudnej pracy jaką wykonywał. Zrobiła to tak jakby to był odruch, małe okazanie swojej uwagi, ale nie nachalnie, bo nie czekała na reakcję, zresztą od razu zajęła się ogórkami. – Ładna miednica, Stanley – rzuciła z kamienną twarzą, uważając to za turbośmieszne.