Od czasu pogrzebu ojca popadła w letarg. Oczywiście, chodziła do pracy, próbowała angażować się w pomoc innym, starała się nie pokazywać po sobie, jak bardzo przygniotło ją to, co się wydarzyło i o ile przed obcymi dawała radę utrzymywać "jest okej, nic mi się nie dzieje", tak bliscy znali ją zbyt dobrze, by nie widzieć zmian, jakie w niej zaszły, a jej desperackie próby funkcjonowania w społeczeństwie kosztują ją niemały wysiłek. Na biurku leżały otwarte listy, na które nawet zaczęła pisać wiadomości zwrotne, jednak żadnej nie dała rady dokończyć, pozostawiając adresatów bez odpowiedzi. Większość czasu spędzała we własnym pokoju, do części wspólnych domu schodząc tylko z konieczności, gdy już faktycznie musiała. W Warowni ciężko jest przeżywać trudne chwile, gdy dookoła jest tak wiele przyjaznych, wspierających twarzy i choć nie mówiła tego na głos, była wszystkim domownikom ogromnie wdzięczna, nawet jeżeli mogłoby wydawać się, że na dobrą sprawę ich obecność nic nie zmieniła. Zmieniła, na lepsze - najmłodsza Longbotttom miała poczucie, że nie jest sama. Niektóre drogi trzeba przejść jednak samodzielnie. Niektórym demonom trzeba stawić czoło samemu, nie chowając się za plecami silniejszych.
Nigdy nie uważała, że jest silna, a wydarzenia z ostatnich dwóch miesięcy dobitnie jej to uzmysłowiły. Kiedy siedziała przy biurku, obracała w dłoni pióro, po raz kolejny zabierając się do napisania listu i po raz kolejny brakowało jej słów; z łatwością układała je w głowie, przelanie ich na papier spotykało się z blokadą. Już przykładała końcówkę pióra do pergaminu, gdy rozległo się stukanie do drzwi; kompletnie zaskoczona, zbyt mocno nacisnęła pióro, powodując dosyć dużą, rozległą plamę atramentu, w którą dodatkowo wpakowała swoją dłoń.
- Cholera... - mruknęła pod nosem. Odłożyła pióro, złapała pergamin i zgniotła go w dłoniach, rzucając gdzieś w kąt; odpisywanie musi poczekać. - Otwarte! - odpowiedziała szybko. Na widok Brenny, posłała w jej kierunku lekki uśmiech, gestem zapraszając do środka. Rozglądając się, zdała sobie sprawę jak w wielkim chaosie pogrążone jest pomieszczenie; sprzątanie w nim spadło gdzieś na dalszy plan. Odruchowo sięgnęła po różdżkę i machnęła nią, chcąc posprzątać choć pobieżnie, by Brenna nie potknęła się o jakiś przedmiot rzucony niedbale na podłogę.
"Musimy porozmawiać, to ważne" w przypadku jej kuzynki oznaczać bardzo wiele rzeczy.
- Pokaż - odezwała się, podnosząc z krzesła. - I od razu powiedz, czym i gdzie oberwałaś - dodała szybko, najwyraźniej będąc w pełni przekonana, starsza Longbottom zaś wpakowała się w jakieś kłopoty i wymaga pomocy medycznej, o której wolałaby nie informować pracowników Munga.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final