Martwiła się o kuzynkę i każde pojawienie się w drzwiach jej pokoju było niejako sygnałem, że musi zakasać rękawy i wesprzeć ją wiedzą medyczną. Wiedziała jednak, że rzucenie "uważaj na siebie, bądź ostrożna następnym razem" to puste słowa, które nic nie znaczą i które nijak nie zmuszą dziewczyny, by zatrzymać ją w domu i by unikała niebezpieczeństw. Pchanie się w takie sytuacje było niejako wpisane w ich nazwisko, czy tego chciały, czy nie. A ona, jako uzdrowicielka, jedyne co mogła zrobić, to być gotowa o każdej porze dnia i nocy, by uleczyć powstałe rany, czy złamać klątwę, jaka na nich ciąży. Z czasem nawet przestała pytać o szczegółową historię powstałych ran, wiedząc, że niektóre z nich kuzynka wolałaby zachować dla siebie. I jakkolwiek źle to zabrzmi - trochę do tego przywykła.
Uniosła brwi, wyraźnie zaskoczona odpowiedzią; nie tego się spodziewała. Założyła ręce na piersi i posłała podejrzliwie spojrzenie starszej Longbottom.
- Nie wierzę Ci. Chcesz mi powiedzieć, że tym razem wyszłaś bez szwanku i nawet włos Ci z głowy nie spadł? - pokręciła lekko głową, najwyraźniej średnio wierząc jej zapewnieniom. Ta jednak zdawała się być w perfekcyjnym zdrowiu, dlatego młodsza Longbottom nie drążyła tematu, choć nie mogła powstrzymać podejrzliwego spojrzenia, jakim obdarzyła kuzynkę. Na wspomnienie o rachunku, machnęła dłonią. - Zapomnij - w życiu nie wzięłaby od niej pieniędzy za coś takiego - Albo dla zaspokojenia własnego sumienia uznaj, że to w zamian za każdy przygotowany i podstawiony pod nos posiłek - dodała. Widząc, jak kuzynka kieruje się w stronę fotela (co sugerowało, że rozmowa będzie dłuższa), machnęła różdżką, by rzeczy z drugiego fotela samoistnie uporządkowały się i wylądowały tam, gdzie ich miejsce. Podeszła bliżej i usiadła, kierując twarz w jej stronę.
- Ty, Mav, Erik, wasi znajomi...? - upewniła się, czy dobrze rozumie słowa kobiety. - Wiesz, że możecie na mnie liczyć pod tym względem i to, co wydarzy się w Warowni, nie wyjdzie poza jej mury - przytaknęła. Westchnęła głębiej, słysząc jej kolejne słowa. Od czasu wojny, zwłaszcza po wydarzeniach na ostatnim sabacie, sama nie wiedziała już, komu poza własną rodziną można ufać. Społeczeństwo dzieliło się coraz bardziej i ludzie, z którymi wcześniej dogadywała się bez problemu, potrafili posyłać jej wrogie spojrzenia. - Tak jak w trakcie sabatu. Obiecałam, że wesprę was tak, jak tylko będę w stanie... - jej gardło zacisnęło się na myśl o tym, co wydarzyło się na początku maja - I słowa dotrzymałam - nawet śmierć taty tego nie zmieni.
- Wiedziałaś, co się wtedy wydarzy. Wtedy, na sabacie. Dlatego chciałaś, żebym była w pogotowiu, gotowa leczyć rannych - zmrużyła delikatnie oczy. W jej głosie na próżno było szukać oskarżeń o to, ze coś zostało przed nią zatajone. Bardziej... stwierdzenie faktu? - Skąd? Kto Ci powiedział? - zapytała otwarcie. Wyglądało na to, że obie zamierzają zagrać w otwarte karty.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final