05.11.2023, 01:43 ✶
Gdyby Patrick nie był aż tak zdesperowany, z pewnością doceniłby zachowanie Sebastiana. Może nawet byłby rozbawiony faktem, że został – w pierwszej chwili wzięty za… w sumie nie wiedział kogo. Domokrążcę? Słowo „domokrążca” było chyba właściwym określeniem na kogoś, kto mógłby roznosić ulotki o duchach i o Matce. A już na pewno roześmiałby się całkiem głośno, gdy pojął, że McMillan w swojej paranoi najwyraźniej uznał, że przyszedł do niego z Brenną Longbottom.
Ale na chwilę, w której znalazł się na korytarzu przed drzwiami do mieszkania Sebastiana, był za bardzo skupiony na sobie, by docenić podobne rzeczy. Zmarszczył brwi, a potem trochę odruchowo sam spojrzał za siebie, jakby naprawdę spodziewał się, że może zobaczyć tam wspomnianą brygadzistkę. Pytanie o kolejną czaszkę kompletnie zignorował, może tylko odrobinę zdziwiony tym, że Brenna najwidoczniej nie przekazała stojącemu naprzeciwko niemu żadnych konkretnych informacji. A przecież sprawa była już rozwiązana. Czarnoksiężnika pożarły jego własne stwory. Nie było więcej kryształowych czaszek (albo były, ale skryte gdzieś, gdzie jeszcze nie dotarli).
Zamiast tego jego umysł uczepił się myśli o Longbottom.
Kurwa. Kurwa mać. Przecież ona na pewno się domyśli, że dzieje się z nim coś nie tak. Była widmowidzką. Już raz, tylko przypadkiem, udało mu się zatuszować przed nią prawdę. Kolejny raz na pewno mu się nie uda. Pewnych rzeczy, na ten przykład obcego wariata w głowie, nie dało się ot tak ukryć.
- Nie, nie ma jej – odpowiedział szybko, siłą powstrzymując się przed wykonaniem takiego ruchu, który w jego mniemaniu po prostu zagoniłby szybciej Sebastiana do jego własnego mieszkania, ale w rozumieniu paranoicznego Sebastiana mógłby wyglądać albo na próbę rabunku, albo na próbę rabunku i zabójstwa jednocześnie. – Mam prywatną sprawę. Mogę wejść do środka? – zapytał cicho.
Patrick nawet nie ukrywał nut desperacji, które czaiły się w jego głosie. Ale na swoją obronę miał tyle, że w tamtym momencie naprawdę był przekonany, że lada moment jego ojciec może przejąć nad nim kontrolę. I może McMillan wiedziałby jak tego uniknąć? Albo chociaż w jaki sposób go zablokować? Może umiałby wyrzucić niechcianego gościa z jego głowy?
- Potrzebuję specjalistycznej porady – dodał jeszcze, ciągle tym samym cichym głosem.
I o ile Sebastian go nie powstrzymał, gotów był wepchnąć się do jego mieszkania. Oczywiście z egzorcystą u boku.
Ale na chwilę, w której znalazł się na korytarzu przed drzwiami do mieszkania Sebastiana, był za bardzo skupiony na sobie, by docenić podobne rzeczy. Zmarszczył brwi, a potem trochę odruchowo sam spojrzał za siebie, jakby naprawdę spodziewał się, że może zobaczyć tam wspomnianą brygadzistkę. Pytanie o kolejną czaszkę kompletnie zignorował, może tylko odrobinę zdziwiony tym, że Brenna najwidoczniej nie przekazała stojącemu naprzeciwko niemu żadnych konkretnych informacji. A przecież sprawa była już rozwiązana. Czarnoksiężnika pożarły jego własne stwory. Nie było więcej kryształowych czaszek (albo były, ale skryte gdzieś, gdzie jeszcze nie dotarli).
Zamiast tego jego umysł uczepił się myśli o Longbottom.
Kurwa. Kurwa mać. Przecież ona na pewno się domyśli, że dzieje się z nim coś nie tak. Była widmowidzką. Już raz, tylko przypadkiem, udało mu się zatuszować przed nią prawdę. Kolejny raz na pewno mu się nie uda. Pewnych rzeczy, na ten przykład obcego wariata w głowie, nie dało się ot tak ukryć.
- Nie, nie ma jej – odpowiedział szybko, siłą powstrzymując się przed wykonaniem takiego ruchu, który w jego mniemaniu po prostu zagoniłby szybciej Sebastiana do jego własnego mieszkania, ale w rozumieniu paranoicznego Sebastiana mógłby wyglądać albo na próbę rabunku, albo na próbę rabunku i zabójstwa jednocześnie. – Mam prywatną sprawę. Mogę wejść do środka? – zapytał cicho.
Patrick nawet nie ukrywał nut desperacji, które czaiły się w jego głosie. Ale na swoją obronę miał tyle, że w tamtym momencie naprawdę był przekonany, że lada moment jego ojciec może przejąć nad nim kontrolę. I może McMillan wiedziałby jak tego uniknąć? Albo chociaż w jaki sposób go zablokować? Może umiałby wyrzucić niechcianego gościa z jego głowy?
- Potrzebuję specjalistycznej porady – dodał jeszcze, ciągle tym samym cichym głosem.
I o ile Sebastian go nie powstrzymał, gotów był wepchnąć się do jego mieszkania. Oczywiście z egzorcystą u boku.