05.11.2023, 02:06 ✶
Daisy obserwowała Martina, gdy ten podejmował decyzję dotyczącą tego, czy warto było napisać artykuł o Beltane, czy nie warto było tego robić. To był jego wybór. I chociaż zazwyczaj dziennikarka nie miała w sobie za wiele cierpliwości, tak w przypadku akurat siedzącego naprzeciwko niej mężczyzny… miała jej aż za dużo. Ba, co odkryła z pewnym zdziwieniem, każdą jego decyzję była w stanie nie tylko zaakceptować, ale też usprawiedliwić.
- W porządku – odpowiedziała, posyłając w jego stronę ciepły uśmiech. – Po prostu pamiętaj, że... – eee, przez chwilę korciło ją, żeby rzucić coś w rodzaju: jestem tu dla ciebie, ale nawet w jej uszach zabrzmiałoby to dość osaczająco. – To twoja historia. To wasza historia – poprawiła się, choć dalej nie interesowała się szczególnie pozostałymi jej uczestnikami, najważniejszy był Martin. – Jeśli będziesz chciał, żeby pojawiła się w prasie, daj znać. Jeśli nie to… też to zrozumiem.
Mocniej objęła rękami kubek z przesłodzoną kawą. Ona wianka uplecionego przez Martina nie straciła. Zasuszony wisiał na ścianie w jej pokoju. Pierścionek też zresztą zachowała i chociaż może nie zakładała go specjalnie na palec, obydwa przedmioty nierozerwalnie kojarzyły jej się z Crouchem. I były to… bardzo dobre wspomnienia.
- Za rok mogę ci upleść drugi – rzuciła beztrosko, naprawdę nie mając w tym momencie niczego szczególnego na myśli. Chociaż może miała? Jakaś jej część bardzo chciała, żeby Martin ją polubił. – Ciekawe, czy utrzymają się przez cały rok. Jeśli tak będzie to obiecuję, że w następnym roku przyjdę ze swoim pierścionkiem na Beltane. A potem wylosuję nowy i przeprowadzę wywiad z właścicielką stoiska. Musi być bardzo utalentowana w… w zaklinaniu przedmiotów? Zaczarowywaniu ich? Obdarzaniu magicznymi właściwowami?
- W porządku – odpowiedziała, posyłając w jego stronę ciepły uśmiech. – Po prostu pamiętaj, że... – eee, przez chwilę korciło ją, żeby rzucić coś w rodzaju: jestem tu dla ciebie, ale nawet w jej uszach zabrzmiałoby to dość osaczająco. – To twoja historia. To wasza historia – poprawiła się, choć dalej nie interesowała się szczególnie pozostałymi jej uczestnikami, najważniejszy był Martin. – Jeśli będziesz chciał, żeby pojawiła się w prasie, daj znać. Jeśli nie to… też to zrozumiem.
Mocniej objęła rękami kubek z przesłodzoną kawą. Ona wianka uplecionego przez Martina nie straciła. Zasuszony wisiał na ścianie w jej pokoju. Pierścionek też zresztą zachowała i chociaż może nie zakładała go specjalnie na palec, obydwa przedmioty nierozerwalnie kojarzyły jej się z Crouchem. I były to… bardzo dobre wspomnienia.
- Za rok mogę ci upleść drugi – rzuciła beztrosko, naprawdę nie mając w tym momencie niczego szczególnego na myśli. Chociaż może miała? Jakaś jej część bardzo chciała, żeby Martin ją polubił. – Ciekawe, czy utrzymają się przez cały rok. Jeśli tak będzie to obiecuję, że w następnym roku przyjdę ze swoim pierścionkiem na Beltane. A potem wylosuję nowy i przeprowadzę wywiad z właścicielką stoiska. Musi być bardzo utalentowana w… w zaklinaniu przedmiotów? Zaczarowywaniu ich? Obdarzaniu magicznymi właściwowami?