Dagur lubił takie właśnie poranki. W swojej ojczyźnie, jak i wybranej przed dwoma laty na swój nowy dom Dolinie Godryka dni takie jak ten oznaczały to, że nie otworzy bram kuźni, nie rozpali ognia w kamiennym piecu i nie sięgnie po kowalski młot. Nawet najlepszy rzemieślnik potrzebował przynajmniej jednego dnia wolnego i czasu na spędzenie go z rodziną. Po dwóch latach spędzonych w tym kraju już w jakimś stopniu przywyknąć do panującego tutaj klimatu i angielskiej pogody, wszechobecnej w tym kraju mgły. Dagur przelotnie obejrzał się na przechodzącą z most kobietę, zwiastującą swoją obecność dźwiękiem obcasów uderzających o nawierzchnię mostu oraz drażniącym nozdrza zapachem nikotyny. Zaraz zwrócił się twarzą w stronę przestrzeni rozpościerającej się przed jego oczami. Nie obawiał mgły. Nie kryły się w niej żadne potwory. Gdyby było inaczej to one powinny się go obawiać. Miał siłę kilku rosłych mężczyzn.
Bardzo podobało mu się to, że świat się zazielenił i tętnił pełnią wiosny. Czuł chłód wilgotnych kamieni, z których wzniesiono balustradę mostu. Naprawdę nic nie zwiastowało tragedii, która miała rozegrać się na jego oczach. Dagurowi psy zawsze wydawały się inteligentnymi w swoich standardach i naprawdę trudno było uwierzyć mu w to, że ten pies po prostu rzucił się w przepaść. Gdyby nie widział tego na własne oczy to poddałby to wszystko w uzasadnioną wątpliwość, powtarzając sobie, że to niemożliwe, że w tych wszystkich opowieściach nie ma nawet ziarna prawdy. Dla miejscowych to pewnie straszna codzienność, do której musieli przywyknąć. Ilu właścicieli psów potraciło swoich pupilów? Mugole nie mają takich możliwości, jakie posiadają czarodzieje. Nie zapobiegną nieuchronnemu.
Dzięki jego szybkiej reakcji pies wrócił na most. Podszedł do niego, powoli opuszczając na kamienne podłoże. Dagur serdecznie uśmiechnął się do tego psa, kucając przed nim. Trzymając różdżkę w pogotowiu na wypadek podjęcia przez psa ponownej próby rzucenia się w przepaść, wyciągnął drugą dłoń ku niemu. Chciał zachęcić go do podejścia, do obwąchania swoich palców. Nie miał przy sobie nic do jedzenia. Zamierzał spróbować zrobić wszystko, aby tego psa zabrać ze sobą. Zabierając go ze sobą uniemożliwi mu ponowne skoczenie w przepaść, a po drugie zyskają nowego domownika. Pies okazał się całkiem ładny, nie miało znaczenia, że to zwyczajny kundel. Po porządnej kąpieli, właściwym nakarmieniu i nadaniu odpowiedniego imienia otrzyma legowisko w domu.