Świat był naprawdę małym miejscem, skoro dwie kobiety z tak mieszanych rodzin spotkały się na wykopaliskach w Walii, gdzie razem jadły śniadanie w namiocie, nad tajemniczym mechanizmem, który wyniesiono z ruin.
– Raczej nie wzięłabyś go za Anglika – odpowiedziała Pandorze odnośnie Jamila. Imię egipskie, nazwisko egipskie, równie egipski wygląd – od razu było po nim widać, że jest przyjezdny, nawet jeśli tak świetnie jak Ginny mówił po angielsku. – Chyba takie przeciwieństwa się przyciągają, Pandoro. Też większa szansa, że spojrzę na jakiegoś blondyna – przyznała się Pandorze zupełnie bezwstydnie, skoro już mówiły sobie o takich rzeczach. Odmienność, orientalność – to po prostu przyciągało, jak było widać po ich rodzicach. Nie było się co wypierać.
Pokiwała tylko głową, notując w głowie, żeby wyciągnąć Pandorę na tę sziszę, czuła, że może jej się to spodobać, bo było to coś zupełnie innego od palenia tytoniu w standardowy sposób.
– Nie, nie jest – uśmiechnęła się do kobiety. – Jasnowidz po prostu widzi intencje, to co się ma wydarzyć, a wróżbita potrafi rozczytywać znaki i symbole, które ukazuje magia. Może się spełnić, albo nie, dużo zależy od interpretacji i tego, czy wróżbita jest w stanie dopasować dany symbol do osoby, dla której wróży – wyjaśniła. – Jeden i ten sam symbol może znaczyć co innego w zależności od kontekstu – dlatego ważne było znaleźć wróżbitę, który będzie ci odpowiadał, któremu nie będziesz się wahać powiedzieć tego… i owego, by mógł poprawie zinterpretować znaki. Ginevra rozumiała, że otworzyć się przed drugą osobą nie było dla ludzi prosto, ale ona nazywała to, wróżbiarstwo i wróżenie, lekarstwem dla duszy. Była więc magimedykiem, ale trochę też, czasami, przyjmowała rolę osoby, która mogła pomóc ściągnąć z ramion brzemię czysto psychiczne.
– Spokojnie, nie ma co poganiać kawy. Jak wypijesz to ci powróżę. Ale może faktycznie dobrze się będzie skupić na mechanizmie – wolała się zajmować obserwacją, niż się rozpraszać wróżeniem. Bo co jeśli z mechanizmem coś pójdzie nie tak i będzie musiała szybko zareagować? – Lubię wszystkie zwierzęta. Moi dziadkowie się nimi zajmują. Ale na koniu nigdy nie jeździłam – przyznała się Pandorze. – Świetnie, to jesteśmy umówione – stwierdziła spokojnie, posłała kobiecie jeszcze jeden uśmiech i tak jak na nią patrzyła, jej oczy nagle zmieniły się z jasnobrązowych, w złoto-zielone, zaś źrenice na pionowe, jak u kota. Chciała lepiej widzieć detale i najmniejszy ruch, jaki mógł wykonać mechanizm, by móc w razie czego zareagować jak najszybciej. To był trick, który niewiele osób mogło wykonać, zdaje się, że jedynie osoby z jej rodziny potrafiły robić takie cuda i przemienić tylko część swojego ciała w zwierzęce. – Jestem animagiem – wyjaśniła jeszcze Pandorze, jakby miała się zacząć zastanawiać co się właśnie stało z jej oczami. – Przydaje się to w pracy częściej niż można pomyśleć – nie patrzyła już w twarz Pandory, a na jej ręce i sam mechanizm.