Powinna zacząć prowadzić dziennik wypraw Brenny, w którym odnotowywałaby ile razy wpakowała się w kłopoty i ile razy wyszła z nich bez żadnych uszkodzeń ciała; doświadczenie podpowiadało jej, że takowych byłoby znacznie mniej niż takich, które później wymagały odwiedzin u uzdrowiciela. A ile było tych, o których Dani zwyczajnie w świecie nie wiedziała? Ah, szkoda gadać. Pokręciła wymownie głową, choć na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Wszyscy pacjenci tak gadają. A jak się spytasz ile eliksiru na odurzenie wypił, to powie że absolutnie nic - wzruszyła wymownie ramionami - Szkoda, że objawy mówią co innego... ale niech Ci będzie, powiedzmy że Ci wierzę - dodała. Droczyła się, ale tylko trochę. Kiedy rozmowa stopniowo zeszła cięższy temat, uśmiech z jej twarzy zszedł, a ona sama wydawała się być spokojna i przede wszystkim poważniejsza, co całkowicie kłóciło się z beztroską, jaka emanowała wokół niej jeszcze przed wydarzeniami z maja.
Na moment odwróciła wzrok i głęboko westchnęła, dopiero po chwili kręcąc głową w odpowiedzi. Moss udało się uratować, ale to był przypadek, dobre zrządzenie losu i to, że dziewczyna miała w sobie ogrom walki i chęci do życia. Katalizatory? Zgasili je tylko i wyłącznie dlatego, że Moody był w pobliżu i ochronił ją przed stratowaniem
- Nie o to mi chodzi. Zresztą... to już i tak nie ma żadnego znaczenia - mruknęła i chyba nie trzeba było domyślać się, co konkretnie miała na myśli. Niezależnie od tego jak bardzo się starali, zawiedli, a jej ojciec nie przeżył tej nocy. Wszelkie zasługi i to, co udało im się zrobić, nie miało już żadnego znaczenia.
Nie odzywała się. Mogła nawet sprawiać wrażenie nieobecnej, choć było to tylko pozory - każde słowo jakie wypowiadała do niej kuzynka docierało do niej bardzo dokładnie i wyraźnie. Informator, którego odwaga pozwoliła choć w niewielkiej części przygotować się na coś nieuniknionego omal nie przypłacił za to życiem. Ministerstwo jest zinfiltrowane. Ah... musiałaby być głupia, żeby się tego nie spodziewać. Wiele wysokich stanowisk w ministerstwie obsadzone było osobami, które nawet nie kryły się z niechęcią do "czarodziejów wątpliwego pochodzenia". Idee propagowane przez Voldemorta idealnie wpasowywałyby się w ich narrację.
- Zakładam, że w Mungo też ma swoich wyznawców i informatorów... - mruknęła, to było bardziej stwierdzeniem, niż pytaniem. Nikomu nie można ufać. Momentalnie przed oczami pojawiło się kilka twarzy, w tym Borgina, o którym wspomniała Brenna. On też...?
- Nie wyjdzie - odpowiedziała krótko. - Tak jak żadna sytuacja, gdy potrzebowałaś mojej magii uzdrawiającej - dodała, co było niejako potwierdzeniem jej słów. Tak jak sabat, gdy wiedziała, że coś się wydarzy, a jednak słowem nie pisnęła nikomu, choć nosiło ją, żeby co po niektóre osoby zamknąć na klucz i nie wypuszczać tego dnia z domu. - Powiedz mi tylko, co mam robić i jak wam pomóc,beauty and terror
just keep going
no feeling is final