Elaine złapała Felixa, gdy ten wychodził ze swojej przyczepy. Miała dzisiaj totalną ochotę na spacer, ale nie miała kogo ze sobą zabrać, więc padło na właśnie tego jedynego najlepszego na świecie i w całym cyrku faceta, który był jej przyjacielem, audiobookiem i wszystkim w jednym. Ruda wcisnęła mu do ręki kanapkę, aby ten mógł się posilić przed poranną wyprawą i złapała go pod rękę kierując się w odpowiednim dla niej kierunku. Miała standardowo swój koszyk wiklinowy z powiększonym dnem, a w nim termos z kawą i herbatą, woda z cytryną, koc, a także ręczniki jakby znaleźli jakąś wodę w okolicznych lasach do pływania. Elaine standardowo opowiedziała mu co się jej przyśniło ostatniej nocy, a sny miała absurdalne. Mówiła o tym, że spotkała jednorożca, który mówił o tym, że jego róg sprawia iż ludzie mówią prawdę. Przyznała się w tym śnie, że nie nosi majtek, więc podejrzewała iż jednorożec kłamał, bo sama Elaine zawsze nosi bieliznę.
Opowiadała o tym, że nie może się doczekać następnych występów i, że znalazła książkę z przepisami, więc Felix będzie musiał jej pomóc i poczytać kilka ciekawych przepisów, aby mogła je wypróbować. Elaine nie kryła się z tym, że nie potrafiła czytać, a do czytania nie raz wykorzystywała właśnie Sandie, Felixa, Flynna, Alexa, czasami Laylę. W sumie każdego, kto potrafił czytać i nawinął się jej pod rękę. Najgorzej jest wtedy, gdy chciałaby wysłać list do jakiegoś chłopca, albo on do niej, bo będzie musiała iść z tym listem do innych. Tak było teraz. Poznała Laurenta i chciałaby z nim mieć częstszy kontakt, ale jest to naprawdę kłopotliwe, że nie mogła z nim popisać jak inni normalni ludzie.
– A co u ciebie? – zapytała zerkając na niego z uśmiechem; przytulała się do jego ramienia. Dla niej kontakt fizyczny nie był czymś kłopotliwym. Uwielbiała ludzi atakować niespodziewanymi atakami przytulania.