– No już, nie stresuj się. Zmartwiłam się, bo mogły to być narkotyki. Musisz bardziej uważać, kochanie – powiedziała i podeszła do niej przytulając ją do siebie. Avelina nie lubiła się przytulać, ale dla przyjaciół zrobiłaby wiele, a Olivia ewidentnie wyglądała tutaj na osobę, która potrzebowała potężnego przytulenia. Gdy jej przyjaciółka dalej mówiła rymem Avelina nie wytrzymała i parsknęła śmiechem. – Naprawdę tego nie kontrolujesz? Przepraszam, ale to naprawdę zabawnie brzmi – zasłoniła usta dłonią, aby powstrzymać kolejne salwy śmiechu. Nie chciała być nie miła, ale miała wrażenie, że Olivia też by się przy tym śmiała.
– Wyślij list do matki, że mnie złapała jakaś grypa żołądkowa, że mam gorączkę, cokolwiek, a ja napiszę do szefa, że biorę dzisiaj wolne. Nie będzie mi miał za złe, bo praktycznie nie biorę urlopów i czasami mnie wyrzuca z pracy jak uznaje, że nie powinnam w niej być – wyjaśniła zaparzając dla Olivii jej ulubioną herbatę. – Zostaniesz dzisiaj u mnie i zobaczymy jak długo będzie to trwało. Jeśli nie minie pójdziemy do Mungo, aby sprawdzili, czy to będzie trwałe, czy mają jakieś antidotum i co to w ogóle może być – odpowiedziała.
– To mógł być jakiś cukierek ze sklepu Zonka, a jego żarty nie trwają zbyt długo, ale jeśli nie mienie do wieczora to będzie trzeba pójść do uzdrowiciela – westchnęła stawiając przed nią herbatę. Przyglądała się jej uważnie. Może powinna napisać do Danielle, albo Brenny? Albo do Augustusa? Nie wiedziała, co miała zrobić.