06.11.2023, 00:02 ✶
Daisy znowu pokiwała głową, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, jakim tokiem pobiegły myśli Martina. Czy wiedziała jak wiele ich różniło? No pewnie, że wiedziała. Samo to, że pojawił się na balu u Longbottomów pokazywało z jak bardzo różnych środowisk pochodzili. To znaczy, ona też tam była, ale w charakterze dziennikarki. Longbottomowie wpuścili ją do swojej rezydencji tylko po to, żeby następnego dnia poczytać w Proroku Codziennym o tym, jacy potrafili być wspaniałomyślni a ich goście hojni, gdy chodziło o wspieranie sierocińca.
On był bogaczem. Ona nie. On miał czystą krew. Ona nie. On stracił żonę w wyniku samobójczej śmierci. Ona nawet nie miała chłopaka na poważnie.
Jasne, nigdy nie czuła się biedna – zaklęty dom, w którym mieszkała udowadniał jej, że mogła mieć wiele więcej od reszty (kto mógłby, np. mieć pokój jednego dnia wyglądający jak zaczarowany las albo spać na chmurce?), ale gdyby porównać zasobność ich portfeli i czystość płynącej w żyłach krwi, nagle jej status wydałby się śmiesznie niski przy Crouchu.
- Może – zgodziła się odruchowo z Martinem. Ale tak naprawdę Daisy nie wiedziała jakiego działania mogłaby sobie zażyczyć. Jej pragnienia były w tym momencie bardzo przyziemne. Alarmująco wprost przyziemne. – Ucichłeś. Przepraszam, ja ciągle dużo gadam – usprawiedliwiła się, zastanawiając się, czy siedzący naprzeciwko niej mężczyzna nie był już trochę zmęczony jej obecnością. – Mam nadzieję, że spodoba ci się fotografowanie – dodała po chwili, dopijając swój napój.
On był bogaczem. Ona nie. On miał czystą krew. Ona nie. On stracił żonę w wyniku samobójczej śmierci. Ona nawet nie miała chłopaka na poważnie.
Jasne, nigdy nie czuła się biedna – zaklęty dom, w którym mieszkała udowadniał jej, że mogła mieć wiele więcej od reszty (kto mógłby, np. mieć pokój jednego dnia wyglądający jak zaczarowany las albo spać na chmurce?), ale gdyby porównać zasobność ich portfeli i czystość płynącej w żyłach krwi, nagle jej status wydałby się śmiesznie niski przy Crouchu.
- Może – zgodziła się odruchowo z Martinem. Ale tak naprawdę Daisy nie wiedziała jakiego działania mogłaby sobie zażyczyć. Jej pragnienia były w tym momencie bardzo przyziemne. Alarmująco wprost przyziemne. – Ucichłeś. Przepraszam, ja ciągle dużo gadam – usprawiedliwiła się, zastanawiając się, czy siedzący naprzeciwko niej mężczyzna nie był już trochę zmęczony jej obecnością. – Mam nadzieję, że spodoba ci się fotografowanie – dodała po chwili, dopijając swój napój.