U schyłku roku szkolnego i początku wakacji Leon pozostawał rozdarty. Początek lata oznaczał części obowiązków ucznia w postaci wstawania na zajęcia i odrabiania zadań domowych. Niektórzy profesorowie zadali im wypracowania na wakacje, jednak na ich napisanie miał dwa miesiące. Będzie mógł pospać trochę dłużej, niż zwykle. Zakończenie roku szkolnego sprawi, że przez dwa miesiące nie będzie przebywać w tym wspaniałym zamku, w którym dzielił czas ze swoimi rówieśnikami, z niektórymi duchami i który skrywał jeszcze wiele sekretów czekających na odkrycie. Hogwart stanowił dla niego drugi dom.
Praktycznie dla wszystkich uczniów rozpoczynające się wakacje to czas szaleństwa, spędzania całych dni na łonie natury - chociażby pływania w jeziorze, odbywania pieszych wędrówek. Wszystkich tych rzeczy, które pozostają poza jego zasięgiem z powodu jego choroby i wszystkich słabości ciała. Przebywając przez większość roku w zamku w jakimś stopniu zdołał wyrwać się spod opiekuńczych skrzydeł swoich rodziców, którzy mieli tendencje na niego chuchać i dmuchać. Dla niego lato było czasem, kiedy wylegiwał się w pełnym słońcu na rozłożonym na łące albo plaży kocu, grzejąc się niczym kot podczas czytania książki.
Nadesłany przez Olivię list okazał się dla niego pozytywnym zaskoczeniem, jak i wybawieniem od swojej szarej codzienności i wszechobecnej nudy. Perspektywa spotkania się z Olivią i prawdziwym hodowcą pufków wystarczyło, aby poczuł zew przygody i bez wahania, nawet nie odpowiadając na ten list, postanowił zejść na dół i chwycić jedynie buty. Ubierał je po drodze do stojącego w salonie kominka. Nabrał garść szmaragdowo-zielonego proszku i wrzucił ją w płomienie, wypowiadając dokładnie nazwę miejsca do którego chciał się dostać. Po dotarciu na miejsce wynurzył się z kominka po tym jak nagle buchnęły zielone płomienie i równie gwałtownie zgasły. Otrzepał z popiołu swoją czarną marynarkę. Do południa miał jeszcze sporo czasu, dlatego nie zamierzając się spóźnić, ruszył przed siebie na umówione spotkanie.
— Cześć. — Przywitał Olivię z wesołym uśmiechem. — Nie do wiary, prawdziwy hodowca pufków. Myślisz, że poza opowiedzeniem nam o nich, będziemy mogli potrzymać pufki i się z nimi pobawić? — Zapytał swoją przyjaciółkę, z podekscytowaniem w głosie. Pufki nie były wymagającymi zwierzętami i zabawa z nimi nie powinna sprawić, że poczuje się gorzej.