• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 16 Dalej »
[04.07.1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence

[04.07.1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#3
06.11.2023, 06:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.05.2024, 11:50 przez Lorraine Malfoy.)  
Powiedzieć, że Lorraine zaliczała semestry w Akademii Munga byłoby lekką przesadą, bo zwyczajnie korzystała z tego dobrodziejstwa, że większość kursów organizowanych przez tę placówkę była darmowa – podobnie jak bar z przekąskami w przerwach obiadowych podczas większych konferencji!! – a chociaż kwaśny posmak taniej kawy, którą tutaj oferowali, przyprawiał ją o mdłości, nie zaglądała darowanemu testralowi w zęby. Zwłaszcza, jeżeli potem poważni przedstawiciele władz uczelni wysyłali jej pocztą ładne (i poważne!) certyfikaty z podpisami poważnych naukowców poświadczające zdanie poważnych testów kompetencji w dziedzinie eliksirowarstwa… Trzymała je oprawione w ramki pod łóżkiem!
A że sam Laurence zdawał się myśleć, że była pełnoprawną studentką tejże akademii, cóż – nie zamierzała go oszukiwać, ale nie zadawała sobie też trudu, by wyprowadzić go z błędnego przeświadczenia o jej naukowych dokonaniach, z tego prostego względu, że nawet nie do końca była świadoma, że w taki sposób zinterpretował jej naukowe dążenia – jej sytuacja życiowa od zawsze była mocno skomplikowana, by nie powiedzieć brzydko, zdrowo popierdolona.

A wyjaśnianie, dlaczego taka niby szanowana i dobrze urodzona młoda dama z ambicjami o samorozwoju, głęboko zakorzenioną potrzebą doskonalenia się i niezaprzeczalnym talentem do eliksirów, zamiast uczyć się – czy nawet szukać męża, zakładać rodzinę czy ogólnie prowadzić tryb życia należny przedstawicielce zepsutej arystokracji – zarabia na życie zarządzając biurem zakładu pogrzebowego na ulicy Śmiertelnego Nokturnu… A tak naprawdę włamuje się do umysłów innych ludzi, wykorzystując w tym celu nielegalne sztuki magiczne, i potem za pieniądze sprzedaje ich brudne sekrety, na domiar złego, czerpiąc sadystyczną przyjemność z przedzierania się przez mentalne bariery swoich ofiar, pragnąc więcej, i więcej… No tak, wyjaśnienie tego wszystkiego byłoby dosyć trudne.

Łatwiej znieść swój ból, kiedy możesz zadać go innym; łatwiej zapomnieć o żałobie po zmarłej matce, kiedy codziennie przeglądasz akty zgonów nic nie znaczących ci ludzi…
Szkoda, że nie tak łatwo zapomnieć o pasożytującym na twoim pensji bezużytecznym ojcu, kiedy masz przed sobą takiego Laurence’a Lestrange’a. W idealnie dopasowanym garniturze, zapewne na miarę; niebywale inteligentnego i zasłużonego w polu magimedycyny; zamożnego, tak, że nie musiałby pracować, gdyby tylko zechciał – dla którego praca to nie konieczność, a kaprys męskiej próżności – tak, że mógł zapewnić swojej żonie, a i niebawem, dziecku, godną przyszłość. To, jak Lorraine go podziwiała, nie umniejszało w żaden sposób tego, jak mu zazdrościła. Ale, co trzeba było podkreślić, mimo tych skrajnych emocji, życzyła Laurence’owi i jego rodzinie jak najlepiej, zwłaszcza, że jego młodsza siostra, Loretta, była jej kiedyś bliska… Czasem aż zapominała, że Laurence był jej bratem, przez to, jak bardzo się różnili; przez dzielącą ich różnicę wieku; a może i dlatego, że bliźniak Lor, Louvain, był tak magnetyczną osobowością, że skutecznie przyćmiewał resztę rodziny?

Pokręciła głową, odganiając od siebie tę dziką gonitwę myśli, i przywołała zamiast tego na twarz delikatny uśmiech.
– Co tam u ciebie, no i oczywiście, jak się czuje pani Lestrange? Wybraliście już imię dla dziecka? – zapytała ze szczerym zainteresowaniem w głosie. W końcu wiedziała, że Laurence i jego małżonka spodziewają się małego Lestrange’a, i to w trybie dosyć pilnym! – Dawno nie widziałam się z Lorettą, więc jestem trochę do tyłu z ostatnimi wydarzeniami. W ostatnim liście tylko opisywała swój najnowszy obraz – zdradziła konspiracyjnym szeptem.

No i pogadali, bo wszystkich zaczęto wypraszać z sali na przerwę techniczną… Dlaczego? Wykładowca zepsuł rzutnik, a przeźrocza były widocznie niezbędne do przeprowadzenia wstępnej prelekcji... Lorraine tylko przewróciła oczami, kiedy urządzenie obskoczyła cała ferajna poważnych naukowców. Serio nie umieli tego obsługiwać?

– Może pójdziemy teraz? Wydaje mi się, że trochę im to zajmie. Chyba, że wolisz najpierw złapać jakąś kawę albo herbatę, oferują tam w holu – zaproponowała Lorraine, gotowa podążyć za wyborem Laurence’a.


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurence Lestrange (1837), Lorraine Malfoy (3193)




Wiadomości w tym wątku
[04.07.1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Lorraine Malfoy - 20.09.2023, 18:07
RE: sierpień 1967, Lorraine i Laurence, O kapitanie, mój kapitanie! - przez Laurence Lestrange - 22.09.2023, 14:22
RE: [sierpień 1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Lorraine Malfoy - 06.11.2023, 06:48
RE: [sierpień 1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Laurence Lestrange - 09.01.2024, 23:01
RE: [sierpień 1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Lorraine Malfoy - 19.01.2024, 20:35
RE: [sierpień 1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Laurence Lestrange - 02.02.2024, 00:56
RE: [04.08.1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Lorraine Malfoy - 01.03.2024, 23:06
RE: [04.08.1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Laurence Lestrange - 09.05.2024, 11:23
RE: [04.07.1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Lorraine Malfoy - 23.08.2024, 20:46

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa