06.11.2023, 12:20 ✶
W chwili, gdy wyciągał rękę po obraz, Loretta wywinęła orła, którego nie powstydziłby się nikt z cyrku Bellów. Jednak na twarzy Rolpha nie malowało się rozbawienie - mięśnie drgnęły, wykrzywiając gładko ogoloną twarz w grymasie troski i niejakiego zaskoczenia, którego nie dałby radę ukryć nawet najlepszy aktor świata. Jeszcze chwilę temu drobna kobieta szła ku niemu, a chwilę potem już była w jego ramionach tylko po to, by po sekundzie rzucić się po płótna. Młody Lestrange westchnął z niejakim rozczarowaniem - jaki był sens łapania kobiety za kibić, jeśli ta niemal od razu się od niego odsuwała? Nie omieszkał jednak, zanim wypuścił ją ze swoich objęć, wciągnąć jej zapachu w swoje nozdrza. Zawsze to robił - po zapachu zwykle najłatwiej było ocenić kobietę. A Loretta pachniała tajemnicą i dymem tytoniowym.
- Mówiłem - powinnaś na siebie uważać, niosąc tak drogocenny ładunek - mruknął, odgarniając poły czarnego, wełnianego płaszcza, by swobodnie kucnąć tuż przy kobiecie. Kilkoma wprawnymi ruchami zgarnął pozostałe obrazy, z zadziwiającą jak na niego delikatnością, uważając by żadnego nie uszkodzić. Nie omieszkał jednak zerknąć, co tam też Loretta teraz niosła. - Chyba nie ma strat.
Och, oczywiście że zrobił to nie z ciekawości, a wyłącznie pod płaszczykiem troski o owe dzieła sztuki. Sprawdzał, czy farba pozostała na swoim miejscu i czy przypadkiem któreś z płócien nie trafiło w kałużę, która mogłaby spowodować zniszczenia tak poważne, że cała robota Loretty byłaby jak krew w piach.
- Ale należy je przenieść do suchego miejsca. Wygląda, jakby miało się zaraz rozpadać - gdy wstawał z kucek żaden jego staw nawet nie jęknął. W przeciwieństwie do Loretty Rolph był dobrze zbudowany - szczupły, ale odżywiony, z sylwetką wskazującą na dbałość o ciało. Podobnież zresztą było z resztą jego aparycji. Nigdy nawet nie zaprzeczał, że o ile u większości ludzi liczyło się wnętrze, tak u niego wygląd zewnętrzny odgrywał kluczową rolę. - Pomogę ci, idziesz do galerii?
Nie oddał jej obrazów. Upewniwszy się, że nie kładzie mokrego na mokrym, złożył je tak, by nie uszkodzić ani jednego płótna. I miał zamiar je donieść tam, gdzie szła Loretta - cóż z niego byłby za marny dżentelmen, gdyby pozwolił drobnej kuzynce męczyć się z tak nieporęcznym bagażem?
- Mówiłem - powinnaś na siebie uważać, niosąc tak drogocenny ładunek - mruknął, odgarniając poły czarnego, wełnianego płaszcza, by swobodnie kucnąć tuż przy kobiecie. Kilkoma wprawnymi ruchami zgarnął pozostałe obrazy, z zadziwiającą jak na niego delikatnością, uważając by żadnego nie uszkodzić. Nie omieszkał jednak zerknąć, co tam też Loretta teraz niosła. - Chyba nie ma strat.
Och, oczywiście że zrobił to nie z ciekawości, a wyłącznie pod płaszczykiem troski o owe dzieła sztuki. Sprawdzał, czy farba pozostała na swoim miejscu i czy przypadkiem któreś z płócien nie trafiło w kałużę, która mogłaby spowodować zniszczenia tak poważne, że cała robota Loretty byłaby jak krew w piach.
- Ale należy je przenieść do suchego miejsca. Wygląda, jakby miało się zaraz rozpadać - gdy wstawał z kucek żaden jego staw nawet nie jęknął. W przeciwieństwie do Loretty Rolph był dobrze zbudowany - szczupły, ale odżywiony, z sylwetką wskazującą na dbałość o ciało. Podobnież zresztą było z resztą jego aparycji. Nigdy nawet nie zaprzeczał, że o ile u większości ludzi liczyło się wnętrze, tak u niego wygląd zewnętrzny odgrywał kluczową rolę. - Pomogę ci, idziesz do galerii?
Nie oddał jej obrazów. Upewniwszy się, że nie kładzie mokrego na mokrym, złożył je tak, by nie uszkodzić ani jednego płótna. I miał zamiar je donieść tam, gdzie szła Loretta - cóż z niego byłby za marny dżentelmen, gdyby pozwolił drobnej kuzynce męczyć się z tak nieporęcznym bagażem?