Odetchnęła kilka razy, otworzyła oczy i uśmiechnęła się nieco krzywo do brata.
- Jasne.- potwierdziła, chociaż na jej usta cisnęło się nieco inne słowo, mugolskie przekleństwo, które podłapała podczas swoich podróży - zajedwabiście. Nie chciała jednak przeklinać przy nim, bo przecież była jego młodszą siostrzyczką, a młodsze siostrzyczki nie używają tak parszywego języka. - Ale muszę coś zjeść. - dodała, odwracając się i ruszając w stronę domu.
Czy miała nadzieję, że Samuel sam poradzi sobie z usunięciem szkód wywołanym osunięciem ziemi w ogródku? A może nie uznała tego, za tak istotne i niewygodne, żeby poświęcać temu swoją uwagę? Ciężko było powiedzieć, ale z pewnością wyglądało na to, że sama póki co nie kiwnie różdżką, żeby naprawić im ogródek. Tak po prawdzie, była dużo bardziej zainteresowana tym, co zawierało niewielkie, aluminiowe pudełko, niż drzewem. Jak dla niej, to drugie brat mógł pociąć na drewno do kominka, chociaż przyda się im ono dopiero na jesień. Dobrze jednak było mieć zapas.
Swoje kroki skierowała do kuchni, gdzie odłożyła pudełko delikatnie na blat, ignorując osypującą się z niego jeszcze ziemię. Sama umyła ręce i zabrała się do przygotowywanie typowego angielskiego śniadania. Nie była pewna, czy Sam jadł już coś, więc rzuciła przez uchylone kuchenne drzwi "Chcesz śniadanie?!" (czy też zapytała ciszej, jeśli brat wszedł już za nią do kuchni) i dostosowała ilość składników do jego odpowiedzi. Robienie tak zwykłych i konkretnych rzeczy jak zaparzenie herbaty, usmażenie jajek, podgrzanie fasolki czy tostowanie chleba, zawsze ją uspokajało. Aluminiowa skrzynka stała obok, niczym groźba, obietnica a przede wszystkim tajemnica. Jackie wcale nie była do końca pewna, czy w ogóle chce ją otwierać. Mogło się tam kryć cokolwiek - włącznie z kupą piasku albo jakimś martwym zwierzęciem - a ona byłaby dość zawiedziona, gdyby okazało się to niewarte zdarcia kolana i nieplanowanej teleportacji.
- Nie masz dzisiaj pracy? - zapytała brata, krzątając się po kuchni. Mogliby spędzić ten dzień jakoś razem, jeśliby Sam oczywiście tego chciał. Było lato, dni były długie i ciepłe, a ona tymczasowo nie myślała o życiu, przeciekającym jej przez palce z każdą kolejną przemianą. Chciała być w życiu Samuela, w zamian za te wszystkie dni poprzednich wakacji, kiedy wysyłała mu tylko pocztówki z różnych odległych miejsc. - Widziałeś się z Danielle po Beltane? - dodała, już bardziej ostrożnie. Nie chciała go do niczego nakłaniać, ale naprawdę kibicowała jemu i Dani, szczególnie że swego czasu uważała dziewczynę za swoją przyjaciółkę, nawet jeśli ostatnio ich kontakty były nieco sporadyczne.