06.11.2023, 13:51 ✶
Uśmiechnął się tak, jak tylko on potrafił. Przytrzymał ją odrobinę dłużej, gdy tak wbijała palce w jego miękki płaszcz z wełny, teraz mokrej od nieustannej mżawki, lecącej z nieba. Lecz puścił ją, a jakże, nie pozwalając by ta chwila przedłużyła się w sposób, który mógłby zostać źle zrozumiany. Balansował na granicy niczym kot chodzący po dachu, z dziwną przyjemnością obserwując uwijającą się przy obrazach Lorettę. Zaiste, każdy z rodziny Lestrange miał w sobie ten dziki i niezaprzeczalny urok. U jednych objawiał się słabiej, a u innych, takich jak oni - mocniej.
- Ktoś z zaledwie ułamkiem twojego talentu siedziały nad jednym z nich przeszło rok. To niesamowite, w jaki sposób operujesz pędzlem i bawisz się fakturą przy jednoczesnym zachowaniu tempa pracy - odpowiedział z wyczuwalnym podziwem w głosie. Rolph nie był miłośnikiem sztuki, ale był - z naciskiem na przeszłość - miłośnikiem artystek. Bywał w tym światku i obcował z różnymi ludźmi, chłonąc sposób ich wyrażania się oraz zapamiętując to, co mu mówili, by błysnąć w chwilach takich jak ta. I chociaż Loretty talent był niezaprzeczalny, to tak naprawdę nie miał pojęcia, ile czasu przeciętnie spędzało się nad malowaniem obrazu.
Bez zbędnych słów wziął ostrożnie te największe płótna, by mniejsze przekazać na ręce kuzynki. Usłużnie niemal poszedł za nią, trzymając się odrobinę z tyłu, by móc chłonąć sposób, w jaki się poruszała. To, w jaki sposób ktoś idzie, dużo mówiło o człowieku. Loretta szła pewnie, pomimo deszczu, nieco za szybko, ale wiedział doskonale iż wynikało to nie tylko z powodu pogody, bo faktycznie zaczęło mocniej padać, a i z ogromnego temperamentu. O humorkach panny Lestrange mówiła chyba cała Anglia. Dlatego też kompletna zmiana wystroju galerii nie zrobiła na Rolphie większego wrażenia. Równie dobrze mogła tutaj podpalić kochanka, wpuścić stado rozszalałych psów lub po prostu znudził jej się poprzedni styl.
- Inaczej zapamiętałem to miejsce - zauważył z rozbawieniem, odkładając obrazy. Najpierw sprawdził, czy farba nie przemokła za bardzo, niszcząc tego, co Loretta wypracowała. - Zdam się na twój gust Loretto, wiesz przecież co lubię.
Widzieli się kilka razy, doskonale wiedziała że nie będzie wybrzydzał, szczególnie jeśli naleje mu whisky czy czerwonego wina. Ale równie dobrze mogłaby mu podać herbaty, a wewnętrzna uprzejmość nie pozwoliłaby młodemu Lestrange zaprotestować. Rolph rozpiął płaszcz i zdjął go z ramion. Był ciężki od wody - nie całkowicie przemoczony, lecz ciężar wyraźnie się zmienił. Niedbałym ruchem powiesił go na haku i ruszył za Lorettą. Rozglądał się z ciekawością po ścianach, starając się zapamiętać każdy szczegół. Co z tego, że pewnie zaraz znowu się wszystko tu zmieni. Odruchowo zaczesał czarne włosy w tył, z niejakim niesmakiem zauważając, że są mokre. Cholerny deszcz.
- Ktoś z zaledwie ułamkiem twojego talentu siedziały nad jednym z nich przeszło rok. To niesamowite, w jaki sposób operujesz pędzlem i bawisz się fakturą przy jednoczesnym zachowaniu tempa pracy - odpowiedział z wyczuwalnym podziwem w głosie. Rolph nie był miłośnikiem sztuki, ale był - z naciskiem na przeszłość - miłośnikiem artystek. Bywał w tym światku i obcował z różnymi ludźmi, chłonąc sposób ich wyrażania się oraz zapamiętując to, co mu mówili, by błysnąć w chwilach takich jak ta. I chociaż Loretty talent był niezaprzeczalny, to tak naprawdę nie miał pojęcia, ile czasu przeciętnie spędzało się nad malowaniem obrazu.
Bez zbędnych słów wziął ostrożnie te największe płótna, by mniejsze przekazać na ręce kuzynki. Usłużnie niemal poszedł za nią, trzymając się odrobinę z tyłu, by móc chłonąć sposób, w jaki się poruszała. To, w jaki sposób ktoś idzie, dużo mówiło o człowieku. Loretta szła pewnie, pomimo deszczu, nieco za szybko, ale wiedział doskonale iż wynikało to nie tylko z powodu pogody, bo faktycznie zaczęło mocniej padać, a i z ogromnego temperamentu. O humorkach panny Lestrange mówiła chyba cała Anglia. Dlatego też kompletna zmiana wystroju galerii nie zrobiła na Rolphie większego wrażenia. Równie dobrze mogła tutaj podpalić kochanka, wpuścić stado rozszalałych psów lub po prostu znudził jej się poprzedni styl.
- Inaczej zapamiętałem to miejsce - zauważył z rozbawieniem, odkładając obrazy. Najpierw sprawdził, czy farba nie przemokła za bardzo, niszcząc tego, co Loretta wypracowała. - Zdam się na twój gust Loretto, wiesz przecież co lubię.
Widzieli się kilka razy, doskonale wiedziała że nie będzie wybrzydzał, szczególnie jeśli naleje mu whisky czy czerwonego wina. Ale równie dobrze mogłaby mu podać herbaty, a wewnętrzna uprzejmość nie pozwoliłaby młodemu Lestrange zaprotestować. Rolph rozpiął płaszcz i zdjął go z ramion. Był ciężki od wody - nie całkowicie przemoczony, lecz ciężar wyraźnie się zmienił. Niedbałym ruchem powiesił go na haku i ruszył za Lorettą. Rozglądał się z ciekawością po ścianach, starając się zapamiętać każdy szczegół. Co z tego, że pewnie zaraz znowu się wszystko tu zmieni. Odruchowo zaczesał czarne włosy w tył, z niejakim niesmakiem zauważając, że są mokre. Cholerny deszcz.