Nie sądziła, że to krótkie wspomnienie o kolacji wzbudzi w Rodolphusie tyle czułości. Uśmiechnęła się, gdy się do niej zbliżył, mógł dostrzec błysk w jej oczach. Naprawdę dobrze było wiedzieć, że spotkania rodzinne znaczyły dla niego tak samo wiele jak i dla niej. Grunt to mieć wspólne priorytety, a wszystko powinno się układać. Zrobić swoje, a później udać się do domu, aby świętować. Idealne podejście. Miała nadzieję, że wszystko pójdzie po ich myśli, a już za chwilę znajdą się wśród najbliższych. Jako, że byli narzeczeństwem ich wspólna nieobecność nie powinna rzucać się w oczy, będą mogli udać, że się modnie spóźnili i tyle. Nie musieli wiedzieć o tym, że odebrali kilka żyć.
Kiedy się do niej zbliżył przejechała dłonią po jego policzku. Chciała mu dać do zrozumienia, że wszystko będzie dobrze, a już za chwilę będą mieli to za sobą.
Ich chwilę zapomnienia przerwał chichot, który dobiegał z wnętrza domu. Niczego nie świadoma rodzina właśnie przeżywała ostatnie wspólne chwile. Dobrze, niech korzystają póki jeszcze mogą. Zauważyła zmianę, jaka zaszła w jej narzeczonym, jakby stała przed nią zupełnie inna osoba.
Rodolphus szepnął zaklęcie, które otworzyło drzwi. Trixie zacisnęła mocno dłoń na różdżce, gotowa w każdej chwili zaatakować. Obserwowała go, gdy wchodził do środka. Miała nadzieję, że rodzina faktycznie opuściła to pomieszczenie. Wślizgnęła się do wnętrza tuż za nim, rozglądała przy tym uważnie, aby namierzyć ewentualnych przeciwników.
Skupiła się na drzwiach od łazienki, przez co nie zauważyła zagrożenia, które znajdowało się obok. Na szczęście Lestrange był szybszy - odepchnął ją, dzięki czemu udało jej się uniknąć ataku.
Usłyszała, jak mężczyzna uderza o coś z impetem, nie spoglądała jednak w tamtą stronę. Od razu ruszyła w stronę łazienki, tak jak powiedział Rodolphus.
Czy martwiło ją jakoś specjalnie to, że za drzwiami była matka z dwójką dzieci? Nie do końca. Taka już kolej rzeczy. Czekała na nich śmierć, a Bellatrix była jedynie jej sługą. Nie zwlekała. Rzuciła zaklęcie, aby otworzyć drzwi. - Naprawdę myślałaś, że mnie to powstrzyma, głupia... - Roześmiała się przy tym histerycznie.
Kobieta próbowała się na nią rzucić, jednak Trixie była szybsza, szczególnie, że tamta jeszcze chwilę wcześniej zajmowała się dziećmi. Nie była przygotowana na to, co miało nadejść. Nie miała przy sobie różdżki. Pozostawały jej jedynie własne ręce, czymże one jednak były przy magii?
Bellatrix machnęła różdżką, skorzystała z uroku, który bardzo dobrze znała. Kazała się jej zatrzymać w miejscu, wtedy sama miała czas, aby zacząć działać. Postanowiła zacząć od dzieci, które siedziały w wannie. Spoglądały w stronę Black ze strachem w oczach. Nie miała zamiaru tego przedłużać, machnęła różdżką dwa razy, chciała wyczarować siłę, która podetnie im gardła. Nie było to specjalnie trudne zadanie. Już to robiła.
Udało jej się pozbyć dzieci, dostrzegła, że w kobiecie coś pękło. Zaczęła wyć, próbowała wyrwać się zaklęciu, jednak nie była w stanie. - Oj, mamusia chyba zaraz dołączy do swoich skarbeczków. - Znowu machnęła różdżką, aby skończyć z kobietą w ten sam sposób. Zależało jej na czasie, przecież czekała na nich jeszcze rodzinna kolacja.