Uśmiechnęła się, kiedy do łazienki dotarł jej narzeczony wraz z ojcem całej rodziny. Świetny pomysł, niech patrzy na to, jak ona zabierała mu to, co miał najcenniejsze w swoim życiu. Powodowało to, że Trixie czuła dziką satysfakcję. Taką, jak jeszcze nigdy dotąd. Nie robiła tego powoli, wręcz przeciwnie, szybko odebrała kobiecie życie.
- To co, teraz pora na tatusia? - Odwróciła się w stronę mężczyzn, po wyśmienicie rzuconym zaklęciu.
Ledwie zdążyła się odezwać jej narzeczony zakończył żywot mężczyzny. Poszło im to wszystko całkiem szybko. Tyle, że pojawiło się sporo bałaganu i krwi. Na szczęście w jednym pomieszczeniu.
- Nie martw się, znajdziemy Ci lepsze. - Skomentowała jeszcze jego słowa o wyrzuceniu butów. Nie nadawały się do uzytku splamione brudną krwią szlam.
- Oczywiście, jeśli nie masz nic przeciwko, to bardzo chętnie będę czynić honory. - Bella również lubiła ogień, była nim zafascynowana. Na pewno pięknie pochłonie tę ruderę. Nie mogła się doczekać, aż zakończą to zadanie.
Skorzystała z pomocy Lestrange'a, aby wydostać się z łazienki. Zdecydowanie wolała uniknąć babrania się we krwi mugolaków.
Jej narzeczony bardzo szybko wrócił do normalności. Jakby wcale chwilę wcześniej nie zabili tutaj tej rodziny. Ona również nie miała z tym problemu, zniknęły płomyki w oczach, serce wróciło do normalnego rytmu. Wykonali zadanie. Czarny Pan dostanie świąteczny prezent. Dokładnie tak, jak chciała. Dzięki Rodolphusowi mogła spełniać swoje marzenia.
Wyszli z łazienki, udali się na zewnątrz. - Ja palę, uwielbiam jak świat płonie. - Powiedziała cicho, po czym machnęła różdżką, żeby wyczarować ogień, który pochłonie to miejsce. Płomienie wspaniale tańczyły na tle śniegu, który powodował, że przepięknie błyszczały. Poczekała, aż jej towarzysz wyczaruje mroczny znak, - Teraz do Kromlechu, a później kolacja. - Rzekła jeszcze cicho, nim się teleportowała to musnęła jego policzek, zadowolona z tego, że udało im się wypełnić zadanie.
Spotkali się ponownie w Kromlechu, gdzie podzielili się swoim sukcesem z Lordem Voldemortem. Przestali być nic nieznaczącymi pionkami, a stali się wreszcie oficjalnymi poplecznikami Czarnego Pana, który w nagrodę za wykonane zadanie uraczył ich tatuażami, które nosili śmierciożercy.