06.11.2023, 21:37 ✶
- Elaine, to nic złego, że się boisz pewnych rzeczy. Każdy z nas się czegoś boi - powiedziałem, kiedy ujrzałem zmieszanie oraz zawstydzenie na jej twarzy. Przygarnąłem ją jeszcze bardziej do siebie i pogłaskałem po plecach. Biedna dziewczyna... Przeżyła tak wiele w swoim życiu, a teraz jeszcze miała go tak krótko na zasmakowanie. Cóż, zrobimy wszystko by było po elainowemu, czyż nie? Będzie nam się tu żyło dobrze i bezpiecznie.
Puściłem ją, głaszcząc jeszcze po głowie, zaczepiając się właściwie. Wróciłem do Flynna, a właściwie do niego podszedłem, bo zmienił umiejscowienie i teraz coś tam wymierzał, liczył. Wciąż ciężko było mi się przyzwyczaić do tego widoku, że się czymś zajmuje pożytecznym. Jakby nie było, to taki kurwikleszcz, no nie?
- Nie chciałem jej murować widoków na świat, tylko wstawić kraty... Jest pewna różnica - zauważyłem z przekąsem, opierając się o najbliższy blat i patrząc, co też tam robił z tymi swoimi palcami ten mój Flynn. - Ty pamiętasz te wszystkie wymiary czy tylko udajesz, grasz, błaznujesz? - zapytałem bez ogródek. Chciałem jakoś wyprostować atmosferę by ponownie była lekka, ale może mi nie szło, a może te moje zaczepki były jednak zabawne...?
Odepchnąłem się od blatu, tylko potemu by się obrócić i o niego oprzeć, Jeszcze raz dokładnie przysłuchiwałem się słowom Elaine, jak gdybym wcale już ich kilkukrotnie nie słyszał. Cóż, warto było znać wszystkie szczegóły. Szczególnie newsy o jakichś mordercach we śnie.
- No pięknie... To ja tu z tobą śpię do rozwiązania sprawy. Facet, co zabija we śnie? No pięknie. Pięknie cholernie. Tym ludziom to serio się nudzi - mówiłem niezadowolony, niepocieszony bardzo. Nie wyobrażałem sobie świata bez Elaine, w tym świata bez jej zupy gulaszowej, klopsików czy ciasta dyniowego. Bez zupy z kurczaka albo tego... takiego zawijanego. Cóż, wszystko co robiła, było przepyszne, a na dodatek rozświetlała nam wszystkim życie. - Dasz radę coś z tym zrobić, Flynn? Ja będę słodkim mistrzem dedukcji, a ty naszym bogiem sprawczym mechanizmów, jeśli coś z tym zrobisz... - odparowałem na jego wcześniejszą zaczepkę. Nie znałem się na tym, ale z chęcią bym tu zniósł cały kaliber. Nie tylko maczetę i strzelbę. Wraz ze swoją kołdrą i poduszką, ale może nawet cały cyrk w przyczepie Elaine.
Pochyliłem się w kierunku Flynna. Tak blisko, że niemal stykaliśmy się głowami i szepnąłem mu na ucho:
- Panie sprawco, i jak z tym będzie...? - Byłem w takiej niepewności, naelektryzowanej niepewności. Złapałem go zębami za ucho. Przez krótką chwilę, która mogłaby się zdawać ułamkiem sekundy albo marą. Tylko niech się odezwie, niech uratuje cały mój świat.
@The Edge @Elaine Bell
Puściłem ją, głaszcząc jeszcze po głowie, zaczepiając się właściwie. Wróciłem do Flynna, a właściwie do niego podszedłem, bo zmienił umiejscowienie i teraz coś tam wymierzał, liczył. Wciąż ciężko było mi się przyzwyczaić do tego widoku, że się czymś zajmuje pożytecznym. Jakby nie było, to taki kurwikleszcz, no nie?
- Nie chciałem jej murować widoków na świat, tylko wstawić kraty... Jest pewna różnica - zauważyłem z przekąsem, opierając się o najbliższy blat i patrząc, co też tam robił z tymi swoimi palcami ten mój Flynn. - Ty pamiętasz te wszystkie wymiary czy tylko udajesz, grasz, błaznujesz? - zapytałem bez ogródek. Chciałem jakoś wyprostować atmosferę by ponownie była lekka, ale może mi nie szło, a może te moje zaczepki były jednak zabawne...?
Odepchnąłem się od blatu, tylko potemu by się obrócić i o niego oprzeć, Jeszcze raz dokładnie przysłuchiwałem się słowom Elaine, jak gdybym wcale już ich kilkukrotnie nie słyszał. Cóż, warto było znać wszystkie szczegóły. Szczególnie newsy o jakichś mordercach we śnie.
- No pięknie... To ja tu z tobą śpię do rozwiązania sprawy. Facet, co zabija we śnie? No pięknie. Pięknie cholernie. Tym ludziom to serio się nudzi - mówiłem niezadowolony, niepocieszony bardzo. Nie wyobrażałem sobie świata bez Elaine, w tym świata bez jej zupy gulaszowej, klopsików czy ciasta dyniowego. Bez zupy z kurczaka albo tego... takiego zawijanego. Cóż, wszystko co robiła, było przepyszne, a na dodatek rozświetlała nam wszystkim życie. - Dasz radę coś z tym zrobić, Flynn? Ja będę słodkim mistrzem dedukcji, a ty naszym bogiem sprawczym mechanizmów, jeśli coś z tym zrobisz... - odparowałem na jego wcześniejszą zaczepkę. Nie znałem się na tym, ale z chęcią bym tu zniósł cały kaliber. Nie tylko maczetę i strzelbę. Wraz ze swoją kołdrą i poduszką, ale może nawet cały cyrk w przyczepie Elaine.
Pochyliłem się w kierunku Flynna. Tak blisko, że niemal stykaliśmy się głowami i szepnąłem mu na ucho:
- Panie sprawco, i jak z tym będzie...? - Byłem w takiej niepewności, naelektryzowanej niepewności. Złapałem go zębami za ucho. Przez krótką chwilę, która mogłaby się zdawać ułamkiem sekundy albo marą. Tylko niech się odezwie, niech uratuje cały mój świat.
@The Edge @Elaine Bell