06.11.2023, 22:57 ✶
Doprowadzała mnie do szewskiej pasji, jednocześnie sprawiając, że zapierało mi dech w piersi. Przeklinałem dzień, w którym wzięliśmy ślub, zarazem chwaląc go w niebogłosy. Rozejrzałem się wokół naprędce. Naprawdę nie chciałem by ktokolwiek nas przyłapał w tak intymnej sytuacji, gdzie jej ramiączko... Zsunęło się za sprawą jej delikatnych, niewinnych na pozór dłoni, po jej ramieniu. Opadło, a ja przełknąłem ślinę, patrząc na nie, tak nisko... To ramię aż się prosiło by wylądować na nim z pocałunkami, by ująć jej właścicielkę w ramiona i rzucić na obszerne, małżeńskie łóżko.
Niestety - albo stety - byliśmy na zewnątrz, a nie w naszej sypialni. Nie godziło się robić tu takich rzeczy, jakichkolwiek aktów miłości się nie godziło, co najwyżej pozwalając sobie na drobne pocałunki, więc pochyliłem się w jej kierunku, całując jej miękkie, uśmiechnięte usta i jednocześnie poprawiłem jej tę sukienkę. Przynajmniej póki nie patrzyłem i moja wola była na wysokim poziomie, po czym wstałem i zacząłem ściągać marynarkę. Nie żartowałem. Nie zamierzałem się nią dzielić nawet z domownikami, więc poczekałem tylko aż uspokoi Beatrice. Zaraz pochyliłem się nad nią by otulić ją ogrzanym przeze mnie materiałem. Zakrył - powiedzmy, że skrupulatnie - jej ogołocone ramiona i to mnie po części zadowalało, bo jednak uboga była to sukienka. Wszystkie kształty ukazywała przy najdrobniejszym poruszeniu.
Nie siadałem, przeświadczony, że zaraz ruszymy do domu. Może i pogoda była ładna, ale dzieci nie powinny spędzać za dużo czasu na powietrzu, poza tym mieliśmy z Imogen, cóż, inne sprawy na głowie. Sama się o to prosiła, a jeszcze po wczorajszej kąpieli... Nie byłem w stanie wyrzucić sobie jej ze wspomnień. Owładnęła mnie całego, stąd też róże dziś sypały się gromko. Też z powodu kolacji z Aveliną, ale nie tylko.
- Nie uważasz, że takie zaproszenie powinien wystosować mój ojciec jako pan domu? - zauważyłem, tak naprawdę obawiając się schodzić na dół by wystosować do Czarnego Pana jakichkolwiek zaproszeń. Miał zapewne na głowie rzeczy ciekawsze, znacznie wykraczające poza prozaiczne kolacje w naszym towarzystwie. Też nie chciałem by oglądał moją małżonkę... Pewnie zaraz wymyśliłaby, wynalazła właściwie w swojej szafie coś równie wyzywającego. Co, jeśli Czarny Pan zechciałby skraść jej jakiekolwiek pocałunki? Nie mógłbym na to nawet w żaden sposób zareagować, się przeciwstawić. - Myślę, że Czarny Pan ma ciekawsze rzeczy na letnie wieczory niż siedzenie z nami i wspólne picie wina - dodałem, chcąc jej wymazać podobne pomysły z głowy. Nie, to był beznadziejny pomysł. Obawiałem się Ojca, a Ojciec obawiał się Czarnego Pana. Przestrzegał nas przed nim, więc to było wykluczone, żeby drobna i delikatna Imogen siadała z nim przy stole.
Niestety - albo stety - byliśmy na zewnątrz, a nie w naszej sypialni. Nie godziło się robić tu takich rzeczy, jakichkolwiek aktów miłości się nie godziło, co najwyżej pozwalając sobie na drobne pocałunki, więc pochyliłem się w jej kierunku, całując jej miękkie, uśmiechnięte usta i jednocześnie poprawiłem jej tę sukienkę. Przynajmniej póki nie patrzyłem i moja wola była na wysokim poziomie, po czym wstałem i zacząłem ściągać marynarkę. Nie żartowałem. Nie zamierzałem się nią dzielić nawet z domownikami, więc poczekałem tylko aż uspokoi Beatrice. Zaraz pochyliłem się nad nią by otulić ją ogrzanym przeze mnie materiałem. Zakrył - powiedzmy, że skrupulatnie - jej ogołocone ramiona i to mnie po części zadowalało, bo jednak uboga była to sukienka. Wszystkie kształty ukazywała przy najdrobniejszym poruszeniu.
Nie siadałem, przeświadczony, że zaraz ruszymy do domu. Może i pogoda była ładna, ale dzieci nie powinny spędzać za dużo czasu na powietrzu, poza tym mieliśmy z Imogen, cóż, inne sprawy na głowie. Sama się o to prosiła, a jeszcze po wczorajszej kąpieli... Nie byłem w stanie wyrzucić sobie jej ze wspomnień. Owładnęła mnie całego, stąd też róże dziś sypały się gromko. Też z powodu kolacji z Aveliną, ale nie tylko.
- Nie uważasz, że takie zaproszenie powinien wystosować mój ojciec jako pan domu? - zauważyłem, tak naprawdę obawiając się schodzić na dół by wystosować do Czarnego Pana jakichkolwiek zaproszeń. Miał zapewne na głowie rzeczy ciekawsze, znacznie wykraczające poza prozaiczne kolacje w naszym towarzystwie. Też nie chciałem by oglądał moją małżonkę... Pewnie zaraz wymyśliłaby, wynalazła właściwie w swojej szafie coś równie wyzywającego. Co, jeśli Czarny Pan zechciałby skraść jej jakiekolwiek pocałunki? Nie mógłbym na to nawet w żaden sposób zareagować, się przeciwstawić. - Myślę, że Czarny Pan ma ciekawsze rzeczy na letnie wieczory niż siedzenie z nami i wspólne picie wina - dodałem, chcąc jej wymazać podobne pomysły z głowy. Nie, to był beznadziejny pomysł. Obawiałem się Ojca, a Ojciec obawiał się Czarnego Pana. Przestrzegał nas przed nim, więc to było wykluczone, żeby drobna i delikatna Imogen siadała z nim przy stole.