06.11.2023, 23:33 ✶
Na górnym pokładzie panował jeszcze większy chaos niż chwilę wcześniej na dole. Bolały go mięśnie, śmierdział morską wodą i Merlin wie, czym dodatkowo, chciało mu się jeść, pić, a przede wszystkim kurwa palić. I gdyby nie podmuch czystego powietrza, to by chyba zwymiotował — no, względnie czystego, bo statek poza dziurami na dole, to jeszcze się palił. Zapach drewna pochłanianego przez płomienie, pogodnie skwierczące i ciepłe, był jednak przyjemny, znacznie milszy niż półmrok śmierdzącej stęchlizną (jak jego ciuchy) ładowni. Poczuł też ulgę na widok znajomych twarzy — w gorszym lub lepszym stanie, ale byli żywi. Atreus, Geraldine, czy Brenna, bo na nich oczy chłopaka zatrzymały się dłużej, zwłaszcza na tej ostatniej. Zacisnął palce, czując, jak mu drętwieją od uporczywego trzymania różdżki. Poruszył się niespokojnie, gdy dostrzegł chłopca, którego głos rozbrzmiał w jego uszach niczym dzwony w starym kościele — chyba przez to, że wcześniej nie mógł żadnego brzmienia do tego dziecka dopasować. Przekręcił głowę na bok, przecierając czoło i uśmiechnął się do chłopaka łobuzersko, kiwając głową. - Nie żałuj młody, słyszałem teorię o wędrówce dusz i gdy przyjdzie Twój czas, to się odrodzisz. I wtedy Twoja historia na pewno będzie lepsza. Nie możesz odejść, żałując.
Wzruszył ramionami, puszczając mu oczko. Był tu, słuchał, ale miał wrażenie, jakby obserwował wszystko z boku, a wzrok wędrował mu w stronę blizny. Mięśnie mu zadrżały, ale głos Victorii sprawił, że podniósł wzrok na brata.
- Zmywaj się stąd Stanley, umiesz w teleportację. I postaraj się zgarnąć ze sobą którąś z tych dwóch wariatek. Laurent ma swoje zwierzęce sztuczki, poradzi sobie z wodą. Ja też sobie poradzę. - mruknął w jego stronę, klepiąc go w ramię z uśmiechem, bo myśli, że zostałby tu przez niego, by zwyczajnie nie zniósł. - Przynajmniej Ger sięgnęła po rozum do głowy.. - mruknął pod nosem, bardziej sam do siebie. Raz jeszcze spojrzał na Borgina. - No zmywaj się. - pogonił go jeszcze i podszedł bliżej Tori, unosząc różdżkę, aby ewentualnie pomóc jej gasić ogień lub naprawić jakieś elementy. - Potrzebujecie pomocy z czymś? Laurent, bierzesz łódkę, czy się przepłyniesz? - spojrzał na Prewetta, marszcząc brwi. Drżały mu mięśnie, odrobinę wstydliwie skwierczało w brzuchu, ale to zagłuszało na szczęście drewno trawione ogniem. Bo jak kurwa mógłby siedzieć sobie w łódce i czekać na ratunek, jak księżniczka, gdy przyszła żona Sauriela, Lestrange i Longbottom (może Atreusa przyszła żona, chociaż ta myśl była wciąż irytująca) tkwiły tu, próbując zbawić cały świat. A przynajmniej Laurenta.
Na gaszenie ognia lub naprawę, zależnie od oceny MG.
Wzruszył ramionami, puszczając mu oczko. Był tu, słuchał, ale miał wrażenie, jakby obserwował wszystko z boku, a wzrok wędrował mu w stronę blizny. Mięśnie mu zadrżały, ale głos Victorii sprawił, że podniósł wzrok na brata.
- Zmywaj się stąd Stanley, umiesz w teleportację. I postaraj się zgarnąć ze sobą którąś z tych dwóch wariatek. Laurent ma swoje zwierzęce sztuczki, poradzi sobie z wodą. Ja też sobie poradzę. - mruknął w jego stronę, klepiąc go w ramię z uśmiechem, bo myśli, że zostałby tu przez niego, by zwyczajnie nie zniósł. - Przynajmniej Ger sięgnęła po rozum do głowy.. - mruknął pod nosem, bardziej sam do siebie. Raz jeszcze spojrzał na Borgina. - No zmywaj się. - pogonił go jeszcze i podszedł bliżej Tori, unosząc różdżkę, aby ewentualnie pomóc jej gasić ogień lub naprawić jakieś elementy. - Potrzebujecie pomocy z czymś? Laurent, bierzesz łódkę, czy się przepłyniesz? - spojrzał na Prewetta, marszcząc brwi. Drżały mu mięśnie, odrobinę wstydliwie skwierczało w brzuchu, ale to zagłuszało na szczęście drewno trawione ogniem. Bo jak kurwa mógłby siedzieć sobie w łódce i czekać na ratunek, jak księżniczka, gdy przyszła żona Sauriela, Lestrange i Longbottom (może Atreusa przyszła żona, chociaż ta myśl była wciąż irytująca) tkwiły tu, próbując zbawić cały świat. A przynajmniej Laurenta.
Na gaszenie ognia lub naprawę, zależnie od oceny MG.
Rzut Z 1d100 - 78
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 26
Akcja nieudana
Akcja nieudana