07.11.2023, 13:10 ✶
Kącik ust mu drgnął, gdy w tak zawoalowany sposób wytknęła mu zainteresowanie czarną magią. Rolph wyprostował się, podpierając dłonie o uda. Nie, zdecydowanie nie pasował do tego miejsca. Odstawał od lasu jak włos z głowy osoby, która właśnie dostała piorunem.
- Jeżeli chcesz z czymś walczyć, musisz poznać tego naturę - odpowiedział filozoficznie, zgrabnie wykonując słowny unik na ten jakże okropny, niesprawiedliwy zarzut ze strony Geraldine. Był jej całkowitym przeciwieństwem: nie należał do zaczepnych ludzi, starał się usuwać z drogi, gdy pojawiał się publiczny otwarty konflikt, lecz zdecydowanie nie należał do tchórzy. Był po prostu cierpliwy, a zemsta zawsze najlepiej smakowała na zimno. Gdy nie musiał, to się nie wtrącał - nic dobrego z tego by nie wynikło. Gdyby teraz zaczął przekomarzać się z Geraldine, mogłoby paść kilka słów za dużo, a nie miał pewności, że w lesie nikogo nie było. Poza tym, jak już zauważył wcześniej, osoby samotnie chodzące po lasach skrywały wiele niespodzianek. Nie chciałby stać w tym miejscu, gdyby Yaxley udało się kolejne zaklęcie. - Nie, nie jestem. Gdybym nim był, zapewne dziewczyna już by była odczarowana.
Przyznał, odwracając się teraz całym ciałem w stronę kobiety. Poluźnił uścisk na rękojeści różdżki, a jego rysy twarzy przestały być tak napięte. Pozostawał czujny, lecz nie widział powodu do przesadnej ostrożności w towarzystwie tej dziwnej czarownicy.
- Moja również nie. Dlatego najlepiej by było zapamiętać to miejsce i zgłosić incydent komu trzeba. Co tu robisz? - zadał to pytanie mimochodem. Chciał delikatnie wybadać grunt, czy Geraldine właśnie opuszczała las. On by chciał, ale nie potrafił, więc idea podczepienia się pod kogoś, kto zna teren, była kusząca. - Bo ja, na ten przykład, staram się wrócić do głównej ścieżki.
- Jeżeli chcesz z czymś walczyć, musisz poznać tego naturę - odpowiedział filozoficznie, zgrabnie wykonując słowny unik na ten jakże okropny, niesprawiedliwy zarzut ze strony Geraldine. Był jej całkowitym przeciwieństwem: nie należał do zaczepnych ludzi, starał się usuwać z drogi, gdy pojawiał się publiczny otwarty konflikt, lecz zdecydowanie nie należał do tchórzy. Był po prostu cierpliwy, a zemsta zawsze najlepiej smakowała na zimno. Gdy nie musiał, to się nie wtrącał - nic dobrego z tego by nie wynikło. Gdyby teraz zaczął przekomarzać się z Geraldine, mogłoby paść kilka słów za dużo, a nie miał pewności, że w lesie nikogo nie było. Poza tym, jak już zauważył wcześniej, osoby samotnie chodzące po lasach skrywały wiele niespodzianek. Nie chciałby stać w tym miejscu, gdyby Yaxley udało się kolejne zaklęcie. - Nie, nie jestem. Gdybym nim był, zapewne dziewczyna już by była odczarowana.
Przyznał, odwracając się teraz całym ciałem w stronę kobiety. Poluźnił uścisk na rękojeści różdżki, a jego rysy twarzy przestały być tak napięte. Pozostawał czujny, lecz nie widział powodu do przesadnej ostrożności w towarzystwie tej dziwnej czarownicy.
- Moja również nie. Dlatego najlepiej by było zapamiętać to miejsce i zgłosić incydent komu trzeba. Co tu robisz? - zadał to pytanie mimochodem. Chciał delikatnie wybadać grunt, czy Geraldine właśnie opuszczała las. On by chciał, ale nie potrafił, więc idea podczepienia się pod kogoś, kto zna teren, była kusząca. - Bo ja, na ten przykład, staram się wrócić do głównej ścieżki.