07.11.2023, 14:07 ✶
Rodolphus nie wydawał się zirytowany zachowaniem Geraldine. Wydawał się być... do porzygu obojętny. Tak obojętny, jak to tylko potrafią być bogate dupki z dobrego domu. W tym się nie pomyliła - szanowana rodzina w połączeniu z bogactwem i wyniosłością stworzyła właśnie go. Mówiło się, że ludzie zyskują przy bliższym poznaniu, ale Rolph wydawał się z każdą kolejną sekundą tracić, niż zyskiwać.
- Pracuję w Ministerstwie Magii, zajmę się tym - powiedział, chowając różdżkę. Nie była już mu potrzebna. Nie widział też powodu, dla którego miałby ukrywać swój zawód. Co prawda nie był pierwszy do chwalenia się nim na prawo i lewo, lecz na pewno byłby ostatni do tego, by zatajać takie fakty. Los posągu był mu obojętny - nie wiedział jeszcze, czy to zgłosi, czy nie. Ale nie było powodu, by kobieta kłopotała się z wysyłaniem sowy do kogoś z Ministerstwa. - Nazywam się Rodolphus Lestrange. Proszę mi wybaczyć złe maniery. Nie przepadam za leśnym otoczeniem, nie czuję się wtedy sobą.
Wyciągnął dłoń w kierunku kobiety. Jeżeli zdecydowała mu się ją podać, ucałował grzbiet lekko i krótko, tak jak uczyli go od dziecka. Była w końcu kobietą, nawet jeśli dziwną i wysoką. Jeżeli jednak postanowiła nie odwzajemnić powitania... Nie pozostawało mu nic innego, jak skomentowanie tego w myślach, nie dając poznać po sobie, że Yaxley tym sposobem nadepnęła mu na odcisk.
Z błyskiem ciekawości patrzył na urządzenie, którym wymachiwała Geraldine. Ciekawe. Prostolinijne, ale ciekawe - i na pewno potrzebne. Ktoś musiał pałętać się po lesie, by inny ktoś mógł siedzieć za biurkiem i walczyć z nudą. Taka była kolej rzeczy.
- Nie. Ja się nie gubię - odpowiedział, poprawiając kurtkę, którą miał na ramionach. - Ja niecelowo zbaczam z drogi.
Na jego ustach po raz pierwszy od kilkunastu minut pojawił się cień uśmiechu. Oczy jednak pozostały chłodne i baczne, jakby spodziewał się, że Geraldine zaraz zamieni się w smoka czy inną magiczną kreaturę. Bo przecież to była najnormalniejsza rzecz na świecie - przemiany kobiet w kamień, to czemu nie w magiczne stworzenie?
- Dziękuję. Z przyjemnością przyjmę pomoc i towarzystwo w opuszczeniu lasu. Gotów byłbym jeszcze raz zboczyć z drogi, niecelowo oczywiście, i jeszcze znowu trafiłbym na kobietę, zaklętą w kamień - odwrócił głowę w kierunku rzeźby, by posłać jej ostatnie, zaciekawione spojrzenie. A potem ruszył za Geraldine do wyjścia z lasu.
Uznał, że skoro tak dużo o sobie zdradził, to Geraldine w mig by go znalazła - wyglądała na taką, która lubiła doprowadzać sprawy do końca. Dlatego też gdy tylko wyszli z lasu, pożegnał się z Yaxley i udał się wprost do Ministerstwa Magii, tak jak obiecał, by zgłosić tajemniczą rzeźbę w lesie. Oczywiście nie potrafiłby wskazać, gdzie ona się znajdowała, lecz to już nie był jego problem. On był od zgłoszenia, a inni od szukania kawałka skały.
- Pracuję w Ministerstwie Magii, zajmę się tym - powiedział, chowając różdżkę. Nie była już mu potrzebna. Nie widział też powodu, dla którego miałby ukrywać swój zawód. Co prawda nie był pierwszy do chwalenia się nim na prawo i lewo, lecz na pewno byłby ostatni do tego, by zatajać takie fakty. Los posągu był mu obojętny - nie wiedział jeszcze, czy to zgłosi, czy nie. Ale nie było powodu, by kobieta kłopotała się z wysyłaniem sowy do kogoś z Ministerstwa. - Nazywam się Rodolphus Lestrange. Proszę mi wybaczyć złe maniery. Nie przepadam za leśnym otoczeniem, nie czuję się wtedy sobą.
Wyciągnął dłoń w kierunku kobiety. Jeżeli zdecydowała mu się ją podać, ucałował grzbiet lekko i krótko, tak jak uczyli go od dziecka. Była w końcu kobietą, nawet jeśli dziwną i wysoką. Jeżeli jednak postanowiła nie odwzajemnić powitania... Nie pozostawało mu nic innego, jak skomentowanie tego w myślach, nie dając poznać po sobie, że Yaxley tym sposobem nadepnęła mu na odcisk.
Z błyskiem ciekawości patrzył na urządzenie, którym wymachiwała Geraldine. Ciekawe. Prostolinijne, ale ciekawe - i na pewno potrzebne. Ktoś musiał pałętać się po lesie, by inny ktoś mógł siedzieć za biurkiem i walczyć z nudą. Taka była kolej rzeczy.
- Nie. Ja się nie gubię - odpowiedział, poprawiając kurtkę, którą miał na ramionach. - Ja niecelowo zbaczam z drogi.
Na jego ustach po raz pierwszy od kilkunastu minut pojawił się cień uśmiechu. Oczy jednak pozostały chłodne i baczne, jakby spodziewał się, że Geraldine zaraz zamieni się w smoka czy inną magiczną kreaturę. Bo przecież to była najnormalniejsza rzecz na świecie - przemiany kobiet w kamień, to czemu nie w magiczne stworzenie?
- Dziękuję. Z przyjemnością przyjmę pomoc i towarzystwo w opuszczeniu lasu. Gotów byłbym jeszcze raz zboczyć z drogi, niecelowo oczywiście, i jeszcze znowu trafiłbym na kobietę, zaklętą w kamień - odwrócił głowę w kierunku rzeźby, by posłać jej ostatnie, zaciekawione spojrzenie. A potem ruszył za Geraldine do wyjścia z lasu.
Uznał, że skoro tak dużo o sobie zdradził, to Geraldine w mig by go znalazła - wyglądała na taką, która lubiła doprowadzać sprawy do końca. Dlatego też gdy tylko wyszli z lasu, pożegnał się z Yaxley i udał się wprost do Ministerstwa Magii, tak jak obiecał, by zgłosić tajemniczą rzeźbę w lesie. Oczywiście nie potrafiłby wskazać, gdzie ona się znajdowała, lecz to już nie był jego problem. On był od zgłoszenia, a inni od szukania kawałka skały.
Koniec sesji