07.11.2023, 21:13 ✶
Odruchowo podtrzymała mężczyznę, gdy ten zwiotczał. Przyjęła na siebie ciężar niewymownego, ramieniem podpierając się o ścianę i nie pozwalając, aby człowiek opadł na ziemię. Puściła dopiero, kiedy sięgnęło go zaklęcie Lestrange'a i uniosło na magicznych noszach.
- Bycie młodszą siostrą mobilizuje. Musiałam nadążyć za bratem - rzuciła lekko. Nawet prawda, z czasów zamierzchłej młodości, bo dość szybko to Erik i cała reszta zaczęli mieć problem z nadążeniem za nią. Dostrzegła, że Lestrange przeszedł na ty, ale i zupełnie się tym nie przejęła, bo większość świata i okolic nazywała ją Brenną, siostrą Erika, ewentualnie wołało "ej ty" albo "ty wariatko", a ona żadnym z tych określeń się nie przejmowała. - Coś odwracalnego, mam nadzieję? - spytała, nie próbując nawet dociekać szczegółów. Departament Tajemnic rządził się swoimi prawami. Zsunęła za to z ramion marynarkę, wyciągnęła z kieszeni cały stosik rzeczy - w tym jakieś pudełko, czekoladową żabę i kajdanki - a potem narzuciła na nieprzytomnego mężczyznę. Oczywiście, ze swoją paranoją planowała zgłosić, gdzie i przy kim się tego elementu munduru pozbyła, gdy poprosi o nową. (Drugi raz w tym tygodniu, bo ta też była świeżo z przydziału...) Jakoś tak... nie sądziła, by temu człowiekowi, kiedy dojdzie do siebie, pasowało, że noszono go nagiego po Ministerstwie.
A dla niej krew nie miała znaczenia. Każda była jednako czerwona. Zrobiłaby to samo, nieważne, kto by tutaj leżał.
I chociaż nie zamierzała domagać się odpowiedzi, czym zajmował się Niewymowny, to już dowiedzieć się jutro, czy wezwano Szefa Izby - owszem.
- Naprawdę? I nie musiałam nawet zjeść dziesięciu pączków ani wypić bez skrzywienia kawy sprzed trzech dni, żeby udowodnić swoje kompetencje? - zakpiła, przenosząc spojrzenie na młodego Lestrange'a. Czy dostrzegła, że jego uśmiech nie sięgał oczu? Być może. Ale nijak nie dala tego po sobie poznać. A kiedy ona się uśmiechała, to śmiały się i jej oczy, i nie było w tym uśmiechu fałszu, chociaż Brenna wcale nie była jakoś straszliwie wesoła, bo martwił ją stan nieprzytomnego pracownika. Po prawdzie Brenna ogólnie wyglądała mało grożnie, a brązowe oczy odziedziczone po Potterach nie wyglądałyby zimno nawet gdyby bardzo się wściekała. - Właśnie podziękowałeś. I podziękowania przyjęte. Brygada Uderzeniowa zawsze gotowa do akcji, pomoc panu to nasz obowiązek i takie tam - powiedziała i nawet zasalutowała przy tym żartobliwie. - Rozumiem, że mam zostawić tego pana w twoich troskliwych rękach? Czy może będę tu jeszcze potrzebna?
- Bycie młodszą siostrą mobilizuje. Musiałam nadążyć za bratem - rzuciła lekko. Nawet prawda, z czasów zamierzchłej młodości, bo dość szybko to Erik i cała reszta zaczęli mieć problem z nadążeniem za nią. Dostrzegła, że Lestrange przeszedł na ty, ale i zupełnie się tym nie przejęła, bo większość świata i okolic nazywała ją Brenną, siostrą Erika, ewentualnie wołało "ej ty" albo "ty wariatko", a ona żadnym z tych określeń się nie przejmowała. - Coś odwracalnego, mam nadzieję? - spytała, nie próbując nawet dociekać szczegółów. Departament Tajemnic rządził się swoimi prawami. Zsunęła za to z ramion marynarkę, wyciągnęła z kieszeni cały stosik rzeczy - w tym jakieś pudełko, czekoladową żabę i kajdanki - a potem narzuciła na nieprzytomnego mężczyznę. Oczywiście, ze swoją paranoją planowała zgłosić, gdzie i przy kim się tego elementu munduru pozbyła, gdy poprosi o nową. (Drugi raz w tym tygodniu, bo ta też była świeżo z przydziału...) Jakoś tak... nie sądziła, by temu człowiekowi, kiedy dojdzie do siebie, pasowało, że noszono go nagiego po Ministerstwie.
A dla niej krew nie miała znaczenia. Każda była jednako czerwona. Zrobiłaby to samo, nieważne, kto by tutaj leżał.
I chociaż nie zamierzała domagać się odpowiedzi, czym zajmował się Niewymowny, to już dowiedzieć się jutro, czy wezwano Szefa Izby - owszem.
- Naprawdę? I nie musiałam nawet zjeść dziesięciu pączków ani wypić bez skrzywienia kawy sprzed trzech dni, żeby udowodnić swoje kompetencje? - zakpiła, przenosząc spojrzenie na młodego Lestrange'a. Czy dostrzegła, że jego uśmiech nie sięgał oczu? Być może. Ale nijak nie dala tego po sobie poznać. A kiedy ona się uśmiechała, to śmiały się i jej oczy, i nie było w tym uśmiechu fałszu, chociaż Brenna wcale nie była jakoś straszliwie wesoła, bo martwił ją stan nieprzytomnego pracownika. Po prawdzie Brenna ogólnie wyglądała mało grożnie, a brązowe oczy odziedziczone po Potterach nie wyglądałyby zimno nawet gdyby bardzo się wściekała. - Właśnie podziękowałeś. I podziękowania przyjęte. Brygada Uderzeniowa zawsze gotowa do akcji, pomoc panu to nasz obowiązek i takie tam - powiedziała i nawet zasalutowała przy tym żartobliwie. - Rozumiem, że mam zostawić tego pana w twoich troskliwych rękach? Czy może będę tu jeszcze potrzebna?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.