Gdy musnął jej usta jej twarz wykrzywił szok, zaskoczenie i niedowierzanie. Ten mężczyzna był nieprzewidywalny, okropny, straszny, inny. Chciała się od niego natychmiast odsunąć, bo końcówki jej ciemnych włosów zrobiły się różowe. Zaczynała tracić kontrolę nad tym wszystkim, nad sytuacją, a tego nie chciała. Nie zdążyła jednak zareagować, bo mężczyzna złapał ją w swoje szpony i pociągnął na siebie, jej sukienka podciągnęła się wprawiając ją w większe zakłopotanie. Naprawdę nienawidziła mężczyzn za to, że zachowywali się w tak absurdalny sposób, że próbowali zmuszać kobiety do grania na ich własnych warunkach, że traktowali takie jak ona w sposób infalntylny nie zwracając uwagi na komfort. Spróbowała mu się wyrwać, wyswobodzić i przy tym jeszcze poprawiać sukienkę, aby zakrywała, co powinna zakrywać.
– Odczep się ode mnie – próbowała go od siebie odsunąć. W jej żołądku ze strachu wszystko się wywracało. Bała się, że ten facet jest psychopatą i będzie chciał ją zgwałcić, sponiewierać, a ona nie chciała tego, nie chciała dotyku ze strony mężczyzny. Nie po tych listach, które wysyłał do niej Desmond. – Nie dostaniesz od mnie nic. Jedyne, co mogę to rozkwasić ci nos o ten beton za tobą! – krzyknęła i bez zastanowienia uderzyła go czołem w nos.
Rzut na aktywność fizyczną (na uderzenie czołem w nos Leo)
Slaby sukces...