07.11.2023, 23:25 ✶
- Dobitnie żałosne, że do spotkań ze mną musisz używać trzeciego oka... Ale kiedy prosiłem cię o podpowiedzi w związku z atakiem na Lorka, to elokwentnie napisałaś, że nic mi nie wyjawisz. Niezłe są te twoje priorytety, Florence - odparłem, zachowując pozory niewzruszenia, choć w rzeczywistości wewnętrznie gniewałem się na jej oddalenie się od rodziny, na jej butę i brak współpracy. Razem moglibyśmy osiągnąć więcej, ale ona zamykała się w swoim małym świecie Świętego Munga i unikała mnie jak ognia, marnując przy tym swoje umiejętności. Było to żałosne i smutne.
Odchrząknąłem i powiedziałem to, co zamierzałem powiedzieć. Wezwałem skrzata do intensywnej pracy, by przyciągnął ochronę jak najszybciej. Nie obawiałem się konfrontacji z Florence, po prostu uważałem ją za zbędną. Swój czas na walkę poświęcałem rzadko, a gdy już to robiłem, to tylko przeciwko naprawdę nikczemnym typom. Florence, upsik, nie była w tej kategorii i nie była warta otrzymania tytułu mojego nemesis.
- Nie dam ci się sprowokować, Florence. Wyrosłem dekady temu z gówniarskiego zachowania - odpowiedziałem, kierując swoje spojrzenie na Laurenta. Wstał - to było jedynym plusem całej tej sytuacji. Niestety, przy jej pomocy. To z jej oferty skorzystał - minus. Kolejnym minusem były jego decyzje, które wydawały się być nierozważne. Cóż, mimo wszystko powinien opanowywać umysł, a nie swoje ciało. To uderzenie się w pierś było zbyteczne. - Siły szukaj w swoim umyśle, Laurencie, a nie fizycznej powłoce - pouczyłem go, choć wiedziałem, że to nauka na długie godziny, a nie jedno zdanie. Nie spodziewałem się, że przyswoi ją szybko. Nie miałem takiego wpływu na ludzi, takiej mocy sprawczej.
- Chodź, synu, pomogę ci usiąść w fotelu... I nie martw się. Nie będziemy się kłócić, bo Florence wychodzi i zamyka za sobą drzwi - zauważyłem ponownie, ale prawdopodobnie po raz ostatni, ponieważ już słychać było kroki na schodach. Wyciągnąłem wolną dłoń w stronę Laurenta, oferując mu moją siłę i zapewne też ostatnią szansę na skorzystanie z mojej pomocy. Więcej nie zamierzałem się zniżać do takiego poziomu.
Odchrząknąłem i powiedziałem to, co zamierzałem powiedzieć. Wezwałem skrzata do intensywnej pracy, by przyciągnął ochronę jak najszybciej. Nie obawiałem się konfrontacji z Florence, po prostu uważałem ją za zbędną. Swój czas na walkę poświęcałem rzadko, a gdy już to robiłem, to tylko przeciwko naprawdę nikczemnym typom. Florence, upsik, nie była w tej kategorii i nie była warta otrzymania tytułu mojego nemesis.
- Nie dam ci się sprowokować, Florence. Wyrosłem dekady temu z gówniarskiego zachowania - odpowiedziałem, kierując swoje spojrzenie na Laurenta. Wstał - to było jedynym plusem całej tej sytuacji. Niestety, przy jej pomocy. To z jej oferty skorzystał - minus. Kolejnym minusem były jego decyzje, które wydawały się być nierozważne. Cóż, mimo wszystko powinien opanowywać umysł, a nie swoje ciało. To uderzenie się w pierś było zbyteczne. - Siły szukaj w swoim umyśle, Laurencie, a nie fizycznej powłoce - pouczyłem go, choć wiedziałem, że to nauka na długie godziny, a nie jedno zdanie. Nie spodziewałem się, że przyswoi ją szybko. Nie miałem takiego wpływu na ludzi, takiej mocy sprawczej.
- Chodź, synu, pomogę ci usiąść w fotelu... I nie martw się. Nie będziemy się kłócić, bo Florence wychodzi i zamyka za sobą drzwi - zauważyłem ponownie, ale prawdopodobnie po raz ostatni, ponieważ już słychać było kroki na schodach. Wyciągnąłem wolną dłoń w stronę Laurenta, oferując mu moją siłę i zapewne też ostatnią szansę na skorzystanie z mojej pomocy. Więcej nie zamierzałem się zniżać do takiego poziomu.